Single Blog Title

This is a single blog caption
9
Lut

O tym jak świat nie rozumie technologii – historia The Pirate Bay, którą warto znać

Miałem napisać prostą recenzję dokumentu o The Pirate Bay więc napiszę: Jeśli jesteś geekiem – obejrzyj koniecznie. Jeśli chcesz działać w mediach – obejrzyj koniecznie i się nie dąsaj. Jeśli jesteś autorem – obejrzyj koniecznie i zrozum, że to może działać na Twoją korzyść. Film zamieszczam poniżej i dla leniwych to jest koniec, można przejść do narzekania, że recenzja jest za krótka i nie daje gotowej opinii do dyskutowania przy poniedziałkowej kawie w korporacyjnej kuchni. No Sorry, ale nie tym razem. Recenzja będzie jutro na Antywebie.

Film zainspirował mnie do zastanowienia się na tym, że w gruncie rzeczy większość aktualnych, rodzimych specjalistów IT to złodzieje. Nauczyli się przecież swojego fachu na kradzionym oprogramowaniu. Oczywiście mogą znaleźć się wyjątki, ale większość wypierających się tego faktu to po prostu hipokryci.

Na 40 czystych przypadały dwa pirackie kopytka

Przyszło mi zasmakować się w ciekawych czasach kiedy, w moim przypadku do krakowskiego budynku Elbudu i organizowanej w nim giełby jechało się z pustym plecakiem (pamiętacie te aluminiowe stelaże?) po to, żeby kupić części komputerowe i trochę płyt. Proporcje były mniej więcej takie, że na 40 czystych przypadały dwa pirackie kopytka. Jeśli ciekawi Cię dlaczego dwa, to pomyśl, że jedno mogło się zepsuć. Kopiowało się na potęgę i nikogo to nie dziwiło, a ponieważ internet ograniczał się do modemu i 0202122 nikt nie myślał o tym, żeby przesyłać płyty z grami, filmami czy muzyką. Patrząc na ilość danych i prędkość przesyłu transfer danych na plecach pirata był znacznie wydajniejszy.

Intranet rządził

Później zaczęły się naloty. To tu, to tam, czasem bardziej dla hecy, czy pokazania, że policja działa komuś skonfiskowano komputer z nagrywarką, albo kilka płyt. Niestety było to już czas, kiedy sprzęt był tani, a piraciła większość. Na szczęście dla konsumentów, na nieszczęście dla piratów internet potaniał, a sieci akademickie wrzały od ilości danych wymienianych via DC+. Policja szperała, zabierała płyty, wlepiała kary, ale co z tego jak nagle płyty zniknęły, a wszystko jest w sieci.

Niczego się nie nauczyliśmy

No i mamy dzisiaj czas, w którym to co legalne i to co nielegalne idealnie się ze sobą miesza. Do tego mieszają się ze sobą sposoby płacenia za treść. Jedni płacą dolarami, a inni własnym czasem. Jedni wolą oglądać reklamy, albo zadowalają się niską jakością, ewentualnie pornosem zamiast Oscarowego hitu. Inni są w stanie wydać kilka lub kilkanaście dolarów na to, żeby kupić i pobrać film w wersji HD. Nie zmieniło się więc kompletnie nic i świat się niczego nie nauczył.

Obejrzyj koniecznie

Podobało Ci się? Chcesz więcej?

Zostaw swój e-mail, bardzo chętnie przypomnę Ci o nowych treściach, a przy okazji dostaniesz e-booka o elearningu.

Poprzednie newslettery możesz znaleźć na stronie archiwum.

* indicates required