Dlaczego nic mi się nie udaje?
Jeśli jesteś prawdziwym Polakiem i cieszy Cię, że komuś się nie powiodło, to ten wpis jest dla Ciebie. Jeśli cieszy Cię to, że mi coś nie wychodzi to ten wpis jest dla Ciebie.
Jestem mistrzem świata w spektakularnych mini porażkach.
Są małe, codzienne, za to jeśli przyrównać ich efekt do skali to niewątpliwie zasługują na uwagę, a ich ekstrapolacja mogłaby być groźna dla życia na tej planecie. Aby nie być gołosłownym: moja córka dostała wielką, jak na trzylatka, paczkę paluszków, a że mieszkanie było dokładnie wysprzątane co chwilę zwracałem jej uwagę, żeby czasami nie rozsypała. No i nie rozsypała. Za to tatuś wstał i kopnął w rzeczoną paczkę z impetem którego nie powstydziłoby się czołgowe działo. Właśnie to skłoniło mnie do refleksji na temat sukcesów i porażek, oraz tego, że ludzie, którzy odnoszą sukcesy mają na swoim koncie niezliczone liczby porażek.
Porażki z definicji pojawiają się wtedy, kiedy nie jesteśmy na nie przygotowani, atakują stadami i sprawdzają czy sobie radzimy. Nie lubimy ich. Słowo “porażka” brzmi nawet jakoś tak nieprzyjemnie. Ciągle słyszymy mantrę, że porażka nie jest opcją, że tylko sukces, także ten z kategorii “za wszelką cenę”. Szkoły, uczelnie, kursy, matury, certyfikaty odnoszą się do tego samego prawa i już od najmłodszych lat wychowują nas w przekonaniu, że źle jest się mylić. Złe jest oblewanie egzaminów. Strasznie złe jest “nieprzejście” do kolejnej klasy, a wszystkich powtarzających trzeba napiętnować, nazwać spadami i traktować z politowaniem. Przecież liczą się tylko Ci, którzy idealnie wpasowują się w schematy postępowania i klucze rozwiązań.
Schematy
Mnie niestety nie udawało się nigdy wpasować w schematy myślenia. Standaryzowane testy z umiłowaniem oblewałem i oblewam. Dzięki czemu dwa razy nie zostałem studentem medycyny, raz informatyki, a trochę później nie dostałem certyfikatu z jakiegoś oprogramowania. Nie jestem również w posiadaniu certyfikatów językowych, ani sieciowych, ani żadnych innych, bo certyfikat ze szczepień gdzieś się zapodział. Jedynym szczęśliwym testem wielokrotnego wyboru jaki udało mi się zdać była teoria ruchu drogowego, której zdanie pozwoliło mi oblać jazdę.
Należy z porażki uczynić oswojone domowe zwierzę, karmić ją, wyprowadzać, głaskać i kochać.
Przechodząc do sedna, śmiem twierdzić, że wychodzenie poza schematy i ponoszenie porażek jest naszym motorem rozwojowym. Aby naukę uczynić fascynującą trzeba przecież wykorzystać naszą naturalną skłonność do odkrywania i eksperymentowania, stawiania tez i wyciągania wniosków. To właśnie dzięki niej spędziłem fascynujące godziny w chemicznym laboratorium, a teraz zajmuję się tym, co naprawdę lubię, czyli ciągłym wychodzeniem poza schematy, nagminnym popełnianiem błędów i próbowaniem od nowa, aż się uda.
Porażka przebadana
Co ciekawe, kiedy ja się zastanawiałem nad porażką badacze z francuskiego Université de Poitiers zajęli się tym na poważnie, a później na łamach Journal of Experimental Psychology, dowiedli, że mówienie dzieciom o tym, że uczenie się jest trudne, a popełnianie błędów jest naturalną częścią tego procesu sprawia że boją się mniej, a przez to osiągają lepsze wyniki.
Spieszę już z tłumaczeniem jak to zrobili. Trzem grupom szóstoklasistów dano do rozwiązania trudne zadania językowe, ale żeby badanie miało sens pierwszej grupie powiedziano, że jest trudne, ale kolejne próby przybliżą ich do sukcesu, drugą poproszono jedynie o opisanie sposobu dojścia do rozwiązania, a trzecia miała jedynie rozwiązać zadanie.
Po serii zadań okazało się, że pierwsza grupa, która została poinformowana o tym, że będzie ciężko i że błąd jest czymś normalnym, osiągnęła znacznie lepsze wyniki niż dwie pozostałe. Okazuje się więc, że oswojenie się z wizją porażki znacznie redukuje stres, a przez to uczucie niekompetencji, które przeszkadza w uczeniu się.
Zrezygnujmy z ocen
Nie powinniśmy się więc skupiać na ocenach, wynikach testów i listach rankingowych. Warto by było raczej popracować nad obaleniem przekonania, że czerwony pasek na maturze i dyplom dobrej uczelni są potwierdzeniami predyspozycji do kreatywnego rozwiązywania problemów, czy zostania w naukowcem.
Każde dziecko rodzi się małym badaczem. Codziennie próbuje, poznaje, smakuje i weryfikuje swoją wiedzę o otaczającym świecie. Szkoła więc powinna być miejscem, gdzie można bezkarnie błędy popełniać, można się mylić i wyciągać z tego wnioski. To, co nas hamuje to brak przyzwolenia na pomyłkę, a przecież śmiałe stawianie tez, nawet błędnych, a następnie wycofanie się z nich, wyciągnięcie wniosków i spróbowanie po raz kolejny jest clou nauki. A jeśli nie wiemy co zrobić, aby dzieci uczyły się lepiej, to po prostu zejdźmy im z drogi.
Ambitny plan
Miałem ambitny plan uruchomić studia dotyczące projektowania i tworzenia szkoleń online. Nie wyszło. Dla mnie to przede wszystkim lekcja pokory, którą ciągle odrabiam. Myślę jednak, że każdy pewny siebie człowiek powinien ją dostać. Ja dostałem.
Próbuję jeszcze raz.
Urodziłem się w małym mieście na Podkarpaciu, tam po raz pierwszy zmuszono mnie tego, żeby zdobyć formalne wykształcenie, chociaż wolałem social learning, zbieranie puszek po napojach i przesiadywanie godzinami przed komputerem w poszukiwaniu szybszej metody na wczytanie gry z kasety do swojego Commodore 64.


