Jak prowadzić zautomatyzowany kurs online bez inwestowania w narzędzia?
W dzieciństwie nigdy nie jeździłem na nartach. Wychowywałem się w całkiem sporej odległości od gór, a w mojej rodzinie niewiele osób uprawiało tę aktywność, więc nie uczyłem się jeździć ani na nartach, ani na snowboardzie – wszystkim, co służyło mi do zjeżdżania, były sanki albo worek wypchany sianem. W pewnym momencie stwierdziłem jednak, że, kurczę, wszyscy jeżdżą na nartach i na deskach, więc to musi być fajne.
A jako że myślałem, że jestem taki fajny, wyluzowany i cool (tak się wtedy mówiło), to oczywiście wybrałem snowboard. Sama deska mi została, bo ten sposób spędzania czasu mi się spodobał, ale do czego chciałem całą tę sytuację sprowadzić: otóż na samym początku mojej przygody ze zjeżdżaniem zastanowiłem się głęboko, jaka jest minimalna liczba elementów, które są mi niezbędne do tego, żeby się tym zajmować, i stwierdziłem, że wszystko, czego potrzebuję, to:
- nieprzemakalne spodnie, bo będę często siedział,
- nieprzemakalna kurtka – i od tego zaczęła się moja przygoda na stoku.
Nie potrzebowałem nic więcej – deskę pożyczałem, buty również. Tak, zdaję sobie sprawę, że wizja wypożyczenia butów i deski może nie być dla wielu najwspanialsza – bo jeździ się na czyichś, bo trzeba uważać na te buty, bo to, bo tamto… Chodzi mi o to, że nie pomyślałam na początku o tym, że w tej sytuacji koniecznie muszę być właścicielem gotowego zestawu wyposażenia – że potrzebuję posiadać deskę, że potrzebuję posiadać wiązania i buty, że potrzebuję posiadać kask. Nie musiałem mieć tych rzeczy, mogłem je po prostu wypożyczać.
nie musicie posiadać własnej platformy, żeby zacząć uczyć online
Podobnie jest z e-learningiem – nie musicie posiadać własnej platformy, żeby zacząć uczyć online. Nie musicie mieć jakiegokolwiek własnego rozwiązania, żeby móc sprawdzić, czy dany model biznesowy jest interesujący, czy ludzie interesują się Waszym szkoleniem, czy są ciekawi wiedzy, którą chcecie im przekazać, albo podejścia, które chcecie im zaprezentować. Co więcej, nawet jeżeli chcecie wdrożyć e-learning w swojej firmie, nie potrzebujecie kupować platformy za kilka tysięcy złotych. Czasami lepiej coś zrobić, wykorzystując po prostu narzędzia, które znajdują się na rynku. W ramach tego tekstu chcę Was zachęcić do tego, żebyście wykorzystali infrastrukturę, która jest dostępna za darmo, aby przetestować, czy temat Waszego szkolenia interesuje innych, czy sposób, w jaki chcecie nauczać, po prostu działa, czy seria e-maili na określony temat jest dla ludzi na tyle interesująca, że będą mieli ochotę zaufać Wam, że możecie ich z danego tematu nauczyć więcej.
Jak zacząć?
Na rynku jest coraz więcej różnych kursów online (lepszych i gorszych), istnieją podobno nawet ludzie, którzy niektóre z nich ukończyli, ale zastanawiam się nad tym, czego tak naprawdę potrzeba, żeby uczyć online, i od czego to wszystko może się zacząć. Sam używam sporo narzędzi do e-learningu i większość z nich jest niestety płatna, ale…
Magiczna siła e-maila
Kiedy zaczynam się zastanawiać nad tym, jakie elementy są niezbędne, żeby zacząć uczyć online i żeby zacząć wprost na tym zarabiać, to dochodzę do wniosku, że w zasadzie wystarczy nam konto pocztowe, wystarczy nam e-mail. W dzisiejszych czasach, kiedy w użyciu jest tak ogromna liczba narzędzi internetowych, ciekawym podejściem mogłoby być korzystanie po prostu z e-maila. Dlaczego? Myślę, że na początek ludzi mogłaby przekonać unikatowość takiego rozwiązania. Poza tym jeżeli pomyślimy o mailu wysyłanym po prostu do jakiejś grupy osób, to zauważymy, że w przypadku tego środka komunikacji skupiamy się na wartości tekstu i interakcjach z naszymi odbiorcami. Jeżeli więc prezentujemy jakieś podejście związane z pewną dziedziną wiedzy, które nie wymaga wizualizacji albo wymaga jakiejś minimalnej dozy tejże, to tak naprawdę na upartego e-mail nam wystarczy. Sam w tej chwili biorę udział w kursie dotyczącym wprawek pisarskich, gdzie w zasadzie wszystko może się odbywać drogą pocztową – nic nie stoi na przeszkodzie temu, żeby pracować samym tekstem i na samym tekście.
