Big Bang Theory a sprawa polska, czyli wizerunek naukowca
Autorem wpisu jest Emanuel Kulczycki prowadzący bloga: Warsztat Badacza Komunikacji.
Mam nadzieję, że już sam tytuł świadczy o tym, że sprawa jest „niepokojąco poważna”, aczkolwiek omawiana będzie z puszczaniem oka do Czytelnika. Wolę napisać o tym wprost, a nie posługiwać się subtelnościami, gdyż ostatni mój tekst w tym duchu na temat Spółdzielni cytowań został przez wielu Czytelników potraktowany jako napisany całkiem serio. A zatem: jaki wielki wybuch mam na myśli i gdzie tu sprawa polska?
Chodzi mi o serial amerykański emitowany od 2007 roku pt. „Big Bang Theory”, którego tytuł tłumaczony jest jako „Teoria wielkiego podrywu”, a który oprócz spełniania roli rozrywkowej dostarcza społeczeństwu wykreowany wizerunek współczesnego amerykańskiego naukowca. Serial jest bardzo popularny, zatem nie dziwi to, że zaczęto analizować jego wpływ na postrzeganie roli i statusu uczonego we współczesnej kulturze. Oczywiście ktoś mógłby zapytać: dlaczego na podstawie jednego serialu mamy sobie wyrabiać zdanie o wszystkich naukowcach? Oczywiście to nie my, naukowcy, wyrabiamy sobie takie zdanie, tylko widzowie tych seriali – i dokładnie tak będą postrzegali naukowców, jak to twórcy przedstawiają. Nie chodzi tylko o naukowców: ja nie znam żadnego policjanta, więc moje wyobrażenie polskiego stróża prawa składa się z miksu wizerunku policjanta ze „Złotopolskich”, „Rodziny zastępczej” i „Gliny”. No i oczywiście wiadomo, że temu policjantowi pomaga ksiądz – bo każdy ksiądz w Polsce pomaga policji i jeździ na rowerze.
Kontrolowane kreowanie takich wizerunków można zaliczyć do lokowania produktu – nie sprzedaje się produktu materialnego, ale produkt kognitywny, jakim jest właśnie „gotowa recepta na postrzeganie danej grupy społecznej”. Polskie seriale pokazują, że można się podnieść po rozwodzie, że emigracja zarobkowa rozbija rodziny, a kartony pozostawione przy drodze mogą być narzędzie ogólnonarodowej zbrodni.
A co ze sprawą polską? A mianowicie to, że próbujemy reformować polską naukę, ale niekoniecznie dbamy o wizerunek polskich naukowców. Coś takiego jak „etos badacza” jest na wymarciu – nie mamy godnego polskiego odpowiednika Sheldona Coopera i Leonarda Hofstadtera – dwóch głównych bohaterów tytułowego serialu.
O czym jest the Big Bang Theory?
Jest to „klasyczny” amerykański serial komediowy, którego główni bohaterowie to: trzech doktorów fizyki, jeden inżynier – który skończył MIT, ale nie ma doktoratu, przez co jest wyśmiewany oraz urocza blond-sąsiadka. Od pewnego czasu do głównej obsady doszły dwie panie doktor: doktor mikrobiologii i doktor neurobiologii (trzeba jeszcze oddać honor występującej w kilku odcinkach doktor fizyki Leslie Winkle).
Główni bohaterowie określani są mianem nerdów lub geeków. Serial bawi nie tylko fizyków, naukowców, fanów Star Treka czy fan bojów Apple’a (uroczy odcinek, w którym Rajesh filtruje z „Siri” – „osobistą asystentką” dostępną w iPhonie 4S), ale również wiele osób spoza „kręgu rażenia”.
Co robią naukowcy?
Naukowcy w serialu… cieszą się życiem. Są odcinki poświęcone ich pracy, wyjazdom na konferencje czy też organizacyjnym sprawom akademickim. Pokazana jest praca w laboratorium, stołówka akademicka itd. itp. Bohaterowie dyskutują na temat prac opublikowanych w prestiżowych czasopismach. Czasami dyskutują ze swoimi przełożonymi, podwładnymi. To co uderza, to sposób przedstawiania awansu naukowego – jest on prezentowany jedynie przez pryzmat osiągnięć naukowych, a nie zdobywania kolejnych szczebli w drabinie organizacyjnej. No i podstawowa czynność, jaką wykonują bohaterowie: chodzą do sklepu z komiksami.
