Źli rodzice?
Autorem wpisu jest nauczyciel, Marcin Paks.
Konstytuując mój ostatni artykuł o sextingu, pragnę podzielić się pewnym przemyśleniem i praktyczną radą zrazem. W czym rzecz…? Otóż realizując codzienny rytuał przeglądu postów oraz dodania komentarzy na facebook’u, natknąłem się na ciekawe, ale niesprawiedliwe wpisy. Oczywiście nadal pozostajemy w wątku wychowania medialnego oraz sprawy cyfryzacji polskich szkół, nieważne jakiego charakteru miała by ona dotyczyć. Dyskusja dotyczyła nieetycznych zachowań w internecie, jakich dopuszczają się uczniowie oraz roli rodziców w tym procederze. Pokutuje tu niestety myślenie typu- nie obchodzi mnie, co robią moi uczniowie po szkole, i dalej- szkoła jest po to aby uczyć, a nie wychowywać.
Oczywiście po części zgadzam się z tymi poglądami, jednak nie możemy uważać, że cała sprawa nas nie dotyczy, a co najgorsze zrzucać całej winy na rodziców. Nic bardziej mylnego. Nie naszym zadaniem jest wychowywać cudze dzieciaki, jednak nie możemy wybielać swojej odpowiedzialności np. w kwestii medialnej, i choćby tak po ludzku się do niej ustosunkować. Niedawno moja koleżanka z pracy, nauczycielka z wieloletnim stażem została napadnięta i okradnięta przez jakiegoś oprycha. Sprawa jakich wiele, gdyby nie to, że wokoło było wielu amatorów nawożenia trawników przez swoje czteronogie pociechy, a incydent miał miejsce pod balkonem z otwartym oknem na wielkim osiedlu! Mrozi mnie, jak pomyślę, że jesteśmy świadkami wydarzeń, gdzie wszyscy wiedzą jak jest ale nikt nie interweniuje.
W kontekście nowych mediów
My, cyfroholicy, pragniemy wznieść się na nowy poziom komunikacji i pracy z młodzieżą, mówimy o komunikacji ich językiem, a co się z tym wiąże, wkraczamy w ich świat. Dla nas to świat narzędzi 2.0, a dla nich virtual w odróżnieniu od real’u. My nauczyciele pchamy młodzież w machinę mediów cyfrowych, każemy im zakładać konta na portalach społecznościowych, prowadzić blogi, szukać materiałów do prezentacji, robić i publikować zdjęcia, tworzyć WebQuesty, a więc uczymy ich wykorzystywać świat internetu dla pracy i rozwoju. Tym samym tworzymy relatywnie sprzyjające możliwości do kontaktu z treściami szkodliwymi zamieszczanymi w sieci. Często spotykam się z bezmyślnymi przykładami wykorzystania internetu, kiedy nauczyciele zadają pracę np. na konkretny temat, nie sprawdzając wcześniej co można znaleźć w sieci wpisując dane słowa, jak są one pozycjonowane, wystarczy wpisać – jamochłony, aby wyniki wyszukiwania nas przeraziły. Fundujemy więc młodzieży prace z ciekawym materiałem graficznym. Oczywiście, zaraz zarzucicie mi, ze od tego nie da się uciec, że zawsze coś takiego wyskoczy. Zgadza się. Jednak nie mówmy, że do tego nie dorzucamy pary grosików, a im mniejsze dzieciaki, tym większe niebezpieczeństwo. Więc biernie angażujemy się w wychowanie przez swoją aparycję, system wartości, normy i wiedzę, a czynnie przez odpowiednie organizowanie czasu młodzieży i narażanie ich na obcowanie z wysoką jak i niska kulturą. Od tego nie ma ucieczki, więc wszyscy powinniśmy się za to czuć odpowiedzialni, a przynajmniej nauczyciele szkół podstawowych i gimnazjalnych jak ja, bo do Państwa „profesorów” ze szkół średnich takie argumenty nie trafią, choć nie uważam ich za nieobecne.
Obcy kontra nauczyciel, kolejne starcie
Wracając do rytuału diagnozy tablicy na facebook’u, jestem niezmiernie uderzony wpisami pod tytułem jak to szkoła i nauczyciele bardzo boją się rodziców. Moje odczucia są zupełnie inne, w ogóle nomenklatura tego typu do mnie nie trafia, w pracy wychowawczej z moimi rodzicami, mam średnio kilkadziesiąt spotkań indywidualnych poza zebraniami, konsultacjami, nie wspominając o telefonach i mail’ach. Spotkania odbywają się tak normalnie. Biurko, ławka, korytarz, bez pancernej szyby i ochroniarza. Do szkoły też nie mają problemu się dostać. Wręcz przeciwnie – to rodzice nadal boją się szkoły, a głównie mało się nią interesują. Dlaczego nie mamy obrazków, gdzie na rozgrywkach szkolnych drużyn trybuny są pełne rodziców? Ten zwyczaj często znika już w przedszkolu tuż po ostatnim dniu matki… Myślę, że jedynym złym trybem kontaktów rodzic-szkoła, są rodzice o nadmiernie rozbuchanym ego i rodzice niedoinformowani, którzy nie wyczerpując drogi formalnej. Na „złego” nauczyciela poskarżyliby się najchętniej diabłu, zamiast rozpocząć od ludzkiego spotkania i rozmowy.
