Single Blog Title

This is a single blog caption
23
Mar

Relacja z konferencji eLearning Fusion

Moja relacja z Warszawą jest bardzo dziwna. Przeważnie chłodna, bo nie poświęcam jej wystarczającej uwagi. Patrzy na mnie spode łba oczami zabieganych mieszkańców, którzy w przeciwieństwie do mnie znają rozkład autobusów. Wpadam do niej z konkretnym planem działań i brakiem czasu, wypadam trzaskając drzwiami pociągu. Taka przelotna relacja, podszyta przekonaniem, że nie lubię jej, bo… w zasadzie nawet nie wiem, czy jej nie lubię. Tym razem postanowiłem to sprawdzić. Dałem Warszawie pół dnia i wieczór i poranek i jedno jest pewne moja relacja z Warszawą jest lepsza.

Z mojej perspektywy fuzja to połączenie dwóch atomów w jedną całość przy jednoczesnym wytworzeniu całkiem sporych ilości energii i różnego promieniowania. Jeśli taki był cel pomysłodawców tej konferencji to został zrealizowany. Różne podejścia, różne tematy, historie, ludzie i doświadczenia zestawione w łańcuch reakcji poruszających publiczność, w tym mnie, bo tym razem stanowiłem jedynie publiczność i cenię sobie ten fakt.

Moje podejście do konferencji branżowych bardzo się zmienia, więc na samym wstępie chcę przestrzec Cię przed tym, że moja poprzeczka jest wysoko i będzie tylko o tym, co mnie zainteresowało – sorry, taki mamy klimat. Kiedyś zachwycałem się każdym słowem na temat e-learningu, które padało z ust ludzi stojących na scenie, później zacząłem analizować część z nich. Dzisiaj staram się z każdej konferencji wyciągnąć kilka rzeczy dla siebie i niech w takiej formie będzie relacja z tego wydarzenia.

Kiedy spodziewasz się, że ktoś będzie reklamował swój produkt, bo reprezentuje jakąś firmę, a on zamiast tego wyskoczy z merytorycznym, pełnym danych i inspiracji wystąpieniem, to jesteś w szoku i chłoniesz

_DSC3173

Tak właśnie zrobił Martin Stawowiak z Cornerstone. Opierając się na szeregach raportów (m.in. Delloite Bersin – Rethinking L&D Trends 2015) przeprowadził analizę aktualnej sytuacji branży szkoleniowej na świecie. Martin rozpoczął od bardzo ważnych pytań:

  • Czy aktualne rozwiązania szkoleniowe spełniają oczekiwania dzisiejszych pracowników?
  • W jaki sposób przyspieszyć wdrażanie nowych pracowników?
  • W jaki sposób dostarczać właściwie dobrane metody rozwojowe dokładnie w czasie i miejscu kiedy są potrzebne?
  • Jak budować zaangażowanie i zwiększać czas pozostawania talentów w organizacji?

Po przejściu przez różnego rodzaju modele dostępne na rynku (o dziwo bez pokazywania swojego logo) skończył korzyściami biznesowymi płynącymi z zastosowania technologii w uczeniu. Należały do nich:

  • umożliwienie mobilności talentów,
  • rozwijanie umiejętności liderskich na wszystkich poziomach organizacji,
  • budowanie kultury organizacyjnej, w której nadrzędnymi wartościami są pasja do działania i cel,
  • zapewnienie elastyczności we wdrażaniu innowacji i budowaniu przewagi konkurencyjnej,
  • zapewnienie ciągłego kontaktu pomiędzy pracownikami,
  • sprawienie, żeby uczenie się wydarzało się głównie w pracy i prowadziło do budowania nowej kadry pracowników.

Grywalizację w korporacji można zastosować, ale trzeba to zrobić w sposób bardzo ostrożny, przemyślany i w konsultacji z osobami, które mają jej podlegać.

Kolejnym prezenterem, który zwrócił moją uwagę był Joe Wilder z Gameffective. Mówił o… (werble) grywalizacji. Tutaj raczej nikt niespodzianki nie oczekiwał. Otwarcie było dość standardowe i dotyczyło serii danych na temat tego, że ludzie w pracy są mało zmotywowani, a całe 18% jest „actively disengaged”. Nie wiem jak to przetłumaczyć, ale znaczenie jest dla mniej więcej takie, że aktywne niezaangażowanie jest wtedy, kiedy opierając się o łopatę tak strasznie wzdychasz, że ludziom obok nie chce się pracować.

_DSC3194

W prezentacji Joe bardzo przydatny może być model wdrażania grywalizacji, który ubrał w zgrabne 11 punktów:

  1. Ustalenie celów jakie mają zostać osiągnięte w wyniku zastosowania grywalizacji jakiejś metody rozwojowej.
  2. Określenie wskaźników, które dokładniej opiszą zdefiniowany cel pod względem głównie ilościowym (jakościowy będzie trudny do automatycznego mierzenia).
  3. Dopasowanie odpowiednich elementów gry do użytkowników.
  4. Zaprojektowanie gry z gotowych komponentów.
  5. Dodanie elementów uczących (np. materiałów video, lub mini-kursów).
  6. Podłączenie komponentu gry do środowiska pracy. Polecanym rozwiązaniem jest dodatek do przeglądarki, który integruje się z nią i ma możliwość uruchamiania się, kiedy w przeglądarce pojawi się określona strona, np. wdrożone przez nas oprogramowanie.
  7. Poinformowanie pracowników o uruchomieniu gry.
  8. Uruchomienie gry.
  9. Korzystanie z gry i materiałów szkoleniowych.
  10. Sprawdzanie zachowań, postępów i wyników graczy.
  11. Powtówrzenie całego procesu.

