Single Blog Title

This is a single blog caption
9
Lis

Autentyczność przyciąga – recenzja, w której przegrałem 2:0 z autorką

Miałem wolny weekend. Wyjechałem w góry. Dużo spacerowałem po beskidzkich lasach,a  utratę ciepła kompensowałem w saunie i relaksując się czytając. We wspaniałych okolicznościach przyrody miałem okazję zacząć i skończyć czytać Autentyczność. Przez ostatni tydzień wracałem do niej przeglądając, licząc i sprawdzając linkowane blogi. NIe usiadłem do tej recenzji od razu, bo nie wiedziałem, do której szufladki ją włożyć.

Nie znam kategorii

Nie znam kategorii, do której pasowałaby mi Autentyczność. Wymyka mi się z obszaru książek biznesowych i nie pasuje do tych, które są rozwojowo-psychologicznymi. Trzeba dla niej stworzyć osobną kategorię, bo swoje miejsca na rynku ma i mieć powinna. Książka jest szczera, wartościowa i napisa językiem, którym sam staram się pisać. Każdy powinien się starać tak pisać. Proste słowa, które złożone w krótkie zdania tłumaczą długie i skomplikowane tematy.

Jeśli chodzi o szczegóły, to nie zamierzam ich tutaj zdradzać, podzielę się jednak zwoją opinią w formie niepolecanej rozwojowo kanapki. Na początek o tym…

Co mi się spodobało

„Autentyczność Przyciąga” jako całośc przypadła mi do gustu. Spodobała mi się z kilku względów, ale najbardziej chyba dlatego, że potwierdza coś, co staram się tym, blogiem, szkoleniami i własną pracą robić codziennie, czyli funkcjonować między ludźmi w sposób naturalny.

Książkę powinien przeczytać każdy kto pisze dla innych. Powinna być lekturą obowiązkową dla blogerów, twórców stron internetowych i wszystkich, którzy chcą się dzielić napisanymi przez siebie słowami.

Największą wartość dla mnie stanowił dwa elementy:

  • ćwiczenia,
    w których autorka sugeruje, co mogę zrobić, żeby pisać lepiej, składniej i w sposób, który będzie docierał do moich czytelników;
  • przykłady,
    które okazały się super ćwiczeniem z mojego własnego zrozumienia, czym jest autentyczność tekstu. Dzięki przykładom nauczyłem się co dzięki pisaniu w sposób naturalny – zgodny ze mną – mogę uzyskać.

Urzekło mnie jeszcze coś. Komunikacja, którą autorka stosuje na swojej stronie, blogu, czy stronie fanowskiej na Facebooku. To codzienne przykłady tego, co tak ważne w samej książce. Nic, tylko się uczyć.

Musi być jednak druga strona medalu. Z racji struktury książki miałem wrażenie, że jest jak

Szatkowana kapusta

Nie w sensie, że głąb jako całość jest lepszy. Kiszoną lubię i podobno jest zdrowa. Miałem jednak wrażenie, że skaczę po tekście od myśli do myśli. Duża ilość śródtytułów sprawiła, że całość czytało się szybko, ale kiedy miałem kilka godzin na to, żeby zagłębić się w temat miałem wrażenie, że zamiast leżeć w SPA, siedzę w tramwaju i próbuję coś przeczytać pomiędzy przystankami.

Napisałem więc do autorki takie słowa:

Mam wrażenie, że książka jest bardzo drobno pocięta. Coś jakbym kroił jabłko małemu dziecku na kawałki, a nie serwował cały dorodny owoc. Czytając poszczególne rozdziały miałem wrażenie kąsania tematu, a nie wgryzania się w niego całą szczęką. Dlaczego książka jest taka poszatkowana?  Skąd taki pomysł? Jaki jest jego cel?
Odpowiedź przyszła następująca:

Anna Piwowarska: Jedni lubią jabłka w całości, drudzy w kawałkach, a jeszcze inni w szarlotce :) Ja lubię oddzielać poszczególne części od siebie. Lubię tak pisać i lubię czytać teksty z nagłówkami, śródtytułami, podkreśleniami. Zresztą zachęcam też do tego w książce. Nie umiałabym napisać tej książki w postaci zwartego tekstu. I rozumiem, że Tobie może się to nie podobać. Masz do tego święte prawo :)

Szach i mat po raz pierwszy. Nie dyskutuję. Planuję sie pięknie nie zgadzać.

W Polsce piszą tylko kobiety

No i znowu zapytałem autorkę o zdanie:

Trochę mi z tym źle. Wiem, że tak po prostu wyszło, ale cytujesz przykłady jedynie blogów kobiecych. Podejrzewam, że ma to związek z tym, że Twoimi czytelnikami są pewnie w mniejszości faceci, ale czuję się trochę tak jakbym czytał książkę zbuntowanej readykalnej feministki, która nie uznaje mężczyzn. Jak to wygląda z Twojej perspektywy?