Po pomoc do Zuckerberga
Kiedy myślimy, jaki mógłby być nasz kolejny krok, okazuje się, że oprócz e-maila jednym z popularnych narzędzi, które przychodzą nam w sukurs, jest Facebook. Co więcej, z jego pomocą można już w zasadzie ogarnąć cały kurs. Zwróćmy uwagę, jak ciekawym narzędziem do uczenia online może być właśnie grupa na Facebooku (otwarta czy zamknięta – to już zależy od tego, jak chcemy tak naprawdę uczyć).
Jeżeli pragniemy stworzyć uczącą się społeczność (niech za przykład posłużą grupy, które założyłem), to nie ma się co wielce zastanawiać: potrzebujemy tylko tejże grupy na Facebooku i dwóch książek autorstwa Gilly Salmon:
- jedna to E-Moderating – The Key to Online Teaching and Learning
- druga E-tivities – The Key to Active Online Learning
które w niesamowicie przystępny sposób przedstawiają stworzone przez nią metody uczenia online i socjalizowania. Można do tego dołożyć jeszcze teorię George’a Siemensa, która mówi właśnie o takim społecznościowym uczeniu się, o budowaniu zbiorowej wiedzy przez wspólnotę. Ten konglomerat pozwoli nam zrobić naprawdę niesamowicie dużo.
Dlaczego?
Na początek dlatego, że, o czym już wspomnieliśmy, w ramach grupy na Facebooku możemy się posługiwać mailem. Do warstwy tekstowej, którą posiadamy, dołóżmy teraz możliwość publikowania zdjęć i grafik, tworzenia ankiet, a w końcu – publikowania wydarzeń i organizowania transmisji live. Przede wszystkim jednak dajmy ludziom, którzy się uczą, zamknięte i bezpieczne środowisko.
To jest superważne – w przeciwieństwie do środowisk otwartych, w których niektórzy mogą czasami bać się wręcz po prostu pomylić albo otrzymać dawkę hejtu od innych, w takiej zamkniętej grupie możliwości rozwoju są dużo większe. Jeżeli więc popatrzymy na to, ile narzędzi daje nam już sam Facebook, to okaże się, że w zasadzie (przynajmniej w odniesieniu do małych grup i ludzi rozpoczynających przygodę z e-learningiem, kursami online i tak dalej) mówimy o środowisku kompletnym.
Zwróćmy uwagę, że żadne oprogramowanie – obojętnie, czy to będzie WordPress, czy jakieś inne rozwiązanie – nie będzie w stanie zapewnić nam dużo więcej możliwości, niż jesteśmy ich w stanie dostarczyć za pomocą wspomnianej grupy na Facebooku. Teraz cała nasza rola w tej zabawie będzie zatem polegała właśnie na tym, żeby tę grupę odpowiednio prowadzić. I o ile wcale nie jest trudno zrobić kurs, który będzie się opierał wyłącznie na materiałach wideo, plikach do pobrania i zadaniach do zrealizowania, o tyle moderowanie i prowadzenie grupy wymaga już czegoś, co moim zdaniem mieści się w kategoriach pracy trenerskiej z ludźmi online.
