Bo mnie do Hogwartu nie przyjęli…
O znaczeniu wykształcenia słyszałem, ale nie słyszałem, że jest determinantem współpracy z danym delikwentem, aż do dzisiaj. Miałem przyjemność rozmawiać z przedstawicielem najstarszej krakowskiej uczelni i szło to mniej więcej tak:
– Zdecydowaliśmy się na współpracę z panem i będzie pan dla nas przygotowywał (…następuje lista życzeń), i to koniecznie w tym roku!
– Proszę dać mi czas na zastanowienie się, bo ja rzadko angażuję się w takie projekty.
– Proszę pana, to jest prestiżowa uczelnia i paneuropejski projekt. A właśnie, co pan studiował?
– Technologię chemiczną i informatykę, ale nie skończyłem tej drugiej.
– A gdzie, jeśli łaska?
– Na Politechnice Rzeszowskiej.
[cisza]
[cisza się przeciąga]
– Aaaaa, aaa… a dlaczego tam? Bo wie pan, to ma znaczenie!
– Bo mnie, proszę pana, do Hogwartu nie przyjęli! A, i już się zastanowiłem. Dziękuję!
A na poprawę humoru polecam:
Urodziłem się w małym mieście na Podkarpaciu, tam po raz pierwszy zmuszono mnie tego, żeby zdobyć formalne wykształcenie, chociaż wolałem social learning, zbieranie puszek po napojach i przesiadywanie godzinami przed komputerem w poszukiwaniu szybszej metody na wczytanie gry z kasety do swojego Commodore 64.

