Czego brakuje w projekcie e-podręczników?
Aby powstające właśnie e-podręczniki miały sens, muszą one na bardzo niskim poziomie być spójne, niezależne i zorientowane tematycznie. Ponadto zorganizowane w sposób pozwalający na dowolne dostosowanie do potrzeb uczniów i nauczycieli. Pisanie ich w Wordzie to ślepa uliczka, nawet jeśli dorzucimy do nich cudowne multimedia.
Podręczniki mają być otwarte, dostępne i zgodne z tym co jest teraz na topie. Niestety nikt jeszcze nic nie powiedział jak one mają powstawać. Obawiam się, że nie zostały jeszcze zdefiniowane krytyczne dla projektu założenia, a mianowicie, jakie standardy technologiczne zostaną wykorzystane na najniższym poziomie treści. Boję się też, że fajność i błyskomiotność finalnego efektu może przesłonić detale techniczne, które w przyszłości mogą wytyczyć drogę dla innych instytucji, albo stanął się kompletnym fiaskiem, a ja będę mógł ponarzekać na MEN.
Patrząc pesymistycznie na ten temat poniższą część dedykuję tym, którzy mogą coś w projekcie zdziałać, a także sobie, żebym – przy ewentualnej porażce – mógł wysłać link opatrzony tekstem: „A nie mówiłem?”.
Do rzeczy. Dużo się mówi o tym, że e-podręczniki mają być multimedialne, napchane grami i błyskotkami, ale nie słyszałem nigdzie głosu mówiącego o organizacji treści na poziomie rozdziałów, a nie jest to rzecz błaha, którą można zwalić na partnera technologicznego. Na nieszczęście dla MEN i ORE świat działa tak, że dostarcza się to, co zostało zamówione, a jeśli nie określi się wymagań, to dostaje się cokolwiek w ładnym pudełku. Nie chciałbym, żeby okazało się, że e-podręczniki powstają w Wordzie, bo jest to ślepa uliczka. Na bardzo niskim poziomie treść e-podręcznika musi być jedna, spójna i niezależna. Tak, nie przesadzam, jedna dla całego przedmiotu, dla wszystkich poziomów zaawansowania, ale zorganizowana w sposób pozwalający na niemalże dowolne dostosowanie do potrzeb uczniów. Jednocześnie chcę powiedzieć, że nie jest to mrzonka, ani pieśń przyszłości, bo dalej piszę jak się za to zabrać.
Po pierwsze: Odpowiedni standard
Podręczniki muszą powstawać w formacie XML, ze szczególnym naciskiem na standard Darwin Information Typing Architecture (DITA). Jest on z powodzeniem wykorzystywany przez wiele organizacji, które tworzą dokumentację techniczną, a ta z kolei jest bardzo bliska swoją strukturą z podręcznikami. Konieczne jest też zadbanie o bardzo ostry podział pomiędzy warstwą tekstową, a grafiką, multimediami i wszelkimi innymi obiektami. Dzięki takiemu podejściu zapewnimy technologiczną niezależność treści i ominiemy problemy z tym, że czegoś nie da się otworzyć na jakimś urządzeniu. Tekst będzie dostępny zawsze i na wszystkim, a to przecież on stanowi podstawową wartość podręcznika.
Po drugie: Zorientowanie tematyczne (ang. topic oriented writing)
Jest to podejście, w którym autorzy treści, ewentualnie jeden, tworząc podręcznik główną wagę kładą na pojedyncze tematy ich spójność, kompletność i możliwość odseparowania od reszty treści. Nie skupiamy się więc na całości książki, ale na pojedynczym, spójnym i mogącym istnieć samodzielnie temacie.

Załóżmy więc, że mamy podręcznik do chemii, wstęp na temat kwasów. Na różnych etapach eduakcji o kwasach uczymy klka razy, ale reguły, które się tam pojawiają są uniwersalne, a wiedza podawana jest stopniowo. Można więc treść napisać raz, doprowadzić do poziomu określonego przez najbardziej wymagający program, a następnie wydzielać w nim sekcje i moduły w taki sposób, aby można byłona podstawie odpowiednich map treści wygenerować wiele różnych podręczników. Ponadto takie podejście da nam możliwość wykorzystania treści z podręcznika do chemii w książce do biologii bez konieczności ich przepisywania. Jak to? A no właśnie musimy zapomnieć o książce jako o monolicie, a myśleć o niej w konteście odpowiedniej konfiguracji niezależnych tematów.
Takie podejście pozwoli skupić się na dużym temacie i jego podtematach i utrzymywać raz, a wykorzystywać wiele razy. Podstawową korzyścią z takiego podejścia jest unikanie duplikowania pracy, całościowe ogarnięcie tematu i tworzenie połączeń kontekstowych treści.
Po trzecie: Pozyskiwanie z jednego źródła (ang. single sourcing)
Polega na tym, że posiadamy jedno źródło informacji – źródło podręcznika – i konfigurujemy je w różne opcje wyjściowe. Uwspólnienie źródła jest jakby konsekwencją zorientowania tematycznego treści i polega na tym, że po wprowadzeniu odpowiednich znaczników możemy tworzyć z jednego źródła informacji podręczniki dedykowane dla określonego poziomu nauczania, profilu zawodowego, czy nawet wymagań pojedynczego nauczyciela.
Wróćmy na moment do przykładu. Dzięki temu podejściu można po kliknięciu wygenerować z jednej treści rozdziały Kwasy z treścią dedykowaną dla uczniów gimnazjum, liceum ogólnokształcącego, szkoły zawodowej i nauczyciela. Każda z nich będzie inna, specyficzna i dostosowana do wymagań, np. zdogna z podstawą programową, a jej utrzymanie, aktualizacje i poprawki będą związane ciągle z jednym źródłem.