Z wizytą w Mountain View
Mamy e-mail, czyli już wiemy, jak ludzie mogą do nas dołączyć, mamy Facebooka, dzięki któremu praca w grupie będzie zdecydowanie łatwiejsza. Czego jeszcze możemy potrzebować? Z narzędzi, które są dość łatwe do uzyskania i również bezpłatne, kolejne, które mi przychodzi do głowy jako, powiedzmy, podstawa trzeciego poziomu rozbudowania szkolenia, jest oczywiście Google Docs. Dlaczego?
Jeżeli ważne jest dla nas to, żeby ludzie byli kreatywni i budowali swoją wiedzę sami, a nie tylko konsumowali to, co my dla nich wytworzymy, to Google Docs wydaje się idealnym narzędziem szkoleniowym. Z pomocą tej aplikacji można zorganizować pracę grupową, można przygotować ćwiczenia, tworząc odpowiednie foldery czy szablony treści, można uczyć naprawdę niesamowicie rozmaitych tematów. Takie połączenie naszego e-maila z przypomnieniami typu „żebyś się, drogi uczestniku, uczył na szkoleniu”, grupy szkoleniowej w ramach grupy na Facebooku, a także aplikacji Google Docs – umożliwia nam ogranie, myślę, 90% szkoleń, a wydamy na nie okrągłe 0 zł.
Pora na automatyzację
Załóżmy, że mamy już e-mail, Facebooka i Google Docs – możemy zatem zrealizować niemal każde szkolenie. Istnieją jednak liczne programy, które warto dodać do powyższej listy, aby ułatwić sobie pracę. Dużą grupę wśród nich stanowią narzędzia, które mogą sprawić, że w obrębie naszego e-learningu nastąpi pewna automatyzacja – uczenia się, pozyskiwania potencjalnych klientów, reklamowania naszego produktu i tak dalej.
Facebook po raz drugi
Na początek spróbujmy zaprząc do pomocy strony na Facebooku. Mogą one stanowić bardzo dobre narzędzie promocji naszego kursu. A jeżeli nie stronę, no to cóż – może prywatne konto? W końcu jeżeli jestem ekspertem od jakiegoś tematu, to dlaczegóżby nie? Nie ma powodów, by się bać wykorzystywać prywatne konto do promowania swoich inicjatyw na Facebooku.
Czasami myślę nawet, że takie stosowanie prywatnego konta buduje dużo większą wiarygodność – ale ten wybór pozostawiam już Wam, do indywidualnego rozpatrzenia. Skorzystanie ze strony firmowej czy prywatnego konta w celu rozpowszechniania wiedzy o swoich przedsięwzięciach wydaje się tak czy siak dobrym posunięciem.
Z mailem zabaw ciąg dalszy
Jeżeli chcemy zautomatyzować obsługę e-maili, pamiętajmy, że jak najbardziej istnieją programy, które nam to umożliwią. W tej materii z pomocą przychodzi nam między innymi narzędzie, które ja osobiście lubię (pewnie są inne, może nawet lepsze, ale to akurat darzę sympatią), czyli popularny MailChimp. Co prawda czasami miewa on problemy z dostarczaniem maili, ale podejrzewam, że każdy program – czy to MailChimp, czy FreshMail, czy GetResponse – będzie niekiedy miewał z tym problemy.
I teraz – jeżeli myślimy o tym, żeby tworzyć i automatyzować maile, to po pierwsze warto by zautomatyzować tworzenie listy kontaktów. Na temat tworzenia listy mailingowej powstały już miliony kursów, a do zagadnienia tego istnieją miliony podejść, ale pamiętajmy, ze oprócz tego, że możemy zautomatyzować tę listę, możemy też zautomatyzować wysyłanie maili. Sprowadza się to mniej więcej do tego, że zamiast serie tych maili, przypominajek i tak dalej wysyłać normalnie (ręcznie), możemy to robić właśnie z automatu, wykorzystując możliwości, jakie dają nam takie programy jak MailChimp – i z pomocą tej metody budować swój kurs (wspominał o tym Jakub Godawa w ostatnim wywiadzie).
A gdyby tak zautomatyzować działania w grupach?
