ePodręczniki i znikające zapisy, czyli jak MEN zdanie zmieniał
Pomimo świadomości, że zdecydowanie nie powinienem czytać projektów rozporządzeń, bo ich lektura znacząco podnosi mi ciśnienie, to niestety – jest to silniejsze ode mnie. Jak zwykle Polska zaskakuje mnie co rano. Bez telewizji i gazet, bez radia i podsłuchanych informacji jest o czym dyskutować przez kilka dni, a i powód do wpisu jest niepodważalny. Okazuje się bowiem, że zachwyt nad e-Podręcznikami i ich obowiązkowość została zastąpiona dobrowolnością, czyli „tradycyjne” wydawnictwa wygrały z dziecięcymi kręgosłupami.
Znikające zapisy
Nie inaczej było i tym razem. Przeczytałem kolejną wersję projektu rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej, zmieniającego rozporządzenie w sprawie dopuszczania do użytku w szkole programów wychowania przedszkolnego i programów nauczania oraz dopuszczania do użytku szkolnego podręczników.
W wersji pierwszej, z dnia 18 lipca 2011 roku znalazł się następujący zapis:
§ 9.
- Podręczniki mają formę papierową i odpowiadającą jej formę elektroniczną albo tylko formę elektroniczną.
- Podręczniki przeznaczone do edukacji wczesnoszkolnej i podręczniki przeznaczone do nauczania języka obcego nowożytnego na I etapie edukacyjnym mają formę papierową i odpowiadającą jej formę elektroniczną, tylko formę papierową albo tylko formę elektroniczną.
- Podręczniki w formie elektronicznej mogą być zamieszczone na informatycznym nośniku danych lub w Internecie.
- Podręcznik w formie elektronicznej zawiera:
- opis sposobu uruchomienia albo opis sposobu instalacji i uruchomienia;
- system pomocy, zawierający opis użytkowania podręcznika;
- mechanizmy nawigacji i wyszukiwania, w tym w szczególności spis treści i skorowidz w postaci hiperłączy;
- opcję drukowania treści podręcznika, z wyłączeniem dynamicznych elementów multimedialnych, których wydrukowanie nie jest możliwe.
W opublikowanym teraz, po konsultacjach społecznych projekcie z dnia 21 lutego 2012 roku znajdują się takie oto zapisy:
§ 9.
- Podręczniki mogą mieć formę elektroniczną i mogą być zamieszczone na nośniku danych lub w Internecie.
- Podręcznik w formie elektronicznej zawiera:
- opis sposobu uruchomienia albo opis sposobu instalacji i uruchomienia;
- system pomocy, zawierający opis użytkowania podręcznika;
- mechanizmy nawigacji i wyszukiwania, w tym w szczególności spis treści i skorowidz w postaci hiperłączy;
- opcję drukowania treści podręcznika, z wyłączeniem dynamicznych elementów multimedialnych, których wydrukowanie nie jest możliwe.
Różnica jest aż nadto widoczna:
Wersja 1:
Podręczniki mają formę papierową i odpowiadającą jej formę elektroniczną albo tylko formę elektroniczną
Wersja 2:
Podręczniki mogą mieć formę elektroniczną i mogą być zamieszczone na nośniku danych lub w Internecie.
„Papierowe lobby” świętuje
Ta zmiana to bez wątpienia sukces wydawców „papierowych”. Spodziewałem się, że będą dzielnie walczyli, ale ich sukces mnie równie zaskoczył, co zasmuci
A miało pięknie być, czyli archiwum MEN
Zmiana jest tym bardziej dla mnie szokująca, że przeczy to całkowicie dotychczasowej polityce MEN.
20 lipca 2011 roku: Podręczniki obowiązkowo w formie elektronicznej
25 sierpnia 2011 roku: MEN nie zmienia planów dotyczących wydawania e – podręczników ani ograniczenia wprowadzania przez wydawców zmian w podręcznikach częściej niż co trzy lata
A teraz jeszcze zagadka. Kto to powiedział: „Nie ma żadnego usprawiedliwienia dla prezentowania w artykułach prasowych niczym niepopartych założeń. Chyba, że dziennikarzowi zależy na wprowadzeniu w błąd opinii publicznej i publikowaniu treści niemających potwierdzenia w rzeczywistości, ale to z kolei nie przystoi dziennikowi (..).
Tak, to oczywiście były już rzecznik MEN. Spróbujmy jeszcze w ramach kontynuacji zabawy zamienić „dziennikarza” na „ministra”, a „dziennik” na „ministerstwo”… Ciekawe, nieprawdaż?
E-podręcznik JESZCZE nie umarł… (mam nadzieję)
Nowa wersja wspomnianego wyżej rozporządzenia wywołała prawdziwą burzę medialną, w efekcie której dowiedzieliśmy się, że e-podręczników nie będzie.
Dziennikarze znów przeszarżowali, gdyż te dramatyczne informacje mijają się z faktami. Chciałbym zwrócić uwagę na fakt, że projekt wspomnianego rozporządzenia powiada, że „podręczniki mogą mieć formę elektroniczną”. Należy zatem podkreślić, że w istocie nie pojawia się w tym projekcie „e-podręcznik”.
Parafrazując M. Twaina, nie pozostaje mi zatem nic innego, jak mieć jeszcze nadzieję, że „pogłoski o śmierci e-podręcznika są mocno przesadzone”.
Urodziłem się w małym mieście na Podkarpaciu, tam po raz pierwszy zmuszono mnie tego, żeby zdobyć formalne wykształcenie, chociaż wolałem social learning, zbieranie puszek po napojach i przesiadywanie godzinami przed komputerem w poszukiwaniu szybszej metody na wczytanie gry z kasety do swojego Commodore 64.




