Wydać 50.000 własnych złotówek na elearning nie jest łatwo. Zwłaszcza jeśli jest się małym przedsiębiorstwem w małym miasteczku, jest 2006 rok, a „życzliwi” pukają się w czoła. Okazuje się jednak, że ci sami ludzie po 6 latach zastanawiają się dlaczego tego nie zrobili.
Ostatnio dostałem sporo czasu i wróciłem do starych projektów i ludzi. Zadzwoniłem i oto czego się dowiedziałem. Projekt żyje, a to już coś. Ciągle ogranicza się do platformy moodle i tych samych kursów zrobionych w 30% za pomocą Adobe Captivate i w 70% za pomocą moodle. Przy udziale wszystkich pracowników małej szkoły językowej powstały 3 serie po 10 szkoleń, które odpowiadają poszczególnym ścieżkom nauczania języka angielskiego.
Miałem więc przyjemność stworzyć te 30 szkoleń. Była to niezła powtórka z angielskiego, ale też całkiem dobry biznes. Po raz pierwszy wystawiłem fakturę na prawie 50.000 zł, a w 2006 roku były to pieniądze, których nie mogłem sobie wyobrazić. Jednocześnie ze szkołą cały czas jestem w kontakcie, czasami cośprzy tym moodle-u podłubię, czasami coś poprawię. Generalnie pracy nie ma żadnej. Udało się zrobić samograj, a właściciel szkoły potrafił z elearningu zrobić atut i bardzo dobrze na nim zarabiać. Tak dobrze, że po 12 edycjach koszt pojedynczej lekcji to na dzisiaj 2zł brutto (wliczając hosting i pomoc techniczną).
Biorąc pod uwagę, że ze szkoleń co roku korzysta średnio 120 osób (odsprzedawane są innym szkołom i lektorom dającym korepetycje), a każda lekcja sprzedawana jest po 10zł (300zł cały kurs) dało to właścicielowi ponad 166.000 zł. Nie chciało mi się w to wierzyć, ale liczby nie kłamią. Wydane 50.000zł wróciło się w ciągu 6 lat czterokrotnie generując ponad 210 tysięcy złotych przychodu.
Ciekawe jest to, że:
- platforma i szkolenia są bardzo minimalistyczne w wyglądzie i działaniu,
- aktualnie jedynym kosztem jest hosting, bo właściciel administruje platformą sam,
- szkolenia online były i ciągle są przystawką dla właściwych lekcji,
- działa model flipped-classroom, tylko w 2006 roku nikt tego tak nie nazywał,
- szkolenia nie wymagają aktualizacji, bo nie są powiązane z żadnym podręcznikiem,
- każdy z uczniów spędza na platformie w ciągu roku ponad 2,5 dnia.
Jak to zrobić?
- Wzbudzić zainteresowanie i chęć sięgania po przygotowane materiały jednocześnie jasno określając oczekiwania na samym początku zajęć, tak żeby każdy uczący się wiedział dlaczego taka forma jest skuteczna i żeby wiedział czego może oczekiwać w ciągu całego roku, a także jak z tego skorzysta.
- Przygotować autorski materiał i podzielić go na bardzo małe części. Należy dążyć do tego, żeby najmniejsze części nie wymagały więcej niż 10 minut na realizację.
- Określić dokładne cele, które należy zrealizować w małych odstępach czasu.
- Często przypominać o konieczności zrobienia zadań, albo zapoznania się z materiałem.
- Wysyłać e-maile z przypomnieniami linkujące do określonych aktywności i zadań.
- Traktować uczestników indywidualnie.
- Nie wciskać im kitu.
Wszystkim więc, którzy planują zlecić tworzenie szkoleń online proponuje, zanim zaczną wydawać pieniądze, zastanowienie się:
- jak zainteresować nimi swoich aktualnych klientów, jak przekonać ich, że warto wydać 10zł więcej,
- jak nie pozostawić szkoleń i ludzi w próżni,
- jak stworzyć szkolenia idealne, trwałe i proste.
Urodziłem się w małym mieście na Podkarpaciu, tam po raz pierwszy zmuszono mnie tego, żeby zdobyć formalne wykształcenie, chociaż wolałem social learning, zbieranie puszek po napojach i przesiadywanie godzinami przed komputerem w poszukiwaniu szybszej metody na wczytanie gry z kasety do swojego Commodore 64.