Jeżeli chodzi o automatykę grup, Facebook nie daje nam wielkiego pola do popisu. Istnieją jednak narzędzia, takie jak na przykład MeetEdgar, w ramach których możemy zautomatyzować wysyłanie informacji do grup. Za to oprogramowanie niestety trzeba zapłacić – MailChimp w wersji podstawowej (do dwóch tysięcy użytkowników) jest darmowy, ale Meet Edgar już nie.
Z pomocą przychodzą nam też narzędzia takie jak Hootsuite – z tego, co pamiętam, ono też daje nam możliwość wysyłania informacji do grupy w sposób zautomatyzowany lub zaplanowany. Możemy więc dokonywać pewnego planowania działań – generować posty, które zostaną wysłane do członków grupy w jakimś określonym czasie.
Działa to tak, że tworzymy szablon naszego kursu, czyli na przykład we wspomnianych Google Docs zapisujemy, kiedy jaką informację należy wysłać do grupy, sporządzamy sobie ową wiadomość gdzieś poza grupą (żeby nam ona nie zniknęła), a następnie wysyłamy ją w sposób zaplanowany. Jeśli na przykład nasz kurs trwa dwa albo trzy miesiące (bo takie kursy też się w Internecie zdarzają), to możemy zaplanować sobie takie wysyłanie postów w konkretnych dniach. Dzięki takiemu działaniu nasza grupa będzie sobie funkcjonowała, będzie żyła, będziemy obserwować komentarze, które jej członkowie w niej umieszczają, ale sama dystrybucja wiadomości będzie się odbywała bez naszego udziału, a więc i konieczności zajmowania sobie nią głowy.
Last but not least
Coś jeszcze? Kolejnym elementem może być, i myślę, że warto by się było na tym skupić, automatyzacja płatności. Jednym z popularnych narzędzi do przeprowadzenia tejże automatyzacji płatności jest Evenea. Moduł ten może nam też służyć do stworzenia landing page’a, czyli strony, na którą będziemy przekierowywać osoby zainteresowane udziałem w naszym szkoleniu.
I teraz, jeżeli wykorzystamy oprogramowanie Evenea, to w zasadzie bez znajomości HTML-a, bez konieczności tworzenia własnej strony i robiąc wszystko w stu procentach poprzez na przykład Facebook, możemy sprzedawać bilety na nasze szkolenie. Co więc stoi na przeszkodzie, żeby zacząć to robić? Oczywiście Evenea weźmie od nas jakąś tam prowizję za wystawienie faktur za opłaty szkoleniowe i inne czynności, których będziemy potrzebowali.
Pora na podsumowanie
Zobaczcie: do tej pory nie powiedziałam nic o wdrażaniu jakiejkolwiek platformy czy tworzeniu jakiegokolwiek własnego, customowego (mniej lub bardziej) rozwiązania. Jeżeli myślimy zgodnie z podejściem, które prezentuję w tym wpisie, nagle okazuje się, że cały kurs – jeżeli tylko znajdziemy na niego chętnych – możemy stworzyć na przykład na grupie, korzystając wyłącznie z darmowych narzędzi.
Naprawdę bardzo, bardzo rekomendowałbym to rozwiązanie wszystkim, którzy chcą spróbować tworzenia kursów online. Nie polecam tworzenia ani kupowania dedykowanych platform. Pomimo tego, że sam zajmuję się wdrożeniami tego typu oprogramowania, to nie polecam stosowania go na początku – z jednej prostej przyczyny: skoro nie wiesz, czy Twój kurs się sprzeda, skoro nie wiesz, czy potrafisz uczyć online, skoro nie wiesz, czy to w ogóle jest coś, co Cię kręci, to po co wydawać pieniądze na coś, co może Ci się zupełnie nie spodobać, na coś, co może być zupełnie nie Twoją bajką?
Urodziłem się w małym mieście na Podkarpaciu, tam po raz pierwszy zmuszono mnie tego, żeby zdobyć formalne wykształcenie, chociaż wolałem social learning, zbieranie puszek po napojach i przesiadywanie godzinami przed komputerem w poszukiwaniu szybszej metody na wczytanie gry z kasety do swojego Commodore 64.


