NA SKRÓTY
Piotr Peszko
+48 605 570 195
ppeszko@gmail.com

Koniec epoki kredy – recenzja książki Aleksandry Pezdy

Koniec epoki kredy – recenzja książki Aleksandry Pezdy

12 września 2011

Książka Aleksandry Pezdy – „Koniec Epoki Kredy” to reporterski przewodnik survivalu w nowoczesnym świecie IT dla nauczycieli. Równie dobrze mogłaby nosić tytuł Sztuka przetrwania w internecie, a w każdym kolejnym rozdziale wszyscy leniwi belfrzy podchodzący do internetu jak pies do jeża dowiadywaliby się, że za pomocą analogów noża, patyków i krzesiwa można przeżyć najbardziej wrogim terenie opanowanym przez dzikie plemiona uczniów. Aleksandra Pezda pokazuje, podobnie jak Bear Grylls w swoim programie o przetrwaniu, skoro ja mogę to znaczy, że Ty też!

Przyznam szczerze, że czekałem na tę książkę od wiosny. Pomimo tego, że w moim przypadku bardziej przydatny byłby przewodnik przetrwania w stylu „Bear Grylls w Szkole” i „Tomek w Pokoju Nauczycielskim”, ale ani Grylls się do szkoły nie zapuszcza – boi się, ani Szklarskiego nakłonić do kolejnej części Tomka byłoby ciężko, bo już nie żyje.

Co jest w środku
Zamiast jadowitych pająków, trujący żab, żmij i węży, na które możemy się natknąć próbując przetrwać np. w tropikalnym lesie w książce znajdziemy kompendium wiedzy na temat:

  • wikipedii,
  • blogów,
  • youtube-a,
  • facebook-a,
  • i wiki,
Każdemu narzędziu poświęcony jest cały rozdział, którego zaletą jest jednolita struktura składającą się wprowadzenia (Czy wiesz, że…?), umiejscowienia narzędzia w realiach szkoły (Blogowanie w szkole, Youtube w szkole, Facebook w szkole, Wiki w szkole), pokazania tego, że inni już to robią (Oni to robią) oraz części zawierającej scenariusze wykorzystania oraz instrukcję „Krok po kroku”.
O czym jest ta książka
Po przeglądnięciu spisu treści, czyli mniej więcej tego, co zdążyłem już opowiedzieć, pomyślałem, że będzie to książka o narzędziach i troszkę zacząłem się obawiać, bo z całym szacunkiem dla autorki byłoby to jak pisanie o silniku Wankla z perspektywy pasażera samochodu weń wyposażonego. Okazało się jednak, że książka jest o ludziach, a autorka robi to, co umie najlepiej spędza z nimi czas, przygląda się temu co robią, zadaje pytania „jak?” i „po co?”, a później zbiera to w zgrabny ilustrowany przewodnik.
Autorka włożyła sporo pracy w to, żeby zgłębić każdy z tematów, sprawdzić, gdzie to wszystko się zaczęło i skąd tak faktycznie „biorą się dzieci”. Nie nabierając się na kapustę, bociany, ani inne bajki pseudo-zastosowań i marketingowych sloganów dotarła do samych początków każdego ze wspomnianych narzędzi tworząc tło dla porad i zaleceń.
Niby nic wielkiego, ale jednak. Przedstawione przykłady są realne, rzeczywiste, sprawdzone i skuteczne. Zaproponowane scenariusze konsultowane i „przetestowane na uczniach” i moim zdaniem to stanowi największą wartość.
Dla kogo… ? 
Przygotowując się do napisania tego tekstu zastanawiałem się, kto z tej książki może skorzystać i myślę, że najpierw powinna ona trafić na ręce pani Hall – sugerowałbym w postaci PDF-a, a następnie pomijając wszystkie inne szczeble powinni ją dostać nauczyciele. Nie dyrektorzy, kuratorzy i inni urzędnicy, ale właśnie nauczyciele, bo to oni są w stanie z niej skorzystać i oswoić technologię.
Problem z tą książką widzę jeden, ale za to podstawowy. Może się ona okazać po prostu bronią. Ci, którzy potraktują ją jako podręcznik i usiądą przed ekranem własnego komputera z chęcią zrozumienia „jak to działa”, a później przynajmniej spróbują, będą na wygranej pozycji. Niestety przewodnik pokazuje też, że działania, które trzeba podjąć są banalnie proste, wystarczy do nich adres e-mail i 10 minut klikania. Oznacza to, że wiele osób, którym na sercu leży oświata, albo przynajmniej dobra edukacja własnych dzieci, odpuści wino do kolacji i za 29,99zł kupi tę książkę, aby nauczycielom machać przed nosem.
Podsumowanie

