Single Blog Title

This is a single blog caption
4
Sty

Kupujemy marketowy szajs i narzekamy

Jak reszta redakcji AntyWeb chciałem zabrać się za opublikowanie informacji na temat sprzętu, z którego korzystam. Niestety się nie udało, bo naszła mnie melancholijna wieczorna refleksja: Kupujemy marketowy szajs, a później innym wytykamy, że szpanują jabłkami. A poza tym, to takie trochę jak Big Brother.

Zacznę od tego, że kiedy po raz pierwszy w życiu dowiedziałem się, że moją podstawową maszyną do pracy będzie komputer z jabłkiem nie mogłem się doczekać. Pokładałem w nim wszystkie niespełnione marzenia użytkownika, który potrafił trochę więcej niż tylko korzystać z Worda. MacBook Pro miał być spełnieniem wszystkich oczekiwań, które narastały przez lata korzystania z DOS-ów, Windowsów, Linuksów, nie próbując sobie nawet przypomnieć męki ze starym Solarisem. Co się stało, łatwo przewidzieć. Jabłko okazało się być równie męczące i obarczone zestawem swoich problemów, niuansów i niedogodności. Wtedy jednak pokazywanie się z nim na konferencjach było jak najbardziej na miejscu.

Kilka lat później kupiłem więc pierwszego, własnego, całkiem prywatnego MacBooka Pro, ale czar prysł, bo jednocześnie stałem się posiadaczem HP EliteBook Workstation 8560w. Z obydwu korzystam dokładnie rok, więc jest to czas na pewne wnioski. Trochę dla samego siebie, żeby otrzepać się z uwielbienia dla makówek, a trochę dla zainicjowania dyskusji o tym, że dobry sprzęt po prostu musi kosztować.

Przez cały rok korzystałem z obydwu maszyn w zależności od potrzeb, miejsca czy własnego widzimisię. Na początku fanatyzm Apple umocowany wydaną kwotą nie pozwolił mi przyznać się do tego, że różnic nie odczuwam. Rok po tym fakcie jestem pewny. Nie odczuwam pomiędzy nimi żadnych różnic, ani w wydajności ich samych, ani wykonywanej za ich pomocą pracy. Większość pracy i tak dzieje się w przeglądarce, lub bardzo podobnych (czasami niemal identycznych) narzędziach i systemie plików w chmurze. Po roku kompletnie przestało mnie też interesować, co jest w ich wnętrzu. Parametry w stylu rodzaj procesora, pojemność dysku, czy ilość pamięci RAM mam kompletnie gdzieś. Komputer ma działać szybko, długo bez prądu i jakiejkolwiek ingerencji, ale może to po prostu starość.

Wracając jednak do tematu. W większości wypadków spotykam się z tym, że znajomi kupują komputery z serii – najtańszy z możliwych z najlepszymi parametrami. Niestety takie coś w przyrodzie nie występuje. Nawet w przypadku win tanie jest dobre, tylko dlatego, że jest tanie.

Jeśli komputer jest Twoim narzędziem pracy. Jeśli do tego wrzucasz go w koszty prowadzonej działalności, a co miesiąc amortyzujesz, to na litość ewentualnych bogów, w których wierzysz kup coś (wcale nie z półki Apple) co sprawi, że przestaniesz narzekać, marudzić, przeinstalowywać i kombinować. Odpuść półkę LOW END.

Podobało Ci się? Chcesz więcej?

Zostaw swój e-mail, bardzo chętnie przypomnę Ci o nowych treściach, a przy okazji dostaniesz e-booka o elearningu.

Poprzednie newslettery możesz znaleźć na stronie archiwum.

* indicates required