Grywalizacji nie kupisz, trywializację możesz
Najchętniej zakazałbym korzystania ze wszystkiego rodzaju plakietek (badge), punktów i list najlepszych pracowników. Dlaczego? Bo, o ile są istotnym elementem mechaniki gier i grywalizacji to spłycają całą ideę projektowania gier i budowania zaangażowania. Mam wrażenie, że firmy oferujące szeregi rozwiązań grywalizacyjnych nauczyły się wykorzystywać całą retorykę związaną z grami, a co za tym idzie nasze pozytywne skojarzenia i sprzedawać coś, czego wcale nie chcemy.
Chyba się trochę uprzedziłem, to fakt, ale oglądam wystąpienia konferencyjne, czytam studia przypadków i kolejne rozwiązania sprowadzające się do wykorzystania elementów gier całą swoją uwagę skupiają na kilku prostych mechanizmach i w nich zamykają cały koncept grywalizacji i wygląda to mniej więcej tak:
Rozumiem, że w niektórych przypadkach rozwiązania grywalizacyjne są skuteczne, ale zalecam ostrożność, bo żadna grywalizacja, czy eleaning nie powinny być celem samym w sobie. Wdrażanie technologii w szkoleniach nie może być celem. Wdrażanie grywalizacji nie może być celem, ani filarem rozwiązania.
Mam obawę
bo tworzenie mechanizmów budujących i wymuszających sztuczne konteksty (budowanie miasta, wyścig, gra w golfa), liczących punkty i pojazujących zdobyte odznaki (jak w wojsku) jest proste, ale niesie ze sobą ryzyko zminimalizowania powagi rozwiązania. Wyobraźmy sobie szkolenie dla pracowników urzędu dotyczące ochrony danych osobowych. Bardzo często takie włąśnie szkolenia „lądują” online i niewiele osób kojarzy je z czymś przyjemnym, więc trzeba je naprawić. Pada więc słowo grywalizacja. Magiczne, leczące wszystkie problemy braku motywacji. (Kiedyś takim słowem był elearning) Grywalizacja niesie więc ze sobą splendor, urok i chwałę dla wdrażających, ale w praktyce może zostać zrealizowana jest jako lista nazwisk z punktami. Oczywiście lista nie będzie taka, że pojawi się na niej numerek, nazwisko i punkty. Będą to ścigające się samochodziki, albo rosnące domki, albo cokolwiek innego infantylnego. Serio? Dla poważnych ludzi w urzędzie? Dla poważnego tematu? Wyścigi samochodów?
Nie twierdzę, że grywalizacja jest zła, ale jeśli motywacją do wdrożenia jest to, że:
- Gry są fajne, przyjemne, motywujące.
- Wszyscy to robią.
- Uczenie się przestanie być wysiłkiem.
- Wszyscy kochają gry.
- Bardzo łatwo je wdrożyć.
to warto się zastanowić, bo zastąpienie właściwego projektowania wykorzystaniem mechanizmów gier może sprowadzić nauczanie poważnych tematów do banału. Niestety nie na każde wyjście pasuje sportowe obuwie i nie za wszystko pasuje dostać odznakę ukończenia.
Ryzyko jest
takie, że moment, w którym poddasz trywializacji (nie grywalizacji) swoje procesy, nie tylko szkoleniowe, będzie chwilą, w której zablokujesz, a może i zepsujesz na zawsze możliwość wykorzystania prawdziwego potencjału gier, który jest ogromny.
Pozwól, że na koniec zostawię Cię z dość krytyczną, ale prostą radą:
Nie daj się omamić mechanizmami, które sprawią, że sam na własne życzenie dokonasz trywializacji tego, co przynosi prawdziwą wartość szkolenia.
Urodziłem się w małym mieście na Podkarpaciu, tam po raz pierwszy zmuszono mnie tego, żeby zdobyć formalne wykształcenie, chociaż wolałem social learning, zbieranie puszek po napojach i przesiadywanie godzinami przed komputerem w poszukiwaniu szybszej metody na wczytanie gry z kasety do swojego Commodore 64.


