Recenzja Samsung ST77
Bardzo lubię produkty, które trafiając na rynek posiadają więcej niż cień wizji projektanta. Lubię kiedy cechy zewnątrzne produktu idą w parze z funkcjonalnością, a do tego obroniły się wszelkim biznesowym ograniczeniom. Kiedy zobaczyłem na twitterze, że Samsung chwali się nowym aparatem kompaktowym zechciałem go chcieć, no i dostałem. Za kilka dni kurier przyniósł pudełko, które od samego początku wydawało mi się stanowczo za małe, no ale co tam przecież musi robić zdjęcia.
Proste jak p… atrzenie
Otrzymanie aparatu wiązało się całkowicie przypadkowo z wyjazdem w kierunku południowych przyjaciół w celach nieczysto zawodowych, więc biały „maluch” wylądował w foto-torbie obok lustrzankowej „Martynki” (Sony Alpha), z którą nie rozstaję się w podróży, ale o niej innym razem.
Niestety każde pojawienie się w domu nowego sprzętu wywołuje wielkie zainteresowanie i natychmiastową chęć zaspokojenia dziecięcego głodu poznania, więc tuż po tym jak aparacik się naładował (przez USB z komputera), a telefon wypożyczył mu swoją kartę microSD w kadr zaczęły wpadać wszelkiego rodzaju kucyki Pony, książeczki, kredki i tym podobne zainteresowania trzylatki.
Miałem o tym nie wspominać, no bo przecież Samsung mógłby się obrazić, że zamiast poważnych testów, mierzenia, ważenia i testowania jakości zdjęć dałem go do zabawy dziecku. Dla mnie jest to jednak znaczący argument za tym, że ktoś go fajnie zaprojaktował i nadaje się do używania. Jest po prostu urządzeniem do robienia zdjęć, bez ustawiania, myślenia przełączania, ustawiania ISO, przesłony, czasu itd.



Dziecko dało radę, ale ja?
Jak już wspomniałem aparat pojechał na małe pseudo-wakacje, ale długo leżał i odpoczywał, aż tu nagle… Chociaż może wcale nie nagle, raczej mimo wszystko, a może nawet niestety „Martynka” się rozładowała po całym dniu pstrykania i musiałem się przeprosić z „maluchem”.
Czułem się troszkę dziwnie, bo mały, bo bez pokrętła, bez wizjera, ale bardzo szybko przyzwyczaiłem się do całkiem innego podejścia chwytania rzeczywistości niż to miało miejsce w moim starym kompakcie. Najbardziej przeszkadzał mi w nim fakt, że kiedy działo się coś super ciekawego, to od włączenia go do momentu, w którym można było zrobić zdjęcie mijały wieki, a na zrobienie zdjęcia trzeba było poczekać też kilka dekad. W przypadku białego malucha jest znacznie lepiej. Czas od włączenia do zrobienia zdjęcia to jakieś 3 sekundy. Ewentualnie można doliczyć 2 na wyciąganie go z kieszeni lub 202 w przypadku damskiej torebki.
Niestety nie pamiętam żadnych późniejszych zmagań. Po kilku chwilach wyciąganie go z kieszeni jest czynnością wymagającą największej pracy mózgu. Reszta przychodzi jakoś tak naturalnie.
Szmery – bajery – minusy
Jako gadżetofil nie mogę nie wspomnieć o trybach pracy, które włożyłbym do szufladki „fajne”.
- SMART – domyślny tryb pracy, który robi wszystko sam i jeśli wyłączymy mu lampę to bez problemu radzi sobie z wszelkimi ujęciami od kilku centymetrów, po pejzarze.
- Tryb manualny – nic wielkiego, ale możemy się pobawić ręcznym wyborem rozmiaru zdjęcia, jakości, korekty jasności, ISO, balasnsu bieli, efektów, wykrywania twarzy.
- Panorama – pomimo, że nie przepadam za tego typu zdjęciami, to w tym małym urządzonku Samsung pokucił się o bardzo efektywny sposób tworzenia panoramy. Wciskamy migawkę i majtamy aparatem, a on pokazuje nam miniaturę panoramy. Jak dla mnie tak proste, aż skuteczne.
- Tryb fotografowania tekstu – po raz pierwszy spotkałem się z tym, że ktoś przygotował program do fotografowania tekstu w taki sposób, aby było on najbardziej czytelny. Studenci, nauczyciele, uczniowie – to coś dla Was.
- Efekty – w tym momencie stoimy już na granicy fajności i zbędnego bajeru, ale w czasach Instagrama i fali hipsterskości, która już sama w sobie przestaje być hipsterska wydaje mi się do dobrym posunięciem.
miniatura

winiety

raster

szkic

rybie oko

wyrazistość

wygląd klasyczny

sepia

negatyw

Minusy
- nie ma co liczyć na lampę,
- programy są raczej słabe (poza tym do tekstów),
- ustawienia manualne zajmują wieki,
- wolałbym SD zamiast microSD,
- video jest przeciętne, ale dźwięk w porównaniu z brzęczącą lustrzanką (zakładając, że nie mamy zewnętrznego mikrofonu) daje radę,
jeśli wyłączamy lampę aparat tego nie zapamiętuje, więc za każdym razem kiedy go włączamy, trzeba ją wyłączyć. Możliwe jednak, że dla wielu użytkowników będzie to plus.
Podsumowanie
Ciągle jestem pod wrażeniem tego małego ustrojstwa. Musze przyznać, że jest to pierwsze urządzenie,(a kilkadziesiąt ich już testowałem, o kilku nawet napisałem) które miałbym ochotę sobie zostawić i uczynić codziennym wyposażeniem. Proste, przemyślane i działające. Wygrywa rozmiarem i szybkością działania. Jeśli Samsung miałby na zbyciu jeden, albo nie szkoda mu tego, który mam to chętnie zaprzedam część swojej blogerskiej duszy dam się obdarować.
Przykładowe zdjęcia









Urodziłem się w małym mieście na Podkarpaciu, tam po raz pierwszy zmuszono mnie tego, żeby zdobyć formalne wykształcenie, chociaż wolałem social learning, zbieranie puszek po napojach i przesiadywanie godzinami przed komputerem w poszukiwaniu szybszej metody na wczytanie gry z kasety do swojego Commodore 64.


