Sexting w gimnazjum – opinia nauczyciela
Starałem się nie zabierać głosu w kwestii wychowania medialnego i w ogóle aspektów wychowawczych cyfryzacji, ale ostatnie informacje na temat zjawiska sextingu szalę goryczy przelały. Pomijając, że jako wychowawca klasy gimnazjalnej i nauczyciel wychowania do życia w rodzinie, zajmuję się tym niejako z urzędu, to przyznam szczerze, czasami miałem wrażenie, że walę głową w ścianę albo szukam dziury w całym…może kurczę, za stary jestem, czepiam się?
Stojąc często na dyżurach podsłuchuję(nie celowo), poprawiam, choć jako rodzic wiem, ze czasami lepiej nie zwracać uwagi aby nie utrwalać, wiek nie gra tu roli, dotyczy to gimnazjalistów jak i młodszych adeptów sztuki wylewania ze swoich ust szamba intelektualnego.
Nota bene, pisząc ten felieton jednym okiem spoglądam na kolejny, nie wiem już który program muzyczny z typu „śpiewać każdy może”, gdzie celebryckie jury w ciągu pięciu minut w niedzielne popołudnie wylała z swoich ust szambo podobne do tego z przerwy.
Szukajcie, a znajdziecie…
Myślałem, że nikt już nie bierze tego, co się w sieci zniewag i prostactwa dzieje, na poważnie, bo to walka z wiatrakami. A tu masz ci los… grupa gimnazjalistek w końcu wzruszyła sumieniami i opinią kilku osób, udało się! dzięki dziewczyny (w negatywnym oczywiście rozumieniu). Dziewczyny z gimnazjum założyły profil na facebook’u o identycznym jak nagłówek tytule, na której zamieszczały zdjęcia koleżanek. Na tę stronę natrafił jeden z czytelników „Rzeczpospolitej” (źródło informacji), który zobaczył tam zdjęcie swojej 14-letniej chrześnicy. Rodzice dziewczynki byli oczywiście w szoku, a ona sama się popłakała. Na stronie znajdowały się m.in. hasła: „przysyłajcie zdjęcia, bo brakuje nam dupeczek”, „nieziemskie widoki” czy „są rureczki, są dupeczki”. Niestety zjawisko jest mi znane z pracy wychowawczej. Co jakiś czas napotykam na podobne komentarze i linki, przeglądając tablice moich uczniów. Moim wychowankom oczywiście zwracam uwagę, przeprowadzam odpowiednie zajęcia, jednak często spotyka mnie za to zabanowanie mojego konta, a mój trud idzie na marne. Żaden z rodziców, z którymi o tym rozmawiałem nie powiedział, że takie zachowanie i problem są mu znane. Policja- w sensie prawo- jest wobec takiego zjawiska bezsilne, gdyż np. jeżeli zdjęcie nie odsłania nagich części intymnych, bądź nie dotyczy czynności seksualnej, to sprawy nie ma. Pozostaje droga cywilna, która jest raczej mało prawdopodobna.
Koło się nakręca
W przypadku, który jest mi znany, uczeń, który padł ofiarą podobnego zachowania, całej sprawy starał się nie ujawniać traktując ją jako wstydliwą, bojąc się reakcji otoczenia, że tchórz, kapuś, cykor etc…, tak, tak moi drodzy, zachowania rodem z piaskownicy. Przypomina mi się jak przezywaliśmy się: maminsynek, język lata jak łopata… Dzisiaj znaczenie tych słów jest zupełnie inne a i te zwroty zostały zastąpione wulgaryzmami i prostactwem, którego nie sposób do niczego przyrównać. Nie wiem, czy porównanie do celi więziennej nie obrażałoby jej mieszkańców. Proszę mi wierzyć, ta barbaryzacja dotyczy wszystkich chłopców z tzw. dobrych, jak i złych domów, a coraz częściej i dosadniej również dziewcząt. Wszystkie badania wskazują, że proces ich demoralizacji jest większy, niżeli chłopców.
Rodzice mają wychowywać i basta!
Tak, rodzice odpowiadają za swoje dzieci i ich wychowanie, jednak nie ma sposobu aby nauczyciel od tego się zdystansował. Jeżeli mam pracować z uczniami wykorzystując technologię informatyczną i internet, to też dyskutować na forach, angażować się na portalach społecznościowych, prowadzić blogi, to również wychowywać cyfrowo. Bo jeżeli ja zacznę bonować, to zostanę na blogu sam z kółkiem różańcowym, choć nic do niego nie mam! Proces tej cyfrowej pedagogizacji należy rozszerzyć o rodziców, którzy, proszę mi wierzyć, w przeważającym procencie są zupełnie nieświadomi, że na facebooku klikając LUBIĘ TO! Można uruchomić machinę, która może doprowadzić do najgorszych konsekwencji.
Laseczkowo.pl
Jak grzyby po deszczu powstają różnego rodzaje portale, fotoblogi czy inne, typu laseczkowo, kwejk, besty. Niestety w naszym kraju nikt wydaje się tym nie przejmować, jak wielkie spustoszenie i następstwa one wywołują. Proponuję, by grupy objęte programem szkoleń z cyfryzacji koniecznie rozbudować o psychologów i pedagogów szkolnych, skoro nie widzą takiego problemu…oczywiście z obowiązkowym fakultetem z Facebooka. Jestem fanem i zapalonym zwolennikiem wykorzystywania TIK na każdym kroku. Jednak żadnej z konferencji, na których byłem, a było ich wiele, nie słyszałem ani słowa o tym, że „cyfrowi tubylcy” degenerują się i powielają w sieci nie pozytywne (to nie jest trendy) ale negatywne postawy.
Czy jest się czego obawiać?
Polecam zacytowany w Rzepie artykuł na temat sextingu z amerykańskiego naukowego portalu Pediatrics. Dowiemy się z niego, że 20% procent nastolatków umieszcza w sieci swoje nagie, lub o zabarwieniu erotycznym zdjęcia. Badanie było niezwykle starannie przeprowadzone na grupie 1500 respondentów i posiada niewielki błąd pomiaru, rzędu 2.5%. Jednak najbardziej zatrważające jest kreowanie wizerunku czyli wrzucanie zdjęć osób trzecich i tworzenie ich wizerunku w sposób dwuznaczny, czyt. nasza rodzima inicjatywa dziewcząt na facebooku. Nie da się ukryć, że zjawisko jest, a jeżeli jeszcze nie w naszym kraju, z pewnością w przyszłości będzie masowe, jeżeli nie podejmiemy odpowiednich działań. Działań nie tyle w kwestii prawnej, lecz wychowawczej, edukacyjnej, bo inaczej będziemy mieli za parę lat niezły bigos, już po polsku.
Autorem wpisu jest nauczyciel, Marcin Paks.
Urodziłem się w małym mieście na Podkarpaciu, tam po raz pierwszy zmuszono mnie tego, żeby zdobyć formalne wykształcenie, chociaż wolałem social learning, zbieranie puszek po napojach i przesiadywanie godzinami przed komputerem w poszukiwaniu szybszej metody na wczytanie gry z kasety do swojego Commodore 64.


