Elektroniczny dziennik – permanentna inwigilacja
Elektronizacja wkracza w nasze życie wielkimi krokami. Kto się jej boi i unika, za rok lub dwa będzie musiał zjechać na boczny tor edukacji, bo życie samo go zweryfikuje. Jeżeli jednak jesteś nauczycielem z pasją i masz ochotę zmienić coś w polskiej szkole, to bierz tą pomoc całymi garściami i uważaj, żeby ktoś ci jej nie zabrał.
Byłem dzisiaj na prezentacji elektronicznych dzienników. Wcześniej miałem kontakt z tym wynalazkiem wyłącznie teoretyczny i „ze słyszenia”. Nasłuchałem się bowiem, jakie to fatalne, bo wymaga dodatkowej pracy i że teraz, to każdy nauczyciel „jak na widelcu” jest sprawdzany i ciągle inwigilowany przez dyrektora, kuratoria itd. Oczywiście zgadzam się, że początkowo będzie z tym nieco więcej zachodu, bo trzeba wszystko do dziennika powprowadzać, ale pomyślmy, jak bardzo korzystne jest to urządzenie.
Po pierwsze: natychmiast po jakichś szkolnych wydarzeniach związanych z uczniami, ich rodzice mają do nich dostęp. Można tam mianowicie wpisywać nie tylko oceny, ale i uwagi i co najważniejsze pochwały oraz przekazywać rodzicom ważne informacje z życia szkoły.
Po drugie: polepsza się i utrwala kontakt rodziców ze szkołą i nauczycielem, co powoduje, że opieka i kontrola rodziców w stosunku do uczniów ma szansę znacznie się poprawić. Kara jest karą kiedy następuje natychmiast po błędzie. Dokładnie tak samo działa nagroda, która udzielona zbyt późno nie motywuje już tak bardzo.
Po trzecie: kontakt szkoły z rodzicami nabiera rozpędu, bo nie trzeba wzywać rodzica do szkoły ani samemu iść do niego. Wystarczy przesłać mu informację lub pytanie i dosyć szybko uzyskujemy odpowiedź bez możliwości podrobienia przez ucznia podpisu rodziców lub wstawiania bejerów w sensie: – nie zrobiłem pracy domowej, bo mi babcia umarła…Po czwarte: kwestie kontroli, które w tym wypadku mają oczywiście dwa wymiary: pozytywny i negatywny. Nikt nie lubi być kontrolowany i sprawdzany, ale kiedy każdy z nas się rozejrzy wokół siebie, to zobaczy przynajmniej kilka osób, które z zawodem nauczyciela nie mają nic wspólnego, poza tym, że przychodzą do szkoły i kilka godzin stoją/siedzą przed klasą i trują dzieciakom niemiłosiernie. Takie „samoistne talenty” będzie można odsiać, bo dziennik daje możliwość stałego śledzenia ich pracy i pozwala na błyskawiczne robienie zestawień i raportów na temat każdej klasy – jaki materiał został już przerobiony, jaki nie został, jaka była frekwencja, ile było zastępstw ze względu na chorobę lub inne nieobecności nauczyciela. Będzie można sprawdzić dodatkowo wszystkich uczniów w bardzo szybki i prosty sposób, bo podliczenie średniej ocen lub obecności usprawiedliwionych i nieusprawiedliwionych to pikuś.
Po piąte: oprócz tego nauczyciele dostaną coś, co jest genialne, bo bedą tam wszystkie potrzebne dokumenty, jak programy nauczania, rozkłady materiału na poszczególne jednostki lekcyjne, a co jest fantastyczne, to system sam będzie wpisywał tematy kolejnych lekcji, dostosowane do pracy z danym podrecznikiem – REWELACJA!!! Może też pokazywać nauczycielowi, jakie materiały dodatkowe do tego tematu można znaleźć na stronie wydawnictwa, które przygotowało ten konkretny podręcznik i podać link do tych materiałów, a po kliknięciu mamy już bezpośredni dostęp do wszystkiego, co jest potrzebne na lekcji bez stania przy ksero i przygotowywania ton materiałów.
Wiem z własnego doiświadczenia, że tego typu udogodnienia znakomicie ułatwiają życie i opór przed nimi nie ma żadnego sensu, bo nie da się tego uniknąć. Można jedynie opóźnić termin wprowadzenia takich rozwiązań do szkoły, ale ostatecznie i tak przyjdzie czas, żeby się z nimi zmierzyć. Po co więc czekać? Aż inni nas wyprzedzą i staną się lepsi szybciej niż my? Dajmy innym przykład, że potrafimy stawić czoła dzisiejszemu światu i wykorzystać jego potencjał na swoją korzyść.PozdrawiamŁukasz Kuciński
Urodziłem się w małym mieście na Podkarpaciu, tam po raz pierwszy zmuszono mnie tego, żeby zdobyć formalne wykształcenie, chociaż wolałem social learning, zbieranie puszek po napojach i przesiadywanie godzinami przed komputerem w poszukiwaniu szybszej metody na wczytanie gry z kasety do swojego Commodore 64.