Odpowiedź przyszła następująca:

Anna Piwowarska: Książka powstała na bazie moich doświadczeń z małymi biznesami prawadzonymi z pasją i sercem. A tak się składa, że częściej pracuję z kobietami. Podczas warsztatów oraz konsultacji indywidualnych mam znacznie częściej do czynienia z kobiecymi biznesami. Teoretycznie nie kieruję mojej oferty wyłącznie do kobiet, ale okazuje się, że w dużo większym stopniu przyciąga ona kobiety. Było więc poniekąd naturalne, że wybierając przykłady tekstów skupiałam się na tych najlepszych, z którymi pracowałam. Książka nie stanowi wyboru tekstów z internetu, tylko wybór tekstów, w których powstawaniu w jakimś stopniu uczestniczyłam – biznesów, z którymi miałam styczność i którym bliska jest idea autentyczności.

Pisząć „zbuntowanej radykalnej feministki, która nie uznaje mężczyzn” nakreśliłeś najbardziej stereotypowy obrazek, jaki mogę sobie wyobrazić. Otóż – jestem feministką – zakładam, że zbuntowana i radykalna mają w tym zestawieniu takie same funkcje, jak wojująca i z nieogolonymi nogami – czyli wszystko, co najgorsze. Jestem feministką. Uważam, że rzeczywistość społeczna, w której żyję, ceni wyżej te cechy, które są kulturowo przypisywane mężczyznom i męskości. Czyli buntują się przeciwko kulturze patriarchalnej i nierównościom – zarównom tym w obrębie płci, jak i innym. Być może, choć nie piszę o tym ani na mojej stronie ani w książce – mężczyżni, którzy boją się feministek, wyczuwają to i w związku z tym, moja działalność nie jest dla nich atrakcyjna. A może odrzuca ich różowa okładka książki? Nie wiem tego i pewnie nigdy się nie dowiem tak do końca. Napewno natomiast książka „Autentyczność przyciąga” nie jest ciosem wymierzonym w mężczyzn i sygnałem, że ich „nie uznaję”. Napisam o tym, co znam. A znam głównie kobiece marki, które budowane są w duchu autentycznym.

Szach i mat po raz drugi. Wytoczyłem grube działo to i oberwało mi się grubo. 

Na co czekam

Nie wiem, więc znowu pytam:

Kiedy skończyłem „Autentyczność” miałem wrażenie niedosytu. Zaczęło się wspaniale, temat jest ważny, ale skończyło się za szybko. Czy masz plan na rozwinięcie tematu?

Odpowiedź przyszła następująca:

Anna Piwowarska: Ja zrobiłam to tak – najlepiej jak umiałam. Korzystając z tego, co miałam do dyspozycji – doświadczenia mojego i moich klientek – uczestniczek warsztatów i konsultacji oraz czasu, którym dysponowałam. Z pewnością nie wyczerpałam tematu. Gdybym chciała to zrobić, to pewnie wciąż jeszcze zbierałabym materiały.

Twoje wrażenie niedosytu mnie osobiście cieszy. Na razie więcej publikuję na mojej stronie w ramach NOTATEK O PISANIU – i jak łatwo to zauważyć, czytając notatki, ciągnie mnie już w trochę inne kierunki. Myślę, że póki co będę podążać tam, gdzie mnie ciągnie. Więc nie – na razie nie planuję wersji dla zaawansowanych. Ale ucieszę się, jeśli taka wersja powstanie – albo zupełnie inna.

No i wynik jest 2:0. Przegrałem, ale przegrać w taki sposób, to nie hańba.

Podsumowanie

Z książki i wymiany e-maili z Anną nauczyłem się sporo. Ćwiczenia, które sugeruje są w planie na kolejne miesiące, a książkę puściłem w obieg, bo szkoda trzymać ją na półce. Każdemu, kto planuje ją kupić polecam jedno. Nie poprzestań na samym czytaniu, bo to jest przyjemniejsza i łatwiejsza część całej zabawy. Zrób wszystkie ćwiczenia, zobaczysz, że działa.

 


Zdjęcie: Iza Garbarz, www.bellove.pl

Anna Piwowarska – Przez sześć lat pracowała jako copywiterka w agencjach reklamowych, pisząc i wymyślając hasła oraz kampanie dla dużych marek. Obecnie jako freelancerka pisze teksty na zlecenie i rozwija własną markę pod nazwą Autentyczny Copywriting. Wiedzę zdobytą w agencjach i przetestowaną na sobie, przekazuje podczas warsztatów i konsultacji dla małych biznesów tworzonych z pasją i sercem. Podpowiada, jak budować swoją markę na autentycznym przekazie, jak pisać o sobie i jak się promować. Pisze o tym również na swojej stronie: www.autentycznycopywriting.pl