Praca po to, żeby budować CV jest jak odkładanie seksu na stare lata
Mam szczęście lubić swoją aktualną pracę. Rzeczywiście, bez ściemy wstawać rano i myśleć o tym, że mam szczęście pracować w konfiguracji korporacyjno-przedsiębiorczej, która spełnia moje aktualne wymagania i oczekiwania.
Był jednak czas, kiedy wcale nie byłem zadowolony z miejsca, w którym się znajdowałem. Stąd brały się częste zmiany kierunku, w którym się poruszałem. Na każdego przychodzi bowiem czasami taki czas, kiedy musi się zatrzymać. Nie tak zatrzymać jak stare skarpety w przedpokoju. Zatrzymać tak jak koszykarz z piłą w łapach. Później rzucić (się) albo zrobić piwot i rzucić (się) w innym kierunku. Nie znaczy to oczywiście, że czasami nie mam dosyć, ale mam na to sposób, nazywa się: Pierdolę! Nie robię!
Zabieg ten ćwiczyłem kilka razy w życiu. Z medycyny w chemię, z tej w informatykę, a z tej w elearning, a z niego… jeszcze nie chcę się wyrzucać.
Zatrzymaj się
Jeśli więc już wiesz, że dalej nie zabiegniesz, to się zatrzymaj. Złap mocno swoją piłkę i obróć się we właściwą stronę, a później rzuć (się), a jak już się rzucisz to przez chwilę nie słuchaj nikogo tylko biegnij. Później zwolnij i się rozglądnij, czy kierunek jest ok i biegnij dalej, bo:
- Fajna praca Cię nie znajdzie. Musisz jej poszukać, albo stworzyć ją dla siebie.
- Żeby coś zmienić trzeba wyjść z aktualnej pluszowej kulki komfortu.
- Pracy trzeba szukać w miejscach, które czasami mogą być śmieszne i nienaturalne.
- Czasami warto spróbować jakiegoś nowego hobby.
- Nowego zajęcia możesz nie kochać na początku, ale musisz się mu oddać zanim zrezygnujesz.
Urodziłem się w małym mieście na Podkarpaciu, tam po raz pierwszy zmuszono mnie tego, żeby zdobyć formalne wykształcenie, chociaż wolałem social learning, zbieranie puszek po napojach i przesiadywanie godzinami przed komputerem w poszukiwaniu szybszej metody na wczytanie gry z kasety do swojego Commodore 64.


