Single Blog Title

This is a single blog caption
7
Gru

5 błędów elearningu – case study

Rzadko zdarza mi się poświęcić tyle uwagi opisowi szkolenia i jego warstwie reklamowej, ale takiego case’a dawno nie widziałem.
Znane logotypy, ładna strona, zatrudniony ekspert, modna forma video, ale określenie tego, co zobaczyłem masakrą, to nazwanie Blitzkriegu tournee Hitlera po Europie.

1. Używanie specjalistycznego języka
Szkolenie elearningowe jest przeważnie dla ludzi. Nie widziałem jeszcze psa uczącego się online, chociaż z pewnością byłby hitem youtube’a. Wspomniana oferta szkoleniowa dotyczy planowania i rozliczania czasu pracy. Na pierwszy rzut oka, przyda się ono każdemu pracującemu, który ma ochotę się uczyć. Jednak wcale tak nie jest bo :

…szkolenie dotyczy planowania i rozliczania czasu pracy wszystkich grup pracowniczych, z wykorzystaniem stanowisk SN, PIP oraz MPiPS.

Po przeczytaniu tego poczułem się po prostu głupi. Miało być przecież o planowaniu czasu pracy, a nie o cynie (Sn), technologii obraz w obrazie (PiP), amerykańskiej żandarmerii wojskowej (MP), czy Photoshopie (PS). Rozumiem, że dla autorów tekstu (copywriter-a tam chyba nie było w zespole) zna wszystkie te skróty i nie musiałby, tak jak ja, googlować ich znaczenia.

Moim zdaniem takie podanie tekstu sprawia, że jestem głupszy niż byłem i daje mi do zrozumienia, że to szkolenie nie jest dla mnie. Zapewne jego zawartość jest 10 razy bardziej specjalistyczna, skomplikowana i niedostępna.

2. Niska jakość wersji demo
Na początek proponuję zerknąć na nagranie. Ładna Pani, jeszcze ładniejsze logotypy świadczące o niesamowicie wysokim pozimie merytorycznym, którego nie śmiem kwestionować, ale:

  1. ścieżka dźwiękowa nagrywana była chyba w trakcie przemarszu wojsk, stąd to rytmiczne postukiwanie (i tej wersji się trzymajmy…),
  2. nie jestem w stanie regulować głośności nagrania – włącz/wyłącz to troszkę za mało,
  3. bardzo słaba jakość video,
  4. błędy użyteczności – linki, których nie da się kliknąć, przyciski, które nie wywołują akcji, a są linkami, 
  5. brak możliwości zapoznania się ze szczegółami szkolenia, jeśli np. nie działa nam JavaScript.

Wersja demo, jest tym, co powinno skłonić do zakupu szkolenia. Tutaj możemy zobaczyć jedynie „gadającą głowę” i pomimo tego, że całkiem przyjemna i jak mówi opis, nieziemsko kompetentna oraz doświadczona to nie przekonuje mnie do tego, że warto wydać ciężko zarobione pieniądze, zwłaszcza że… 


3. Odrealniona cena
Wspomniane szkolenie kosztuje 490zł (jeśli kupujemy pakiet) i obejmuje swoim zakresem 3 moduły, a całość trwa 3 godziny i 20 min. W prostym przeliczeniu i biorąc pod uwagę, że część tego szkolenia, jak i wszystkich innych to słodkie ględzenie, okazuje się, ze za godzinę płacimy około 160zł.

Nie jest to bardzo wygórowana cena, ale biorąc pod uwagę tematykę, w tej cenie (sprawdziłem to) bez problemu uzyskamy 2 godziny konsultacji specjalistycznych „face-2-face” lub przez telefon, a i na podstawową książkę ze wspomnianego zakresu powinno nam wystarczyć, ewentualnie plebejską zgrzewkę piwa, co by sprawę móc przemyśleć. Plus jest taki, że spotkanie z doradcą, ku nieszczęściu tego szkolenia, cechuje się znacznie wyższym prawdopodobieństwem rozwiązania konkretnego problemu.

Innym rozwiązaniem, może być spożytkowanie wspomnianej kwoty na np. dostęp do profesjonalnej bazy wiedzy zawierającej artykuły, w których pojawiają się wszystkie magiczne, wymienione na początku skróty (kadry.gazetaprawna.pl – 6 miesięcy – 375zł). Tym razem zostanie nam na zacną buteleczkę Remy Martin, żeby ból głowy po przeczytaniu tych wszystkich szczegółów zniwelować.

4. Zła obsługa płatności
To już jest skandal. Generalnie mało mam czasu i chcę zapłacić, wejść, nauczyć się i wyjść – ewentualnie wrócić za jakiś czas. Okazuje się, że do tego potrzebny jest mój dokładny adres zamieszkania. Co to, to nie! Zwłaszcza, że w stopce widnieje:

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych przez Wydawnictwo C. H. Beck Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie, ul. Bonifraterska 17 w celach marketingowych. Wydawnictwo zapewnia klientom prawo do wglądu i zmiany swoich danych osobowych. Wyrażam zgodę na przesyłanie informacji handlowej przez Wydawnictwo C. H. Beck Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie, ul. Bonifraterska 17, za pomocą środków komunikacji elektronicznej w rozumieniu ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną.

