NA SKRÓTY
Piotr Peszko
+48 605 570 195
ppeszko@gmail.com

O konkurencji w polskim elearningu

O konkurencji w polskim elearningu

25 maja 2017

Mała jest ta nasza szkoleniowa branża, a ta dotycząca elearningu jeszcze mniejsza. Ma to swoje zalety. Głównie to, że się znamy i wiemy kto jest w czym dobry. Dobre jest to, że możemy się spotkać przy piwie, albo na konferencji i „przybić piątkę”, ale… Ma to swoje wady i tak mnie dzisiaj jedna rozmowa telefoniczna skłoniła do przemyśleń.

Sytuacja jakich wiele

Żeby nakreślić pewne tło zacznę od krótkiej historii. Jest klient, któremu wydaje się, że wie czego potrzebuje. Jednocześnie jest firma, która chce klientowi pomóc, a że sama nie do końca jest pewna rozwiązania, to szuka ludzi, którzy mają pojęcie i będą w stanie problem klienta rozwiązać przy okazji zarabiając pieniądze. Przynajmniej tak wygląda ta sytuacja z mojej perspektywy.

Jest więc klient, jest pośrednik, są wykonawcy (A, B i C). Sytuacja jest prosta, bo pośrednik zwraca się do wykonawców z zapytaniem i dostaje odpowiedzi. Wszystko jest pięknie, bo ani pośrednik, ani wykonawcy nie pozycjonują się jako konkurenci. Wszystko jest pięknie i ładnie.

Aż tu nagle wykonawca A, wrzuca lewy kierunkowskaz, wciska gaz do dechy i pędzi do klienta z ofertą, która ma być najlepsza ze wszystkich. Z tym jednak małym problemem, że klient głupieje, bo nie ma pojęcia jak ta nasza mała branża funkcjonuje, a funkcjonuje jakoś tak specyficznie.

PREZENTACJERobię

Mieszane uczucia

Część mnie myśli sobie: Spoko, taki jest biznes. Na tym właśnie polega konkurencja. I może tak jest faktycznie i może to jest dobre, w końcu taki ruch podpada pod kategorię: konkurencja rynkowa, a ta jest przecież dobra dla klientów i dla rynku. W państwie prawa chcemy, żeby obowiązywała zasada konkurencji rynkowej. Chcemy, żeby firmy działały fair i nie zawiązywały zmowy cenowej, aby zarabiać więcej. Chcemy, żeby było różnorodnie i żeby najwięksi nie opanowywali 100% rynku.

Z drugiej jednak strony myślę sobie, że zachowywanie się jak pies ogrodnika po extasy (fot. powyżej) to nie jest gra, do której miałbym ochotę się przyłączyć niezależnie od kontekstu. Prześciganie się w jakości, elastyczności rozwiązania, szybkości działania i dopasowaniu do potrzeb rozumiem, ale prób podbierania sobie klientów w tak małej piaskownicy pojąć nie mogę.

Konkurencja rynkowa jest dobra, powtórzę, dobra dla rynku i klientów, ale…

WEBINARYRobię

Konkurencja

jest dla firm (pośrednika i wykonawców A,B,C) i całej naszej małej branży zła. Konkurencja, która prowadzi do tego, że jeśli tylko (A,B,C) wyczują kawałek mięsa, który można szarpać są w stanie rzucić się na niego nie zadając sobie pytania „Po co?” jest zła.

Już spieszę z wyjaśnieniem dlaczego. To nasze specyficzne postrzeganie konkurencyjności sprawia, że nie uczymy się od siebie. W branży panuje jakieś dziwne przekonanie, że podzielenie się tym z jakiego narzędzia korzystam, albo ile kosztują moje usługi to najgorsze, co może się wydarzyć, a przecież wszyscy pracujemy na bardzo zbliżonych stawkach i na tych samych narzędziach.

Nasze postrzeganie siebie w kategorii konkurentów, albo nawet wrogów powoduje również to, że jesteśmy nastawieni na konsumpcję tego, co oferuje nam branża elearning na zachodzie. Oczywiście możemy się zasłaniać tym, że „na zachodzie” elearning był wcześniej i rozwija się szybciej, ale może przyczyna leży w innym miejscu.

Może warto popatrzeć na to, że u nas zamiast jednej dużej konferencji branżowej jest:

  • eLearning Fusion (iPro)
  • L&D Meetup (MyNetwork)
  • MoodleMoot (niezależnie)
  • Akademia Online (PUW)
  • eLearning Bootcamp (e-learning.pl)
  • Articulate User Meetup (iPro, Articulate)

Każdy tworzy wydarzenie sobie, dla siebie i pod siebie prezentując importowane tematy jako objawione dobro. Dlaczego tak jest? Moim zdaniem dlatego, że lokalni specjaliści nie chcą dzielić się swoimi doświadczeniami, a nawet jeśli już to zrobią to spotkają się z masą hejterów, czego sam doświadczyłem publikując przemyślenia na grupie dla Trenerów.

Zamiast specjalizacji na kierunkach podyplomowych (np. pod edukację akademicką i szkolenia korporacyjne) są :

  • Podyplomowe studia edukacji zdalnej w erze cyfrowej (Cyfrera) – SGGW – Warszawa
  • E-learning: projektowanie i wdrażanie – WSE – Kraków

a to nie służy ani jednemu z tych kierunków. Tylko sami nie usiedliśmy przy piwie i nie przegadaliśmy tematu. Każdy z nas, działając w swojej firmie, albo instytucji lepi tego glinianego e-ludzika i zasłania przed innymi bojąc się, czy aby ze szlachetnego materiału jest, a nie z g…

(no wkurzyłem się)

Postrzeganie się wzajemnie jako konkurencji szkodzi nam na głowy i to widać! Ciekawym przykładem może być to, że tylko kilka osób w grupie eLearning Robię, jest w stanie pochwalić się swoimi projektami, a jeszcze mniejsza grupa jest w stanie dać coś za darmo.

Boimy się sami siebie, a przecież…

KALENDARZSzkoleń

Współpraca

…to nie jest coś, czego powinniśmy się obawiać. Jestem bardzo mocno przekonany, a prowadzenie od prawie 10 lat swojej firmy w małej elearningowej branży pozwala mi stwierdzić, że klient najbardziej korzysta na współpracy. Kooperacja w tak niszowym środowisku jest dla klienta najlepszym rozwiązaniem.

Wiedza na temat tego, kto i w jakim zakresie jest najlepszy pomaga nam budować lepsze rozwiązania i skutecznie rozwiązywać problemy. Świadomość rozwiązań, kompetencji i narzędzi, z których korzystamy pomaga budować lepsze oferty i zajmować się tym, co jest dla nas najciekawsze i przynosi nam najwięcej frajdy.

Niestety argument, że konkurencja jest dobra, bo chroni rynek i klienta przed nieuczciwością firm, nie ma sensu w tak małej branży. Nie ma też sensu jeśli będziemy mieli do czynienia z firmami, dla których głównym celem nie jest maksymalizacja zysków, ale tworzenie wartości dodanej, albo jak to pisał Prof. Blikle – pożytków – dla wszystkich interesariuszy, czego i sobie i Wam życzę.

""
1
Previous
Next
o-autorze
Piotr PESZKO

Urodziłem się w małym mieście na Podkarpaciu, tam po raz pierwszy zmuszono mnie tego, żeby zdobyć formalne wykształcenie, chociaż wolałem social learning, zbieranie puszek po napojach i przesiadywanie godzinami przed komputerem w poszukiwaniu szybszej metody na wczytanie gry z kasety do swojego Commodore 64.