Zbędne relacje
Jest takie jedno miejsce w tym kraju, gdzie nie trzeba udawać, wymuszać, pozować i być jakimś. Nie ma też co liczyć na to, że ktoś będzie chciał słuchać. Raczej przychodzi się tam posłuchać i po prostu pobyć. Popatrzeć na ludzi i nie wdawać się z zbędne relacje.
– Proszę Pana, ale to wino jest niedobre – krzyknęła do barmana pulchna turystka, która była wyraźnie podekscytowana pierwszą wizytą w tym miejscu, oraz dumna z próby kosztowania podstawowego elementu menu, czyli czereśniowego wina z kija (7zł za 0,5l – dla bywalców 5zł).
– Szanowna Pani. Po pierwsze alkohol nie jest po to, żeby był dobry. Po drugie to wino nie jest po to, żeby go smakować, tylko po to, żeby wypić sześć i się najebać – odpowiedział dość głośno barman.
– No, ale proszę Pana, moja krytyka powinna być dla Pana ważna – kontynuuje z uporem szczeniaka ciągnącego koc.
– Oczywiście! Tutaj chcę słyszeć tylko i wyłącznie krytykę. Wtedy nie muszę się wdawać w jakieś zbędne relacje. – kontynuował niewzruszonym tonem kapitan „Siekiery”, po czym na stole postawił trójramienny świecznik i wyszedł.
Urodziłem się w małym mieście na Podkarpaciu, tam po raz pierwszy zmuszono mnie tego, żeby zdobyć formalne wykształcenie, chociaż wolałem social learning, zbieranie puszek po napojach i przesiadywanie godzinami przed komputerem w poszukiwaniu szybszej metody na wczytanie gry z kasety do swojego Commodore 64.