Podejrzewam, że u niekórych belfrów, znam takich, ta książka kojarzyć się będzie, zamiast z pomocnym lethermanem,  z pajączkiem o wdzięcznej nazwie Wałęsak Brazylijski (Phoneutria), którego jad jest śmiertelnie trujący, a jednocześnie powoduje wielogodzinne erekcje prowadzące do impotencji i o ile długa erekcja może się czasem przydać, to uświadomienie sobie własnej impotencji w dziedzinie nowoczesnej edukacji może być zbyt wysoką ceną.

Wszystkich z innym punktem widzenia, a także tych rozżalonych, złych, zbulwersowanych, wściekłych, a zwłaszcza z konstruktywną krytyką zapraszam do komentowania.

""
1
Previous
Next
o-autorze
Piotr PESZKO

Urodziłem się w małym mieście na Podkarpaciu, tam po raz pierwszy zmuszono mnie tego, żeby zdobyć formalne wykształcenie, chociaż wolałem social learning, zbieranie puszek po napojach i przesiadywanie godzinami przed komputerem w poszukiwaniu szybszej metody na wczytanie gry z kasety do swojego Commodore 64.

  • Agnieszka Drummer
    • A ja jeszcze nie mam zdania, mi nikt nie dał egzemplarza do recenzji 🙁

  • Monika Wisła

    Recenzja brzmi intrygująco i chętnie bym się bliżej z tą lekturą zapoznała. Niestety w sprzedaży jest od 15 września.

  • Pozwolę sobie na na nauczycielski komentarz. 
    Złośliwie powiem, że w typowej polskiej szkole w ciągu najbliższych 10 lat nic z tego nie będzie. Dlaczego? Bo nie ma bazy (sprzętu) i nie będzie (brak środków).
    Najpierw należy przygotować sale lekcyjne poprzez wyposażenie ich choćby w projektory. Potem do KAŻDEJ sali podciągnąć Internet. Kolejno przeszkolić nauczycieli w użytkowaniu programu do tworzenia prezentacji. Wdrożyć program nauczania z użyciem ICT (zwykle takich nie ma).
    10 lat nie krócej 10 lat …

    • Jacku, dziękuję bardzo za Twoją opinię, ale nie wiem dlaczego jest aż tak pesymistyczna. 

      1. Środki na projektor w szkole się zawsze znajdą, a jak się nie znajdują to trzeba dobrze poszukać. Uwierz mi organizuję np. EduCamp-a, na którego środki też muszę pozyskać – da się!
      2. Wcale każda klasa nie potrzebuje internetu. Tu nie chodzi o to żeby dzieciaki osaczyć technologią i obwiązać kablami, chodzi o kreatywne wykorzystanie tego, co faktycznie można zrobić zwracając uwagę na to, że sporo dzieci ma komputery, więc skoro mogą się spotykaż, aby grać, to mogą też aby zrobić coś fajnego. 
      3. Co do szkoleń nauczycieli, to hmmm z tym bywa różnie. Myślę że chodzi bardziej o chęci niż o szkolenia. Mnie nikt nie szkolił z ICT, a robię to co robię, bo to moja pasja, a podobno nauczyciele uczą z pasji. 