Serial a zainteresowanie studiowaniem fizyki
Od pewnego czasu pojawiają się w różnych periodykach informacje na temat wzrostu zainteresowania studiowaniem fizyki, który nastąpił za sprawą emitowania „Big Bang Theory”. „The Guardian” napisał Big Bang Theory fuels physics boom, BBC New Has physics become cool again?. Autorzy przywoływanych tekstów zdają sobie sprawę, że jest zbyt wiele czynników, które trzeba by przeanalizować – aczkolwiek nikt nie zaprzecza, że dzięki sukcesowi serialu po prostu mówi się o fizykach.
„Teoria wielkiego podrywu” to nie jedyny serial, który kreuje pozytywny wizerunek naukowca – równie „na czasie” jest serial „Bones” (po polsku: „Kości”), którego główną bohaterką jest antropolog Dr Temprence Brennan.
Krytyka takiego wizerunku naukowca
Trzeba jednak przyznać, że bohaterowie serialu są bardzo specyficzną grupą – i kreowanie wizerunku naukowców na ich bazie jest zabawą niebezpieczną. Jak pisze autor tekstu Is “Big Bang Theory” Bad for Science? opublikowanego na łamach „Discover Magazine”:
Trzech z czterech głównych bohaterów to naukowcy z ograniczoną szansą na jakieś romantyczne przeżycia. Howard mieszka z matką, zamieszkując jednocześnie wyimaginowany świat, w którym jego fryzura „na Beatlesa” sprawia, że kobiety nie mogą mu się oprzeć. Raj nie jest w stanie wydobyć z siebie słowa, kiedy w mieszkaniu pojawia się seksowana sąsiadka jego przyjaciół-nerdów. A Sheldon najwyraźniej ma sitcomową wersję syndromu Aspergera.
Autor i tak był subtelny. Przecież ci naukowcy noszą bieliznę z superbohaterami, grają w najnowsze gry na konsoli, grają w RPG i gry planszowe. A przecież to nie wypada! Oprócz tego jeżdżą nie tylko na konferencje, ale również chodzą na imprezy, gdzie Sheldon przebiera się za efekt Dopplera. Na Facebooku jest nawet fan page „Sheldon Doppler Effect”.
Polska rzeczywistość
Wolałbym, żeby zamiast nad morderczymi kartonami i szpachlą debatowano nad wpływem polskiego serialu na zainteresowanie studiowaniem fizyki czy matematyki. Nie potrafię sobie przypomnieć żadnego polskiego serialu, który prezentowałby pracę naukowców: no może poza nieśmiertelnym „W labiryncie”.
W serwisie nasza-nauka.pl można zapoznać się z materiałem pt. Naukowiec – kto to taki, czyli jak Polacy widzą naukę i jej twórców, w którym można przeczytać m.
in.:
Naukowiec to osoba cierpliwa, pracowita i mądra. Jednak z powodu sytuacji nauki w Polsce i podejścia do tej kwestii państwa, swoją karierę zmuszony jest rozwijać za granicą – wynika z badania dotyczącego kondycji polskiej nauki i wizerunku naukowca oraz postaw społecznych wobec tych zagadnień. „Obraz polskiej nauki to efekt zestawienia dumy narodowej oraz realnego osądu możliwości finansowych państwa”
– ocenia Kuba Antoszewski z przeprowadzającej eksperyment firmy MillwardBrown SMG/?KRC.
Może zatem najwyższa pora, aby pomyśleć o wykreowaniu wizerunku naukowca? O roli, jaką pełni wizerunek oraz kontrolowane projektowanie komunikacji pisał m.in. innym Michael Fleischer – pisałem o tym w tym wpisie. A na zakończenie zapraszam do obejrzenia jednego odcinka z przywołanego serialu „W labiryncie” o jakże aktualnym tytule: „Habilitacja”.
Urodziłem się w małym mieście na Podkarpaciu, tam po raz pierwszy zmuszono mnie tego, żeby zdobyć formalne wykształcenie, chociaż wolałem social learning, zbieranie puszek po napojach i przesiadywanie godzinami przed komputerem w poszukiwaniu szybszej metody na wczytanie gry z kasety do swojego Commodore 64.