Postanowiłem więc nie wyrażać zgody. Skończyło się brutalnym alertem, którego subtelność porównywalna jest z trzaśnięciem wieka osiedlowego śmietnika w niedzielny poranek.
To jednak nie koniec, smakowanie tej wykwintnej potrawy jeszcze potrwa. Po wypełnieniu formularza (o zgrozo będzie spam) liczyłem na to, że szybko zrobię przelew i po sprawie. Już nawet szykowałem się to zaparzenia sobie kawy, żeby zacząć się uczyć, ale moje nadzieje prysły. Okazuje się, że szkolenie jest (chyba) specjalnie zaprojektowane w sposób ukazujący zawiłości prawa pracy oraz planowania czasu, gdyż dostałem komunikat:

Dziękujemy! Zamówiłeś: Kurs e-learningowy: Czas pracy – planowanie, rozliczanie…

…i na tym sprawa się zakończyła. Poczułem lekki niedosyt, chociaż nie, poczułem się „wydymany”, bo oddałem komuś swoje dane: e-mail i adres zamieszkania, a w zamian nie dostałem nic. Proces zakupu mnie tak wkurzył, że już tego szkolenia nie chcę, a w zasadzie to już nie chce mi się nawet pracować.
Faktem jest, że pieniędzy nie wydałem, ale dostępu do szkolenia też nie mam. Ciekawy jestem kto to wykoncypował takie zaawansowane technologicznie rozwiązanie, bo żebym nie wiem jak długo myślał, to nie wpadłbym na pomysł, żeby czekać ze zgarnięciem kasy i generalnie tak utrudnić potencjalnemu klientowi życie, żeby nie kupił.
W tym momencie moja przygoda z tą stroną się skończyła. Chociaż na stronie zaproponowano mi jeszcze zakup 2 książek w promocyjnej cenie i jeśli były to książki konkurencyjnej firmy, to nie dziwię się, że zajęły to miejsce.


5. Ograniczanie dostępu
To jest wisienka na torcie. Na początek proponuję, po raz kolejny zapoznać się z fragmentem pochodzącym ze strony:

Uczestnicy po wpłacie pieniędzy, otrzymają unikatowy, jednorazowy link który będzie kierował do strony z wykupionym szkoleniem. Szkolenie udostępniane jest na 4 godziny, od momentu uruchomienia linku.

Wychodząc z założenia, że elearning ma być dostępny wtedy, kiedy mam ochotę i czas się nim zająć zaznaczony fragment jest idealnym wyjątkiem potwierdzającym regułę, że szkolenia online mają być dostępne 24/7, a ograniczanie czasu, zwłaszcza całkowitego dostępu zakrawa o paranoję, że o braku myślenia, jak Pawlak o rowerze, nie wspomnę.
A teraz, krótkie wyjaśnienie, dlaczego strasznie idiotyczny to pomysł. Po pierwsze, jeśli podliczymy całkowity czas szkolenia, to wychodzi nam 3 godziny i 20 minut, co po wykonaniu prostego działania matematycznego daje nam 40 minut na rozwiązanie wszelkich trudności technicznych jakie mogą się pojawić (np. próba uruchomienia szkolenia na iPadzie, czy buforowanie treści przy wolnym łączu), notowanie, zastanawianie się, wracanie do ciekawszych fragmentów, że o wyjściu na papieroska, czy siusiu nie wspomnę.

Podsumowanie
Rezultat był taki, że wyłączyłem komputer i poszedłem się przejść, bo tylko tyle mogłem w swojej bezradności zrobić. Spacerując jednak naszła mnie myśl mająca już swoje odzwierciedlenie w historii. Otóż najchętniej zrobiłbym z tą ofertą szkoleniową to samo co Rzymianie z Kartaginą, gdzieś w okolicach 150 r. p.n.e. – zburzył, zaorał, przeklął i posypał solą, a „mieszkańców” sprzedał do niewoli, żeby nie wpadli na kolejny świetny pomysł.

Szkolenia online kupuje się na podstawie dostępnego opisu, wersji demo i poleceń znajomych, lub opinii znajdowanych w internecie.
 Mam nadzieję, że myśląc o swoich szkoleniach:
zareklamujecie je odbiorcom, nie sobie i będziecie pamiętali o tym, że Wy też kiedyś byliście, jak to mówią brytole „on the learning curve” i nie wiedzieliście wszystkiego.
– zadbacie o to, żeby pokazać co jest faktycznie w szkoleniu wartościowego, bo swoje czcigodne logo, na które tak długo pracowaliście możecie sprzedać i ludzie dadzą się nabrać, ale tylko raz.
– zastanowicie się jaki powinien być ich faktyczny koszt i czy ktoś za te same pieniądze nie robi już czegoś dużo lepszego,
– pozyskujcie tylko te dane o uczetnikach szkoleń, które są potrzebne; w tej sytuacji wystarczyłby e-mail,
– przemyślcie rozwiązanie, które chcecie sprzedawać, a najlepiej zaprojektujcie je i długo testujcie.

Podobało Ci się? Chcesz więcej?

Zostaw swój e-mail, bardzo chętnie przypomnę Ci o nowych treściach, a przy okazji dostaniesz e-booka o elearningu.

Poprzednie newslettery możesz znaleźć na stronie archiwum.

* indicates required