Single Blog Title

This is a single blog caption
27
Lut

Recenzja „Babies” – obowiązkowy film dla każdego rodzica i nie tylko


Po obejrzeniu francuskiego dokumentu „Babies” (2010) uświadomiłam sobie, że opieka, wychowywanie i edukacja dzieci, z którymi łączy się w naszej kulturze tyle pytań, obaw i reguł, jest rodzajem nadbudowy wcale niekoniecznie służącej naszym maluchom. One, zwłaszcza na początku, potrzebują jedynie mleka mamy, patyka, kamienia i błota.

Wspinaj się albo giń!
Kiedy stajesz się rodzicem, pod wpływem presji z zewnątrz, masz wrażenie, że stanąłeś wobec niezdobytej północnej ściany Mount Everestu i jeśli natychmiast nie posiądziesz podstawowej wiedzy o wspinaczce, zginiesz marnie. Z wiekiem ta presja dotyczy coraz to nowych obszarów, jak np. tego, kiedy pociecha powinna nauczyć się pisać, czytać i rachować etc. Rzadko komu przychodzi do głowy myśl, że skoro dzieci rodzą się i dorastają od wieków bez całej obecnej wiedzy psychologiczno-medyczno-pedagogicznej i gatunek ludzki trwa, to pewne podstawowe kompetencje rodzicielskie są zupełnie naturalne. A dzieci nie potrzebują specjalnej zachęty i programów, by uczyć się, doświadczając, eksplorując i badając świat wokół siebie.

We współczesnej kulturze wywróciliśmy do góry nogami odwieczny porządek, w którym to dziecko było na końcu spraw, którymi zajmowali się dorośli i jego miejsce plasowało się gdzieś między służbą a zwierzętami. I wbrew pozorom wcale nie było tam nieszczęśliwe. A już na pewno nie ograniczało to jego rozwoju.

Cztery maluchy z czterech stron świata
Film nakręcony przez Thomasa Balmèsa pokazuje rok z życia czterech niemowlaków: z Mongolii, Namibii, San Francisco i Tokio. Nie pada w nim słowo komentarza, wystarczą bezbłędne ujęcia kolejno zdobywanych przez dzieci doświadczeń. Cała konstrukcja filmu opiera się na zestawieniu, w jaki sposób wychowuje się i dba o dzieci w kulturze zachodniej wielkich miast, a jak odbywa się to na mongolskim stepie czy afrykańskiej wiosce. Matki zachodnie wykonują czynności, które nas nie dziwią: gromadzą wokół dzieci miliony gadżetów – od zabawek po akcesoria do rozwoju ruchowego, wychodzą na spacery do zoo i parku, biorą udział w specjalnych zajęciach dla rodziców. Za to na widok tego, jak dorastają niemowlaki w Afryce i Mongolii, przeciętna europejska matka dostałaby spazmów i zwiększyła swoją czujność o 100%, aby nie być posądzoną o brak odpowiedzialności i przestrzegania podstawowych zasad higieny. Dzieci zostawione są tam praktycznie same sobie, ich towarzyszami są koguty, kozy, psy i starsze rodzeństwo, a podstawowym zajęciem branie do buzi tego, co akurat leży na ziemi pod ręką. A mimo to cała czwórka w tym samym czasie zaczyna chwytać przedmioty, raczkować i wypowiadać pierwsze słowa. Są zdrowe i szczęśliwe.
Uwolnić się od strachu
Dokument podziałał na mnie z mocą terapeutyczną. Miliony strachów, które czają się w głowie matki, czy aby jest wystarczająco opiekuńcza, troskliwa i przewidująca, bledną wobec faktu, że bardzo trudno jest zrobić takiemu maluchowi krzywdę. Że dziecko do prawidłowego rozwoju nie potrzebuje wyspecjalizowanych zabawek, że nie umrze, gdy zje trochę piachu, że służy mu przestrzeń, wolność i swoboda. Bardzo chętnie obejrzałabym film o tym, w jaki sposób przebiega dalsza edukacja w tych czterech miejscach na świecie, żeby zdystansować się do tej pogoni, jaką narzuciliśmy sobie i naszym dzieciom. Może więcej o radosnej zabawie, budującej poczucie własnej wartości i służącej zdobywaniu ważnych umiejętności nauczylibyśmy się od mongolskiej matki? Rzecz jasna nie uciekniemy przed światem, w którym naszym maluchom przyjdzie funkcjonować. Ale dobrze byłoby wychować i uczyć je tak, by nie przeżywały napięć, rozczarowań i smutku, że nie potrafią sprostać piętrzącym się przed nimi oczekiwaniom.

Podobało Ci się? Chcesz więcej?

Zostaw swój e-mail, bardzo chętnie przypomnę Ci o nowych treściach, a przy okazji dostaniesz e-booka o elearningu.

Poprzednie newslettery możesz znaleźć na stronie archiwum.

* indicates required