Największą korzyścią z wdrożenia wspólnego źródła dokumentów jest to, że raz wprowadzona zmiana natychmiast ma odzwierciedlenie we wszystkich wyjściowych formatach, a to oznacza znaczne oszczędności przy tworzeniu treści.
Korzyści z zastosowania podejścia tematycznego i uwspólnienia źródła można się będzie doszukiwać w trzech obszarach:
- Wsparciu różnych formatów wyjściowych e-podręczników – z jednego dokumentu źródłowego będzie można wygenerować strony w HTML5, treść pobieraną przez aplikację na telefony komórkowe, PDF, prezentację, kurs elearningowy, czy materiał przeznaczony dla różnych czytników. W dobie ogromnej różnorodności urządzeń nie ma chyba potrzeby dalszego tłumaczenia sensowności.
- Możliwości realizacji różnych kontekstów wykorzystania – w zależności od zapotrzebowania będzie możliwość włączania treści związanej z okeślonym kontekstem, na przykład specyficznymi wymaganiami specjalizacji, czy wybranej szkoły, a także poziomu nauczania;
- Pełnej personalizacji, nawet do poziomu pojedynczego ucznia – podręcznik do przyrody zawierał będzie dostosowane tematy z geografii, biologii i chemii, a rosnąc razem z uczniem, zmieniając się, podzieli się na poszczególne przedmioty doprowadzając do uszczegółowienia potrzebnego na odpowiednim poziomie i sprofilowaniu, a jeśli to będzie konieczne, na przykład wynikające z zainteresowań ucznia, poszerzone o rzeczy dedykowane szczególnie zainteresowanym uczniom.
Co daje nam takie podejście?
Wyobraźmy sobie prosty przykład dwóch szkół. Jedna jest liceum ogólnokształcącym, a druga technikum chemicznym. Pierwsza wyposażyła uczniów w Kindle, druga w iPady, a nauczyciele mają notebooki i tablice multimedialne. Na pierwszy rzut oka widać, że potrzeby obydwu placówek są kompletnie różne. Nauczyciele będą uczyli inaczej, a zakupiona technologia narzuca specyficzne wymagania.
W zaproponowanym systemie treść dotycząca, ciągnących się przez cały artykuł, kwasów jest jedna, ale odpowiednio oznaczone są fragmenty zgodne z podstawami programowymi. Generując więc odpowiedni podręcznik dostajemy dwie różne pod względem treści książki. Do jednak dopiero pierwszy krok. W kolejnym rozwiążemy problemy z dostępnością treści. Dla Kindle generujemy pliki w formacie .mobi usuwając multimedia i kolorowe rysunki, których czytnik nie jest w stanie wyświetlić, a uzupełniamy to alternatywnym opisem. W przypadku iPadów prezentujemy wszystko z wykorzystaniem HTML5, a rezygnujemy z elemetnów Flash. Na sam koniec, w zależności od profilu szkoły i wybranego rozwiązania technicznego zostanie wygenerowany podręcznik z instrukcjami dla nauczyciela, który w przypadku uczniów posiadających Kindle będzie zawierał sporą ilość odwołań materiałów do prezentowania na tablicy multimedialnej, a w przypadku iPada zadania do aplikacji przeznaczonych na tę platformę. (Jak to przeczytałem, to aż ciężko mi uwierzyć, że dopiero dzisiaj to do mnie dotarło.)
Podsumowanie
W tym momencie jest to jedyne właściwe podejście, które nie jest trudne do zrealizowania. Jednocześnie nie wiąże się z żadnymi przeszkodami technicznymi, licencyjnymi, czy prawnymi. Trzeba tylko wiedzieć, że jest taka możliwość. Barierą w zastosowaniu tych metod będzie oczywiście wiedza, zwłaszcza wiedza autorów przyszłych e-podręczników. Podejrzewam, że plany budżetowe nie przewidują dla nich szkoleń, a z tego, co wiem to ciągle pracują w standardowych edytorach tekstowych, typu MS Word.
Wdrożenie takiego rozwiązania już na samym początku projektu daje bardzo silny fundament dla przyszłego rozwoju systemu, a także pokazuje wszystkim innym drogę jaką należy podążać. Byłoby to rozwiązanie wykraczające poza iBooks od Apple i dające niespotykany wcześniej na świecie poziom uniwersalności i personalizacji treści edukacyjnej. Z całą świadomością tego jaki jest budżet projektu i ile pieniędzy może zostać przeznaczone na tworzenie treści, oraz jaki polityczny potencjał upatrywany jest w jego sukcesie, sądzę, że właśnie teraz jest idealny moment do tego, żeby decyzję o wyżej opisanych rozwiązaniach podjąć. Niestety im później wykona się zwrot w kierunku nowoczesności, tym większy będzie wysiłek potrzebny do jej implementacji. Moim zdaniem nie ma innej drogi. To znaczy jest, ale będzie to droga do nikąd, a ja będę mógł powiedzieć swoje ulubione: „A nie mówiłem?”
PS. Zrozumiem jeśli już dzisiaj pojawią się informacje, że wszyscy o tym wiedzieli.
Urodziłem się w małym mieście na Podkarpaciu, tam po raz pierwszy zmuszono mnie tego, żeby zdobyć formalne wykształcenie, chociaż wolałem social learning, zbieranie puszek po napojach i przesiadywanie godzinami przed komputerem w poszukiwaniu szybszej metody na wczytanie gry z kasety do swojego Commodore 64.


