Pierwowzór Necronomiconu zeskanowany i dostępny online
Jeden z najbardziej tajemniczych manuskryptów średniowiecza został zeskanowany i udostępniony online. Tak zwany manuskrypt Voynicha, zaprezentowany publicznie po raz pierwszy w 1915 r. w Instytucie Sztuki w Chicago, jest bardzo ciekawym tekstem, którego jeszcze nikt nie rozszyfrował. Z jednej strony posiada wszelkie znamiona bycia językiem, niestety żadnym ze znanych dotychczas. Z drugiej strony wygląda jak szyfr, ale nie jest nim w dzisiejszym rozumieniu, bo tekst zaszyfrowany nie posiada cech semantycznych.
Tekst został zapewne napisany gdzieś w centralnej Europie około XV wieki i pierwszym jego posiadaczem był mało znany praski alchemik. Całość wygląda jak poradnik młodego alchemika i przyznam, że jest co oglądać: zawiera część poświęconą roślinom, wyglądającą jak zielnik, część mogącą być przewodnikiem astronomicznym i sporą ilość tekstów alchemicznych oraz takich, które możemy określić jako „magiczne”.
Z czystej ciekawości lub sympatii do Lovecrafta warto kilka stron przeglądnąć, bo
„nie jest umarłym ten, który spoczywa wiekami, nawet śmierć może umrzeć wraz z dziwnymi eonami”.
Obszerna analiza tego, czym jest manuskrypt, sporo o jego historii i próbach analizy na Wikipedii. Można zdać się również na moją rekomendację, którą zamieszczam poniżej.
Mając wyuczoną w liceum zdolność dowolnej interpretacji utworów wszelakich można pokusić się o całkiem niezłą zabawę w odgadywanie, co autor miał na myśli. Próbka: na poniższej stronie analizował, co nadaje się do palenia w fajce wodnej…

Gdy już wypalił wszystko co miał, postanowił rozrysować schemat, prowadzący do zrozumienia kobiety. Niestety strona z opisem zaginęła, więc jesteśmy w… punkcie wyjścia.

Na szczęście nie ma się co załamywać, bo jest też instrukcja, jak nakłonić osiem kobiet do kąpania się w jednej wannie…

… oraz opis, dlaczego nie schylać się do beczki. Życzę miłego oglądania. Jeśli mielibyście jakiś pomysł na rozszyfrowanie, albo znaleźlibyście ciekawsze kąski – zapraszam do komentowania.

Urodziłem się w małym mieście na Podkarpaciu, tam po raz pierwszy zmuszono mnie tego, żeby zdobyć formalne wykształcenie, chociaż wolałem social learning, zbieranie puszek po napojach i przesiadywanie godzinami przed komputerem w poszukiwaniu szybszej metody na wczytanie gry z kasety do swojego Commodore 64.

