Single Blog Title

This is a single blog caption
1
Paź

eLearningowi skończyła się mana

Co to jest mana wiedzą oczywiście gracze Diablo. Zasoby niebieskiego płynu pozwalały nam czynić cuda i czyścić kolejne poziomy z wrogów. Według rdzennych Australijczyków mana to nic innego jak moc, efektywność i prestiż pochodzące z ponad naturalnych źródeł, no ale jak to się ma do e-learningu?

Ano ma się i to bardzo, a jeśli analogia do many Ci nie pasuje to mam dla Ciebie inną analogię. E-learning nie jest już cudownym lekiem na wszystko. Stał się pospolitą aspiryną, którą bierzesz, kiedy jej potrzebujesz.


 

Ponad naturalna moc internetu

Nie wiem czy pamiętasz jak łączyło się z internetem 10 lat temu (jeśli nie to zapraszam do obejrzenia programu Włodka Markowicza: Flashback), ale miało to w sobie coś z magii, niedostępności i odkrywania świata. Ograniczona dostępność, cena i zajętość linii telefonicznej sprawiały, że chciało się go jeszcze bardziej, a żeby posmakować prawdziwej wolności tzw. „stałego łącza” zasuwało się do internetowych kawiarenek.

E-learning, podobnie jak komunikatory (pamiętasz jeszcze swój numer Gadu-Gadu?), portale społecznościowe i wszelkie inne wytwory internetu bazowały na tej unikalności i magii. Ludzie sprzedający e-learning mówili oczywiście o tym, że obniża koszty, niesie ze sobą ogromną wartość, ale przede wszystkim wałkowali w koło słowo Internet.


 

Dyfuzja innowacji Rogersa

Jeśli jeszcze chwilę pozostaniemy w okolicach 2005 roku to okaże się, że najpopularniejszą technologią wspierającą uczenie się (zwłaszcza wśród studentów) była wówczas kserokopiarka. Wszyscy kserowali wszystko na potęgę, a punkty usługowe miały gotowe zestawy materiałów dla każdego roku i każdej specjalności. Później pojawiły się wspólne konta mailowe, repozytoria plików i dedykowane miejsca na dzielenie się notatkami. Wszystko to jednak w trybie partyzanckim. Ktoś, gdzieś, jakoś zgodnie z definicją, że „w akademikach mają wszystko”.

W tym samym czasie uczelnie i firmy szkoleniowe rozpoczęły partyzanckie poszukiwania rozwiązań, które dałyby się zastosować jako coś, co ułatwi pracę (głównie uczelnie), albo będzie generowało większe przychody, albo uatrakcyjni ofertę. W większości wypadków kończyło się na tym, że uczestnicy szkoleń dostali dostęp do platformy Moodle zainstalowanej na jakimś przypadkowym serwerze służącym uprzednio do utrzymania firmowej strony i skutecznie pobierali PDF-y oraz rozwiązywali testy ciesząc się (albo narzekając), że nie jadą na szkolenie.

W tym samym czasie królował Flash i przekonanie, którego sam byłem gorliwym wyznawcą, że ma się ruszać błyskać i miotać, a im więcej się działo na ekranie, tym było lepiej. W tym samym też czasie triumfy święcił import szkoleń z PowerPointa i eksport do „elearningu” z wykorzystaniem Articulate Studio i iSpring. Jakoś to wszystko działało generując nierealne przychody stymulowane unijnymi dotacjami. Wszyscy łykali jak szaleni pigułki witaminowe o nazwie elearning, niektórzy „ilirning”, jeszcze inni „e-edukacja” i sikali na żółto bo większych efektów próżno dzisiaj szukać.


 

 

Czas elearningowych konserwatystów

Dzisiaj mamy do czynienia z e-learningiem dojrzałym, który stracił już na swojej nowości i magii. Niezależnie od tego, czy korzystamy z Moodla, WordPressa, czy innego rozwiązania komercyjnego, czy tworzymy szkolenia sami, czy zlecamy je na zewnątrz liczy się ich skuteczność, mierzalna wartość dodana i konkretne przełożenie na biznes.

Chwała prawom rynku za to co się stało, bo szkolenia online i offline są aktualnie naturalnym i przede wszystkim świadomym wyborem.

Pojawiły się nowe zawody np. Instructional Designer, a firmy podchodzą do sprawy poważnie. Poza tym rynek dojrzał, dojrzały organizacje i jest dobrze. Jesteśmy  w miejscu, w którym sami uczestnicy szkoleń są w stanie ocenić ich skuteczność oraz podjąć świadomą decyzję dotyczącą tego, czy jest to rozwiązanie właściwe, bo przecież aspiryny nie łyka się od tak.

 

Podobało Ci się? Chcesz więcej?

Zostaw swój e-mail, bardzo chętnie przypomnę Ci o nowych treściach, a przy okazji dostaniesz e-booka o elearningu.

Poprzednie newslettery możesz znaleźć na stronie archiwum.

* indicates required