Marketing wirusowy MEN
„Jedyne w Warszawie autentyczne miejsce nazistowskich tortur” – taki napis znajdziemy przy wejściu do budynku MEN, a na posiedzeniu Rady Informatyzacji dostaniemy ciasteczka z cudownym reklamowym sloganem, który skutecznie wstrzymuje przed zjedzeniem czegokolwiek.
Zapewne pod wpływem premiery odgrzanego ostatnio Hansa Klossa połączonej z wielokrotnym odlądaniem „Kac Wawa” ktoś ten projekt zlecił, ktoś inny popełnił, a jeszcze ktoś inny się nim chwali. Jak dla mnie masakra i to nie z powodu tego, że MEN nie powinien, ale raczej tego, że pamięć o tym, że ktoś wylądował „na Szucha” jest dość świeża i raczej nie kojarzy się pozytywnie.
Po chwili głębszego zastanowienia myślę jednak, że skoro ostatnio Minister Szumilas zatrudniła Leszka Mellibrudę, który ma „uczestniczyć w tworzeniu strategii komunikacyjnych” MEN, to może znalazł się tam też ktoś od marketingu wirusowego i tuż po talerzykach „na Szucha” w ruch pójdą Treblinki i Auschwitze, a wszystko wspaniałe, przedwojenne i dobrze wbite w świadomość.
… a i żeby nie było, że Jarkowi zdjęcie ukradłem tekst publikuję wirusowo na licencji CC-BY-SA.
Urodziłem się w małym mieście na Podkarpaciu, tam po raz pierwszy zmuszono mnie tego, żeby zdobyć formalne wykształcenie, chociaż wolałem social learning, zbieranie puszek po napojach i przesiadywanie godzinami przed komputerem w poszukiwaniu szybszej metody na wczytanie gry z kasety do swojego Commodore 64.

