Czym jest projekt eTutorium? Może wiesz?
Lubię kiedy nowe firmy pojawiają się na rynku. To dobry znak dla branży. Tak właśnie jest w tej chwili w elearningu. Nie wiem, czy branża poczuła wiosnę, czy może przeszliśmy przez etap rozpaczy nad niezrealizowanymi oczekiwaniami, które napędzone były unijną kasą. Nie ma to znaczenia. Faktem jest, że w e-learningu pojawiają się nowi gracze, a w związku z tym pojawiła się…
Taka oferta
Dwa tygodnie temu, ja sam i kilka osób z branży dostało takiego maila:

Standardowe zapytanie z logo firmy, kiepską typografią i ilością błędów, którą daje się znieść, po odpowiedzi pojawił się mail kolejny:

Nie będę dyskutował na temat tego, czy jest to oferta warta uwagi, czy nie, bo przygotowanie do godzinnego 2-godzinnego szkolenia wymaga sporego nakładu pracy (zobacz jakiego), ale nie o tym. chciałem poruszyć temat, czegoś co wrzucić można do kategorii…
„Zbieg okoliczności”
Okazuje się bowiem, że wszyscy, których pytałem dostali dokładnie taki sam mail z zaproszeniem do poprowadzenia testowego webinaru, tego samego dnia, na taki sam temat i za takie same pieniądze. Może jest to sposób na pozyskanie potencjalnych klientów, a może nie. Ciągle nie chcę o tym pisać, ale coś tu chyba nie do końca pasuje do standardów, w których zwykłem pracować.
Okazuje się bowiem, że kluczem do całej zabawy jest właśnie…
Narzędzie
Kolejne oprogramowanie do tworzenia webinarów, które tym razem przyjechało do nas ze wschodu i ciągle sporo wschodnich elementów w nim jest. Nie ma się co jednak obrażać, ani buntować, bo dużo dobrych rzeczy takich jak wódka, kawior, Skype (a w zasadzie jego backend), rar, czy Nginx właśnie ze wschodu do nas płynie.
Po dość przyjemnym przebrnięciu przez formularz rejestracyjny, w którym niestety numer telefonu jest wymagany – przepraszam, ale zająłem 997 – otrzymujemy dostęp do aplikacji.

Jej interfejs jest tak prosty, że nie ma czego szukać, a uruchomienie webinaru trwa kilka sekund. Sprawdziłem jednak tylko jego uruchomienie i podstawowe funkcje – działają.

Po uruchomieniu aplikacja wygląda mniej więcej tak:

Da się coś narysować, można wrzucić slajdy, można też całość nagrać. Jest czat, jest kamerka, jest mikrofon. Niestety nie wiem jak wygląda z perspektywy odbiorcy, ale nie wszystko na raz.
Trochę się przestraszyłem kiedy zobaczyłem ten ekran:

Dużo cyrylicy i słowa „aby uzyskać rachunek” wzbudziły moje ksenofobiczne komórki mózgowe do wzbudzenia myśli: „Ale jak to zapłacić? Przecież ja nie korzystałem”. Głupie myśli, wiem, ale czasami tak mam.
Zacząłem więc szukać informacji na temat cen i tutaj znowu przywitała mnie cyrylica, co jest moim zdaniem po prostu zaniedbaniem, bo polska wersja też jest.

No i ceny są, że tak powiem do zniesienia, ale też bez szału. Jeśli porównamy cennik z polskim odpowiednikiem w postaci ClickWebinar, to okazuje się, że eTutorium jest trochę tańszy, ale też nie do końca oferuje to samo, chociaż lista funkcji jest dość długa.

Co mnie zaskoczyło na plus, to elastyczna taryfa dla wydarzeń organizowanych jednorazowo.

Spotkałem się z tym po raz pierwszy i myślę, że jest to fajny kierunek, zwłaszcza dla osób, które chcą zabawę z webinarami zacząć, albo organizują wydarzenie dla dużej ilości osób, a nie potrzebują narzędzia na cały miesiąc. Za tę elastyczność plus.
Niestety za poniższą niedbałość, która mnie trochę zmęczyła. Spory minus.

Fakty są takie
… że na rynek polski powoli wchodzi nowy gracz z narzędziem do webinarów i jak dla mnie bada rynek. Firma Aktiv Sp. z o.o. (Ul. Warszawska 47 a/5, 05-075 Warszawa, NIP: 9522131556) działa, wysyła maile, milczy, bada rynek, milczy, nie odpisuje na maile, nie odbiera telefonów, ale pewnie działa i za jakiś czas zobaczymy jakieś konkretne działania w tym zakresie.
Jeśli wiecie więcej, to chętnie się dowiem, bo narzędzie – pomijając niechlujstwo językowe – jest ciekawe i może być dobrą alternatywą dla zachodnich i rodzimych rozwiązań.
Urodziłem się w małym mieście na Podkarpaciu, tam po raz pierwszy zmuszono mnie tego, żeby zdobyć formalne wykształcenie, chociaż wolałem social learning, zbieranie puszek po napojach i przesiadywanie godzinami przed komputerem w poszukiwaniu szybszej metody na wczytanie gry z kasety do swojego Commodore 64.


