Chyba jestem lemingiem i dobrze mi z tym
Tak sobie dzisiaj zacząłem czytać różne publicystyczne dyrdymały w ramach wieczornego odłączenia od pracy i wysnułem hipotezę: Jestem lemingiem! (posłuchajmy Follow the leader, jak już mamy okładkę). Oczywiście najpierw musiałem się dowiedzieć łotafak?
No bo tak przykładając się do definicji to:
- szczerze wierzę, że w Polsce panuję jako taka demokracja,
- myślę, że PiS jest ugrupowaniem szkodliwym, zwłaszcza jego szczytowa forma (niewielka, acz szczytowa),
- Wawel się Kaczyńskiemu nie należał, ale co tam, miejsca jeszcze jest sporo,
- kraj z grubsza zmierza w jakimś kierunku, nie wiem czy dobrym, bo punkty odniesienia też gdzieś zmierzają,
- pracuję w korpie,
- mam smartfona,
- mieszkam na strzeżonym osiedlu,
Oprócz tego, jak się mocno napracuję to:
- jestem umysłowo i fizycznie leniwy,
- czasami zdarza mi się włączyć telewizor i obejrzeć nic,
- jak w radio słyszę o myciu wraku to cieszę się, że mogę przełączyć na RMF (zapomniało się nie?),
- święty spokój jest dla mnie niesamowicie cenny,
- dbam o własny interes,
- lubię pojechać do rodziny na wieś i kupić tam jedzenie.
A jak brnę dalej w poszukiwaniu definicji to, aż się boję, bo mogę byś super-lemingiem, przez to, że:
- czasami coś napiszę do Wyborczej albo naTemat, a tam podobno są samozwańczy liderzy,
- głosowałem na Agatę, a była na liście PO,
- od Hartmana i Lipszyca nie stronię.
Okazuje się, że jak temat się drąży to niajaki Pan Ziemkiewicz uzupełnia:
Lemingi – osoby chemicznie wyprane z podejrzliwości wobec tego, co słyszą, szczególnie od władzy.
a Warzecha kontynnuje:
Leming – osoba łatwo sterowalna, przyswajająca bezrefleksyjnie podsuwane jej przez media schematy, przy czym całe mistrzostwo manipulowania lemingiem polega na tym, aby był przekonany, że wyraża własne, głęboko przemyślane opinie
a jemu wtóruje Piński definiując istotne aspekty mojego życia.
Jeśli dołożę do tego, że lubię technologiczne trendy i gadżety to gryzoń z nornikowatych ze mnie jak nic. Ciekawe co z przypisywanymi skłonnościami samobójczymi, bo pasuję jak ulał. Wypadałoby zacząć od jutra na śniadanie zapychać jamę gębową ziarenkami i rozglądać się za urwiskiem.
Śmierdzi mi tu jednak takim prawicowo-publicystycznym przywaleniem siekierą w napompowaną oponę. W sensie, że
walisz obuchem w koło, ono oddaje ostrzem w czoło
Usuńmy na chwilę polaczkowate ubolewania. Pozbądźmy się żalu, że inni mają, a ja nie. Dajmy spokój korporacjom, bo sami je sobie tu sprowadziliśmy i w gruncie rzeczy je lubimy tak samo jak Dodę. Jeśli to zrobimy, to bezmyślnie podążające za przywódcą, jedzące bezkrytycznie własne media i myjące wrak lemingi gdzieś już widziałem, tylko kurcze nie pamiętam gdzie, ale sprawdzę w Wyborczej.
Urodziłem się w małym mieście na Podkarpaciu, tam po raz pierwszy zmuszono mnie tego, żeby zdobyć formalne wykształcenie, chociaż wolałem social learning, zbieranie puszek po napojach i przesiadywanie godzinami przed komputerem w poszukiwaniu szybszej metody na wczytanie gry z kasety do swojego Commodore 64.