Cyfryzacja daje nam kolejną i chyba ostatnią szansę zbliżenia się rodzica do szkoły, której nie możemy zlekceważyć i zaprzepaścić w imię dobra przyszłości szkoły i dzieciaków. Mam tu doświadczenie z własnej pracy wychowawczej. Jestem nauczycielem WdŻwR, a te zajęcia w wielu szkołach, niechlubnie cieszą się wysoką absencją. Wynika to z dwóch powodów. Mianowicie – niedoinformowania rodziców, oraz ulokowania ich na pierwszej – tej sennej -lub ostatniej godzinie, tej głodnej w siatce lekcyjnej. Uczniowie skrzętnie to wykorzystują, a nieświadomi rodzice po odpowiednim urobieniu przez pociechę, podpisują zwolnienia z zajęć. Podobna sytuacja była w moim przypadku, więc postanowiłem zainterweniować. Stworzyłem krótkie szkolenie/kurs e-learningowy pt. istota zajęć WdŻwR w rzeczywistości szkolnej, gdzie umieściłem regulacje prawne oraz najnowszy stan badań na temat chorób cywilizacyjnych i zachowań ryzykownych młodzieży.
Szkolenie zrealizowałem z rodzicami w trackie zebrań, i to wystarczyło aby frekwencja wzrosła do 90%. Mówię o tym w kontekście potrzeby pedagogizacji rodziców z użyciem nowoczesnych mediów z dwóch powodów. Po pierwsze, aby sami zmienili swoje nastawienie do ich wykorzystania, a po drugie – nie sposób opowiedzieć rodzicom o tablicy na facebook’u, fotoblogach, blogach, forach etc., jeżeli tego nie zobaczą, nie przepracują sami. Możliwości przeprowadzenia zajęć jest bardzo wiele, wystarczy drobna prezentacja z hiperłączami, ale zrealizowana w szkolnej pracowni komputerowej tak, aby rodzice mogli się w nią zaangażować. Dzięki temu z pewnością zainteresujemy ich światem edukacji medialnej, pokażemy na co zwracać uwagę . Oczywiście przekażemy jako skutek uboczny podstawową wiedzę o obsłudze komputera, oraz przełamiemy świadomość rodziców, jakoby komputer służył tylko do grania.
Podsumowanie
Działania zmierzające do współdziałania rodziców i nauczycieli w obliczu cyfryzacji i zjawisk takich, jak sexting, uważam za kluczowe dla rozwoju świadomego społeczeństwa medialnego. Taką konieczność zauważył również prof. Bronisław Siemieniecki w etymologii terminu, jego zdaniem
najogólniej rzecz ujmując, celem edukacji medialnej staje się przygotowanie ludzi do: odbioru mediów i posługiwania się mediami jako narzędziami intelektualnymi współczesnego człowieka. Przygotowanie człowieka do świadomego i krytycznego odbioru różnego rodzaju komunikatów medialnych, wymaga dużej wiedzy o mediach rozumianych w kontekście narzędzi komunikowania oraz przekazywanych przez nie treści
(Raport Cyfrowa Przyszłość/nowoczesnapolska.org.pl). Jednocześnie profesor zauważa, że „trudno (…) w procesie kształcenia oddzielić przygotowanie do odbioru komunikatu medialnego od posługiwania się narzędziami. W procesie kształcenia możemy bardziej kłaść akcent na sferę narzędziową, albo kulturową (…). Przesadnie został położony nacisk na nośnik informacji, natomiast sfera kulturowa została zepchnięta na margines. Ma to daleko idące negatywne skutki dla kształcenia i wychowania”(Raport Cyfrowa Przyszłość/nowoczesnapolska.org.pl)
Ważny i konieczny proces cyfryzacji szkół należy postrzegać holistycznie i nie skupiać się tylko na jego stronie narzędziowej. Jednak my, nauczyciele nie możemy czekać na gotowe rozwiązania, bo czas leci, a tworzywo się kształtuje. Musimy wspierać rodziców, wyposażać ich w niezbędna wiedzę i narzędzia. Sami tego nie zrobią.
zdęcie: keoshi
Urodziłem się w małym mieście na Podkarpaciu, tam po raz pierwszy zmuszono mnie tego, żeby zdobyć formalne wykształcenie, chociaż wolałem social learning, zbieranie puszek po napojach i przesiadywanie godzinami przed komputerem w poszukiwaniu szybszej metody na wczytanie gry z kasety do swojego Commodore 64.