Proces, jak już wspomniałem, zgrabny i uniwersalny, warto więc go zachować. Wystąpienie to sprawiło, że w głowie mam nieustające pytanie:

Gdzie jest granica pomiędzy grywalizacją, a trywializacją?

Istnieją przecież całe szeregi narzędzi, które grywalizację wdrożą nawet do najnudniejszego procesu korporacyjnego. Pomimo mody, „fajności” i gotowości do wdrożenia rozwiązań grywalizacyjnych mam wrażenie, że na poziomie idei, celów szkoleniowych i rezultatów, które planujemy osiągać, coś to jeszcze nie jest do końca przemyślane. Jest jakieś takie słabe, miałkie i mało konkretne. Jest ciągle złudną obietnicą czegoś, czego wszyscy chcemy, a konteksty, w których grywalizacja jest proponowana (wyścig samochodów, trywialna gra, strzelanie goli, zbieranie odznak i punktów) nie chcą rozmawiać z moim światem, nie zgadzają się z nim. Mam problem z taką grywalizacją, bo jak miałbym wdrażać rozwiązanie, co do którego nie mam przekonania i wydaje mi się po prostu dziecinne?

Sztuczna inteligencja już to jest

Nawet jeśli jej nie dostrzegamy to ona już za chwilę będzie stanowiła podstawę do tego, żeby tworzyć nowe narzędzia szkoleniowe, z którymi nie mieliśmy jeszcze do czynienia.

_DSC3305

Najlepsza prezentacja całego dnia. Perfekcyjne przygotowanie, ogromna wiedza i umiejętność stworzenia edukacyjnego show. Donald Clark, międzynarodowa gwiazdą branży elearningowej i ekspert od sztucznej inteligencji bardzo zgrabnie, z ogromnym wdziękiem i ogromną dawką humoru poprowadził nas od świata wirtualnej rzeczywistości, który mamy już na wyciągnięcie ręki przez cztery warstwy zastosowania sztucznej inteligencji w szkoleniach, które zdefiniował jako:

  • warstwę technologiczną,
  • warstwę dostarczającą wsparcia uczącemu się,
  • warstwę analityczną, rozumiejącą procesy uczenia się,
  • warstwę hybrydową, łączącą pozostałe,
  • warstwę autonomiczną, która jest w stanie generować nowe procesy uczenia się.

Podsumowanie

Jeśli czekasz na pikantne szczegóły, moje narzekanie, albo nawet hejt, to w końcu przyszła na to pora. Ponarzekam sobie teraz troszkę. W całej konferencji zmieniłbym kilka rzeczy, pewnie jak każdy, kto kiedyś konferencje organizował i ma w głowie swój zamysł.

  • hejt numer 1 – Dla mnie super ważne, jeśli nie najważniejsze jest przygotowanie techniczne wyświetlania materiałów. Niestety tutaj zawiodło. Zapewne była to kwestia sprzętu i oprogramowania, ale niestety jest to sprawa podstawowa i należy o nią zadbać. Prelegenci nierzadko wkładają w tworzenie prezentacji ogrom czasu, kalorii i pieniędzy. Nie można im psuć efektu, który sobie zamierzyli.
  • hejt numer 2 – Kolejną sprawą jest to, że warto zastanowić się na ile konferencja branżowa jest przedstawieniem, w którym prelegent wygłasza swoje tezy w kierunku publiczności, a na ile jest to dyskusja i interakcja z uczestnikami. To świadoma decyzja i wybór organizatorów. Ja niestety do pasywnej konsumpcji treści nie przywykłem i chętnie zrezygnowałbym z przyjemnego klimatu teatralnego na rzecz lepszego kontaktu i większej ilości dyskusji.
  • hejt numer 3 – Po ostatnie i chyba z największym żalem muszę stwierdzić, że nie pokazano ani jednego polskiego rozwiązania, które zwróciłoby moją uwagę, a w kuluarach czaiły się takie perełki…

_DSC3202

 

Skoro już wylałem swoje żale, to przyszedł czas na to, co mnie mile zaskoczyło i co mam nadzieję będzie kontynuowane. Po pierwsze jest to zaproszenie światowej klasy ekspertów i przekonanie ich do tego, żeby nie sprzedawali tylko uczyli. Po drugie – zapewnienie tłumaczeń na język polski i angielski. Po trzecie przemiła i profesjonalna obsługa. Po czwarte bardzo dobre nagłośnienie i stworzenie miejsca, w którym każdy z prelegentów mógł pokazać się w pełni swoich możliwości oratorskich i prezentacyjnych.

Liczę na to, że spotkamy się na eLearning Fusion 2017.

Podobało Ci się? Chcesz więcej?

Zostaw swój e-mail, bardzo chętnie przypomnę Ci o nowych treściach, a przy okazji dostaniesz e-booka o elearningu.

Poprzednie newslettery możesz znaleźć na stronie archiwum.

* indicates required