NA SKRÓTY
Piotr Peszko
+48 605 570 195
ppeszko@gmail.com

Pies menela, czyli krótka historia o tym jak mózg mnie oszukał

Pies menela, czyli krótka historia o tym jak mózg mnie oszukał

19 października 2016

Wychodząc kiedyś z osiedlowej stokrotki, czy innej koniczynki wpadłem na konesera lokalnych win, albo on na mnie. Wpasliśmy na siebie. Ja spieszący się korpoludek, on filozof życia i mistrz konsumpcji. Oczywiście rozpoczęło się standardowe przekonywanie do własnej racji, sytuacji i niezrealizowanych potrzeb, którego preludium stanowiło sztandarowe już:

– Kierowniku!

Nie noszę gotówki

Jako, że drobnych brak, bo zbliżeniowo, to powiedziałem Kierownikowi, że sorry, ale mogę dać mu kawałek kiełbasy ewentualnie, bo grill miał być. Myślałem, że nie weźmie, ale on:

– Dziękuję Kierowniku kochany! Chętnie! Bestia lubi!

PREZENTACJERobię

Bestia!

Pomyślałem od razu o jego żonie. Patrząc w jego siną twarz, wyglądał jak ktoś kim Bestia włada. Miło mi się też jakoś zrobiło. Głównie z powodu wymyślonej sobie tezy, że nawet rano, na ewidentnym kacu myśli o żone.

Urwałem spory kawałek, jak przystało na pseudonim i wyszedłem jakiś taki uśmiechnięty i zadowolony. Nie żeby od razu swoją pomocą, raczej tym, że tak pieszczotliwie sobie „filozof” żonę nazywa.

Podchodząc do zaparkowanego samochodu okazało się, że Bestia czeka na Kierownika przed sklepem. Nie zabrał jej do środka. Popatrzyłem jej w oczy i jak sobie ją teraz przypomnę to się uśmiecham. Do dzisiaj pamiętam szczęście w jej oczach. Bestia była szczęśliwa.

pies-menela

Czekała z uśmiechem widocznym powyżej, a zdjęcie jej z notatką “Pies Menela” zaległo w telefonie aż do dzisiaj.

Czasami wracam do tego psa, bo nawet w chwili porannego suszu i niemocy życiowej, w momencie poprzedzajcym jakiekolwiek wciągnięcie magicznej mikstury wprowadzającej go na kolejne poziomy kosmicznych prędkości pamiętał o Bestii swojej uśmiechniętej.

PS. Panią Kierownika żonę, serdecznie za mą myśl przepraszam. 

""
1
Previous
Next
o-autorze
Piotr PESZKO

Urodziłem się w małym mieście na Podkarpaciu, tam po raz pierwszy zmuszono mnie tego, żeby zdobyć formalne wykształcenie, chociaż wolałem social learning, zbieranie puszek po napojach i przesiadywanie godzinami przed komputerem w poszukiwaniu szybszej metody na wczytanie gry z kasety do swojego Commodore 64.