Komu pokażę środkowy palec. O smakach zwycięstwa i porażki w zawodzie nauczyciela
Autorką artyułu jest Zena Ostasz z wyksztalcenia anglista, (świadomie wybrany kierunek), z pasji iberysta i zawsze obieżyswiat z marzeniami sięgającymi szczytów gór.
Nie jestem osobą , która broni mojego zawodu jak krwawicy, bo potrafię sama cieszyć się w nim wolnością i tolerancją, którą my w ramach obowiązków mamy wszczepiać w serca naszych wychowanków, a o których to wartościach tak szczytnie opowiada Karta Nauczyciela. Pozostaje jednakże wciąż dyskutowany ogrom przywilejów dla szlacheckiej kasty nauczycieli, dyskutowanych na rożnych forach, a które to stały się przysłowiowym kijem wetknietym w mrowisko w kilku wpisach. Do nich to chce się odnieść pisząc o pozytywnych aspektach mojej pracy, bo całą gorycz i krytykę wylali już inni w komentarzach pod artykułem Piotra. Nie bardzo się z wieloma komentarzami identyfikuje. Zacznę jednak od krótkiej opowieści inspirowanej grafiką z tego wpisu – zdjęciem nastolatki na korytarzu jakiejś szkoły z wyciągniętym paluchem – f**k –off!
F***k Off!
W 1415 roku na polach Agincourt rozegrala się jedna z najbardziej decydujach bitew w historii średniowiecznej Anglii, gdzie Francuzi okrutnie zostali pokonani przez armię angielską. Tam to ponieśli olbrzymie straty połowy stanu szlacheckiego, a wydatną część tego zwycięstwa należy przypisywać doskonałym angielskim łucznikom i ich walijskiej avandard. Nigdy odtąd już (nie będę opisywać dalszych losów dynastii Lancaster, Henryka V, Henryka VI i ich sukcesorów) Anglia nie była tak blisko okupacji fracuskiego tronu i panowania w Paryżu. Na tym jednakze polu bitwy pokazano (jak mowi urban legend) znak f**k off po raz pierwszy, co mialo oznaczac – będę nadal walczyć mimo, ze palców u rak mi brak (złapanym łucznikom obcinano bowiem palce)
W obecnych czasach f**k off ma już inne zabarwienie, ale nadal chce uzyc współczesnej wersji mówiąc po prostu odwal się!
Nie jestem sfrustrowanym nauczycielskim barankiem oczekującym na kolejne nowe pomysły MEN-u i drżącym o swoją wygodną posadkę. Nie jestem apatycznym leniwcem na którego padł blady strach usłyszawszy o szykujących się zwolnieniach w mojej placówce w ramach ogólnokrajowego (czytaj gminnego) dążenia do oszczędności. Mam na tyle odwagi, by wyrazić własne zdanie.
Pokażę palec tym..
…którzy twierdzą, że nasze wakacje i przerwy feryjne są niepotrzebne. Ten, kto nie spędził 15 lat w oświacie (jak ja) nie wie jak bardzo potrzebna jest emocjonalna i fizyczna regeneracja umysłu i ciała. Natomiast pomiedzy tymi przerwami mamy spełniać obowiązek wspierania naszych uczniów w rozwoju intelektualnym, porwać ich ku przygodzie nauki, a nie „school survival”, zadbać o ich właściwą tolerancję w stosunku do innych kultur i światopoglądów oraz otworzyć im oczy na świat.
Pokaze palec…
…wiecznie narzekającym, nieudolnym i nieefektywnym pedagogom, którzy zamiast znaleźć zabawę i pasję w swoim zawodzie trzymaja się go rekami i nogami twierdzac ze nie maja innych alternatyw. Nikt nie kaze wam uczyć – to wasz własny wybór. Nie podoba Ci się – fora ze dwora francuski piesku! Ustap i daj miejsce tym, którzy chcą to robic, będą to robić z pasją mimo tak wielu przeszkód z którymi się borykamy przyjmując jednak bardziej optymistyczny image.
A dlaczego… ?
Bo, nauczyciele sami sobie zapracowali na wizerunek wiecznie niezadowolonych, biadolących „roszczeniowców”. Nauczycieli narzekających jest masa – wystarczy spojrzec na komentarze. To oni wyliczają czas i artykuł 42 i masę rzeczy które „muszą” robić – są oczywiście pewne kwestie obligatoryjne, ale pozostałe sprawy to kwestia organizacji czasu i zarządzania swoim własnym życiem.
Jeśli zbyt dużo czasu zajmuje ci sprawdzanie klasówek, testów próbnych, czy czytanie idź na kurs Dynamind czy Fast Reading Techniques, usprawnij techniki pamięci i na swoje własne sposoby ułatwij sobie pracę.
Jeśli uwazasz, że tyle masz do sprawdzenia nie bądź faszystowskim nadgorliwcem – nikt nie kaze ci organizować 10 testów w semestrze i sprawdzać każdego zadania domowego – mierz siły na zamiary i nie frustruj siebie, a przy okazji innych dookoła. Wreszcie przestań być taki roszczeniowy.
Zawsze pokazuję palec tym…
… (niestety w moim gronie tak się dzieje) mało zmotywowanym i przegadującym konferencje czy szkolenia (zaznaczam, że szkolenia istotne) zainteresowanym jedynie nie kanapkami, ciastem i tym, kto za nie placi tym razem(sic!). Irytuje mnie ich brak szacunku dla prelegenta i wystawienie sobie samych statusu rozwydrzonego, gadającego ucznia, nastolatka w ciele wzoru do naśladowania dla młodzieży.
A co z pensją?
Zaraz mnie tutaj wszyscy zlinczuja, ale jedzcie i nauczajcie w krajach rozwijających się (czytaj – może my jesteśmy krajem tak rozwiniętym, ale nie dostrzegamy pozytywów płynących z powszechnej alfabetyzacji i dostępu do bezpłatnej nauki aż do poziomu szkoly sredniej) w trzecim świecie, gdzie mały chłopczyk o oczach czarnych jak wegiel, niedożywiony i zdany na laskę i niełaskę losu szczescia dostaje pomoc edukacyjna w ramach wolontariatu jeśli zdarzy mu się urodzic w odpowiednim miejscu Ameryki Łacinskiej.
Gest – I am watching you
Może to o czym pisze to kamień obrazy dla czytajacych ten wpis. Rynek pracy wciąż jest aktywny. Każdy może się przekwalifikować jeśli polska edukacja nie spełnia jego oczekiwań i marzeń. Nadal jednak zakładam, że nauczyciel to osoba stale kształcąca się, jak lekarz czy prawnik. Nie licze na solidarność – śmiem twierdzić że w tej grupie zawodowej nigdy jej nie było.
Osobiście, nie widze się w innej profesji – daje mi ona przede wszystkim trzyletnią obserwację zmieniających się mózgów, zachowań, osobowości. Daje nadal masę szkoleń (oczywiście ci którzy pracuja dostatecznie długo nie dadzą się nabrać na marne warszaty) i możliwość poznania fasynujących osobowości tych szczególnych nauczycieli, mówców, tutorów, którzy zarażają entuzjazmem i pasją w przygodzie, która tak naprawdę nazywa się życiem.
zdjęcie: CC BY dropdeadstarfish
Urodziłem się w małym mieście na Podkarpaciu, tam po raz pierwszy zmuszono mnie tego, żeby zdobyć formalne wykształcenie, chociaż wolałem social learning, zbieranie puszek po napojach i przesiadywanie godzinami przed komputerem w poszukiwaniu szybszej metody na wczytanie gry z kasety do swojego Commodore 64.


