Pomóżmy młodym Andersenom
Artykuł sponsorowany
Ma pan najbardziej tępy łeb, jaki kiedykolwiek widziałem, i w dodatku jeszcze pan sobie wyobraża, że pan coś wart
– mówił nauczyciel H.Ch. Andersena.
Aż trudno w to uwierzyć, ale wielcy tego świata nie mieli łatwej drogi do sukcesu. W ich czasach nikt nie dawał im żadnych szans na sławę. Mimo, że ich życie oddzielone jest od naszych czasów przestrzenią setek lat, to można odnieść wrażenie, że do dziś w pewnych kwestiach niewiele się zmieniło. Bo dysleksja, dysgrafia, czy dyskalkulia to wciąż synonim lenistwa i wątpliwej inteligencji. Czy słusznie?
Gdyby nauczyciel Rodina wiedział dziś, że jego uczeń stworzy marmurowego Myśliciela, pewnie nie napisałby do ojca swego podopiecznego, że wątpi czy kiedykolwiek zarobi on na swoje utrzymanie. Ale to nic, biorąc pod uwagę głębokie przekonanie z lat młodości samego Thomasa Edisona, że jest zwykłym matołem. Gdyby Ci wielcy twórcy uwierzyli wówczas, że dysleksja może przekreślić ich marzenia, my współcześni moglibyśmy do dziś nie cieszyć się choćby światłem żarówki. Całe szczęście tak się nie stało.
Niestety większość dzieci o specjalnych potrzebach edukacyjnych ma zaniżone poczucie własnej wartości.
Objawy wydawałoby się są dość charakterystyczne – brak możliwości opanowania tabliczki mnożenia, zakłócenia orientacji przestrzennej, obniżona sprawność ruchowa. Jednak wiąż tak niewielu rodziców, czy pedagogów łączy je specjalnymi trudnościami edukacyjnymi, u których podstaw stoi dysleksja. Według danych Ministerstwa Edukacji Narodowej problem ten dotyka już ponad 16 tysięcy gimnazjalistów, a aż 4% z tej liczby to tzw. przypadki ciężkie.
Dlaczego tak się dzieje?
Niska świadomość społeczna, to często słyszana odpowiedź – mówi Joanna Ławicka, wiceprezes fundacji Prodeste, współtwórca programu Eduteraputica Gimnazjum – Ale faktem jest, że jako społeczeństwo niewiele wiemy o tych specyficznych trudnościach edukacyjnych, nazywanych ogólnie dysleksją. Najczęściej kojarzą nam się one z wizytami w poradni logopedycznej, których celem jest uzyskanie zaświadczenia. Dzięki niemu dziecko nie będzie oceniane za błędy ortograficzne, czy interpunkcyjne. A przecież dysleksja to cały zespół problemów, występujących często łącznie, sprawiając naszemu dziecku wiele kłopotów w różnych obszarach jego życia, jak choćby matematyce (tu mówimy konkretnie o dyskalkulii), czy nauce języków obcych.Zaświadczenie wydane przez poradnię, to najczęściej koniec terapii – stwierdza Ławicka. Ta fatalna praktyka odciska później swoje piętno na całym życiu dziecka, również jako już dorosłego człowieka. Dyslektycy, to wbrew powszechnemu przekonaniu, osoby charakteryzujące się prawidłową inteligencją, czasami wybiegającą nawet powyżej przeciętnej. Wielu z nich cechuje duża kreatywność i inteligencja emocjonalna. Problemem jest nieharmonijny rozwój – pewne funkcje, odpowiedzialne za postrzeganie, percepcję „zawodzą” i nie pozwalają wykorzystać w pełni zasobów intelektualnych, prowadząc do niepowodzeń szkolnych. Dlatego warto diagnozę o dysleksji postawić jak najwcześniej, by móc zacząć proces terapii – kontynuuje Joanna Ławicka. Tylko jak to zrobić?
Co to jest Eduterapeutica ?
Z pomocą przychodzi nam wydawnictwo pwn.pl i jego rozwiązanie – Eduterapeutica. To komputerowy program terapeutyczny i diagnostyczny zarazem, adresowany do uczniów gimnazjum. Trwałe i praktyczne narzędzie pracy nauczycieli i terapeutów z uczniami różnych klas i roczników. Umożliwia ono szybkie rozpoznanie choroby, a także jej skuteczną terapię.
Program zawiera 330 ćwiczeń i 137 kart pracy, a wszystko z możliwością wydruku. Dzięki dodatkowej funkcji Aplikacja Terapeuty, możemy postawić wstępną diagnozę pedagogiczną z orientacyjną oceną gotowości szkolnej, ryzyka dysleksji i ryzyka dyskalkulii.
Wszystkie dane o uczniu pobierane są z e-dziennika, a nauczyciel ma do dyspozycji pełną bazę narzędzi, jak dokumenty (rozpoznania, skierowania, plany zajęć terapeutycznych), czy ćwiczenia. Wszystko podane w nowoczesnej formie. Eduterapeutica współpracuje również z multimedialnym tablicami, co umożliwia jej wykorzystanie podczas lekcji – dodaje Ławicka. Każdego roku przybywa pond 2% uczniów ze specyficznymi problemami edukacyjnymi. Zdiagnozowanie ich już na etapie gimnazjum, sprawia że terapia takiego dziecka przebiega zupełnie inaczej. Dlatego warto Eduterapeuticę potraktować, nie jak kolejny produkt dla szkół, ale rozwiązanie, które spełnia wszelkie warunki, by w niezwykle łatwy sposób nie tylko pomóc wielu dzieciom w płynnym przejściu meandrów edukacji, ale także pomóc nauczycielom i terapeutom w osiągnięciu zawodowej satysfakcji.
Zdjęcie: keoshi
Urodziłem się w małym mieście na Podkarpaciu, tam po raz pierwszy zmuszono mnie tego, żeby zdobyć formalne wykształcenie, chociaż wolałem social learning, zbieranie puszek po napojach i przesiadywanie godzinami przed komputerem w poszukiwaniu szybszej metody na wczytanie gry z kasety do swojego Commodore 64.



