Samsung SOLID telefon nie do za… sypania
Od kilku lat staram się, aby moje wakacje pozbawione były internetu, telewizji. Generalnie ograniczam wszelki szum, a zajmuję się czytaniem książek, budowaniem zamków z piasku, spaniem i poznawaniem okolicy, w której się akurat znajduję. Tym razem towarzyszył mi telefon, do którego podszedłem jak w starej reklamie, z pewną dozą nieśmiałości.
Paczuszka przybyła do mnie w piątek późnym popołudniem, więc bez otwierania wylądowała pomiędzy wakacyjnymi walizami i pojechała nad morze. Na miejscu spotkała się z przepalającym pudełko na wylot laserowym wzrokiem mojej żony, który patrząc na mnie krzyczał „Znowu praca?”. Myślałem, że po tym ataku w środku znajdę kulkę roztopionego plastiku, jednak okazało się, że był tam telefon i to nienaruszony. Nawet się nie porysował, a więc coś w nim jest.
Zamienił stryjek…
Na co dzień używam dwóch telefonów. Jeden to telefon do dzwonienia, który jest starą i wysłużoną Nokią o nieznanym mi numerze, ale za to ma wszystkie moje potrzebne kontakty i przy mojej intensywności rozmów telefonicznych jest w stanie na jednym ładowaniu działać przez 3 dni. Drugi to smartfon „do internetu”, który muszę ładować codziennie i szczerze mnie to denerwuje. No ale nie o tym miało być.
Przełożyłem kartę sim, przełożyłem kartę pamięci i miałem to, czego potrzebowałem. Minimalną ilość kontaktów niezbędnych i muzykę, bo niestety nic więcej nie miało ochoty się na Samsungu objawić i pewnie dobrze. Co było dalej? Ano nic. Jeśli czekacie na nagły zwrot akcji, czy jakieś „aż tu nagle”, to nie będzie go tutaj.
Telefon, jak widać na załączonych zdjęciach jest sporych rozmiarów, „bułowaty” i cięzki, taki troszkę ogr. Widać, ktoś zaprojektował go do bycia takim. Za to działa mu radio, odtwarza pliki mp3, ma głośnik, więc można było na plaji ludzi denerwować (dla niewtajemniczonych: plaja – niemodne określenie na plażę lansowane w telewizji VIVA, a może w magazynie… nie pamiętam).
Zamiana Nokia -> Samsung okazała się całkiem ok głównie z 2 przyczyn:
- Samsung Solid przeżył 2 tygodnie nadmorskiego służenia jako element piaskowych konstrukcji.
- Telefon posiada latarkę, co przydaje się podczas wieczornych powrotów z plażowych degustacji owoców przetworzonych z dala od morza.
Telefon nie do za… sypania
Oprócz tego mogę powiedzieć, że jest to urządzenie nie do za… sypania piaskiem, czy innymi pyłami i generalnie daje radę. Oczywiście wrzucenie telefonu do morza było kuszące, więc uczyniłem to niemal natychmiast po wbiciu nim parasolki plażowej i parawanu oraz otworzeniu sobie chłodzącego napoju, który sprzedawany jest głównie z kapslem.
Nie będę się więcej zmóżdżał na jakąś specjalnie wyszukaną recenzję, bo parametry techniczne możecie sobie znaleźć, podobnie jak materiały video z jego testami. Ja jestem zwykłym domowym użytkownikiem i mogę powiedzieć, że jak na swoją cenę (maks. 250zł) to jest to całkiem fajna opcja dla ludzi, którzy nie chcą się martwić o to, że telefon im spadnie, zakurzy się, a jednocześnie potrzebują małej tarczy chroniącej ich przed ostrzałem wrogich armii.
Myślę, że będą z niego zadowoleni wszelcy budowlańcy, instalatorzy, dekarze, tynkarze, spawacze, pływacze i nauczycielki WF-u, a także osoby, którym znudziła się praca młotkiem.
Plusy
- wszystkoszczelność i wytrzymałość,
- długo trzymająca bateria (8 dni przy umiarkowanym używaniu, 11 godzin rozmów, radio, mp3)
- latarka,
- klawiatura, którą można obsługiwać w rękawiczkach np. rowerowych,
- możliwość słuchania radia i mp3 (wiem, że to nie nowość, ale w młotku tego nie mam),
Minusy
- słaby wyświetlacz,
- niestandardowe złącze USB i wyjście słuchawek,
- brak blokady tylnej klapki
- aparat, którego mogłoby nie być.
Urodziłem się w małym mieście na Podkarpaciu, tam po raz pierwszy zmuszono mnie tego, żeby zdobyć formalne wykształcenie, chociaż wolałem social learning, zbieranie puszek po napojach i przesiadywanie godzinami przed komputerem w poszukiwaniu szybszej metody na wczytanie gry z kasety do swojego Commodore 64.