      Podsumowując, to o czym piszemy dzieje się już dzisiaj, nie jutro, ani nie za 10 lat. 

      • Roman Lorens

        Witam!

        Oj Piotrze! Ja, podobnie jak Jacek pracuję w szkole i wiem, że Jego opinia choć brutalna jest bardzo prawdziwa. Pracownie komputerowe, które szkoły otrzymały w ramach EFS-u dożywają swoich dni. Nikt nie myśłi, co będzie dalej z pracowniami internetowymi w szkolach.Zatem Jacek ma niestety absolutna rację.
        Ja nie czytałem jeszcze książki, ale pomimo tego jestem w stanie okreslić, kiedy w mojej szkole nastąpi koniec epoki kredy: Otóż stanie się to, jak co roku w listopadzie!!! Dlaczego?? Bo braknie pieniędzy z budżetu n ajej zakup!! Nierealne?? Tylko dla ludzi nie pracujących w szkole!! Zatem Piotrze…… do tablicy marsz!!!! 😉 Pozdrawiam Roman

        • @a70fcc5f34642603bf36a153bd42bd0d:disqus : Bardzo dobrze wiesz, że argument „niepracowania” w szkole to szach-mat. Rozmawialiśmy dzisiaj o tym, że to jest taka moja pięta Achillesowa. 

          Ale wytłumaczcie mi jak to jest, że w jednej szkole są projektory, sale komputerowe, nieużywane nagłośnienie i różne takie, a w drugiej brakuje na kredę. 
          PS. Roman, jak Ci zabraknie to daj znać, mam pod dostatkiem kolorowej kredy, takiej grubej z Ikei 🙂 

          • Roman Lorens

            Szachy to piekna gra…… 😉
            A tak powaznie: wszytsko zalezy od pieniędzy, a ich dysponentem jest organ prowadzacy.Organy są mniej lub bardzije zasobne w środki finansowe, radni mniej lub bardziej troszczą sie o oświatę, dyrektorzy realizują budżet mniej lub bardzije racjonalnie….. Generalnie jak widać decydujący i dominujący jest czynnik ludzki!
            A co oferty- będę pamiętał! Roman

          • Michał Wyrobek

            Generalnie Piotr ma rację, bo jeśli nie masz nawet kasy, ale chcesz to kupisz wszystko i zrobisz wszystko. Można pokupować nawet używany czy poleasingowy sprzęt do szkoły, za parę zł, taki, że głowa boli. Problem tylko w tym, że trzeba chcieć. Moim zdaniem jedyny problem szkoły to zły system motywacyjny, bo to czy prowadzisz zajęcia tak jak ja, czy po prostu siedzisz za biurkiem, dostaniesz tyle samo kasy, medalu Ci nikt nie da. Dlatego też szkoła i nauczanie jest tylko i wyłącznie dla pasjonatów, resztę osób, tam pracujących powinno się zastrzelić. Na to samo wyjdzie 🙂

          • „bo jeśli nie masz nawet kasy, ale chcesz to kupisz wszystko”. Bezcenne :).
            W sprawie systemu motywacyjnego masz rację

          • Potwierdzam to co mówi Roman: jaki organ prowadzący takie szkoły. Z moich obserwacji wynika, że szkoły są doposażone w miastach będących na prawach powiatu.

  • zee

    chyba bede szukac tej ksiazki -moze ceneo okaze sie laskawsze i przeskocze magiczne 29.90 ? w koncu na postnej pensji nauczyciela w tym roku to w moim sklepie simply czy tesco za 29.90 jakies „zarelko”za te kwote bedzie-ta pani moglaby odpalic to jako e-book -:) byloby szybciej i taniej!
    pozdrawiam,zena

    • Wi

      A wiecie, że wydana tego samego dnia książka Haliny Bortnowskiej „Co to, to nie” zawiera przewodnik dla nauczycieli: jak animować warsztaty?