Single Blog Title

This is a single blog caption
11
Lis

Usability w elearningu sprowadza się do: mniej = lepiej

Bardzo lubię wybierać się na wieczorne wyjazdy rowerowe i bardzo cieszę się, że rower nie ma w sobie krzemu z prądem, nie ma żadnej elektronicznej części, nie ma licznika, GPS-a itp. Nic nie muszę włączać, logować się i czekać na uruchomienie. Niesamowicie mi się podoba to, że ten sprzęt pochodzi  z epoki przemysłowej. Oprócz tego pracuję teraz nad rowerem, który nie będzie miał przerzutek, nie będzie miał wolnobiegu, nie będzie miał nic. Będzie to wycackane ostre koło, pozbawione wszystkiego, co nie jest niezbędne.

Im mniej, tym lepiej

Jako wprowadzenie do dalszej części tekstu polecam obejrzenie krótkiego materiału video. Przedstawia on w bardzo interesujący sposób ideę ostrego koła.

Wsiadając na rower, po prostu jadę. Z trudniejszych rzeczy dotyczą mnie przerzutki i hamulce, chociaż w sumie to też nie jest ani aż takie trudne, ani potrzebne. Jedyną barierą było nauczenie się utrzymywania równowagi, potem już z górki (chociaż to pierwsze – też z górki). Wszystkie funkcje tego urządzenia (roweru) są przewidywalne i służą do tego, aby jechać.

Dlaczego nie lubię moodle?

Po wczorajszej przejażdżce rowerowej usiadłem do komputera i zalogowałem się do moodle’a – takiego czyściutkiego i świeżego. I zacząłem się zastanawiać nad tym, dlaczego on mi się nie podoba. Na chwilę zawiesiłem swoje przyzwyczajenia i utarte ścieżki postępowania z tym oprogramowaniem i zacząłem analizować go z punktu widzenia osoby, która nigdy z niego nie korzystała. Uruchamiam przeglądarkę, wpisuję adres platformy i… widzę ładne logo moodle. Jestem w stanie zidentyfikować, że informacje będą się pojawiały w trzech kolumnach, że nie jestem zalogowany, że mogę się zalogować i że „polski”.

Wczuwając się w rolę osoby, która widzi tę stronę po raz pierwszy, jestem lekko sfrustrowany, gdyż kliknąłem w listę rozwijaną i wybrałem francuski, ot tak – dla zabawy. Wykonałem czynność podobną do katapultowania się z odrzutowego samolotu – niewiele mogę już zrobić bo ni w ząb nie wiem, co znaczy „Connextion”. Podobna sytuacja spotkała mnie kiedyś przy zabawie telefonem komórkowym, włączyłem arabski i (po kilku godzinach) poszedłem do serwisu, żeby coś z tym zrobili.

No dobrze, wróćmy do moodle’a – z racji, że osoba, w którą się wcielam, ma niesamowitą motywację do uczenia się online właśnie na platformie moodle i właśnie na takiej „golutkiej”, walczy dalej. Po kilku kliknięciach, pojawiających się nowych okienkach z francuskim tekstem, mój imaginacyjny użytkownik wraca do punktu wyjścia, wybierając język polski. Teraz zaczynają się poszukiwania sposobu na zalogowanie się – nie jest to trudne, bo przecież w prawym górnym rogu jest przycisk „zaloguj się”, przed chwilą zwany „Connextion”, czy jakoś tak. Super! Pojawił się ekran logowania… ale co tu tyle rzeczy?!

  • „Powracasz na tę stronę www?” – przecież to miała być platforma a nie strona www, może jestem w złym miejscu, a poza tym nie powracam – jestem tutaj pierwszy raz…
  • „Czy jesteś w tym serwisie po raz pierwszy?” – no niby pierwszy, ale w serwisie, czy stronie www, nic nie wiem.
  • „Przyjmowanie cookies (ciasteczek) musi być włączone w twojej przeglądarce” – no ciasteczka chętnie przyjmę…

Ciągle nie wiem, co mam zrobić
…ale wszystkie te informacje nijak nie mówią mi, co mam zrobić. Jestem tu po raz pierwszy i ciągle nie wiem, jak się mam zachować. W końcu wpisuję nazwę użytkownika i hasło, przyciskam zaloguj – i aż się przestraszyłem. Pośrodku – pusta strona, a z boku ogromnych rozmiarów rozwijane menu, z którym nie wiem, co mam zrobić. Pomyślałem sobie, że w tym właśnie momencie jako przyszły użytkownik   dałbym sobie spokój. A przecież miałem się uczyć! Miałem tam wejść i uruchomić kurs, przeczytać coś ciekawego, obejrzeć jakąś multimedialną prezentację i zapoznać się z zadaniami, które dla mnie przygotowano. Miałem poddać się społecznemu konstrukcjonizmowi, czy jak mu tam… uczyć się, tego chciałem. A co dopiero, jeśli loguję się jako administrator i widzę milion różnych opcji i tysiące miejsc, w które mogę kliknąć. Już w tym momencie nie jest to narzędzie, z którego korzysta się wygodnie, intuicyjnie, w jakikolwiek sensowny sposób. Nie mogę po prostu „wsiąść i jechać” w zamierzonym kierunku.

Tarcie poznawcze i Allan Cooper 
I tutaj właśnie wchodzi w drogę tarcie poznawcze, o którym pisał Alan Cooper. Mówiąc ładnie po angielsku, „cognitive friction” to wysiłek, jaki musimy ponieść w trakcie wykonywania danego zadania, i który jest konieczny, aby to zadanie zakończyć. Jeśli zadanie jest proste, wszystkie czynności wykonywane są niemal automatycznie, zaś interpretacje komunikatów są przewidywalne przez nasz umysł, to tarcie poznawcze jest niskie. Niestety – z większością aplikacji, nie tylko internetowych, jest tak, że ich wykorzystanie wymaga namysłu, tłumaczenia, sięgnięcia do podręcznika. Ich tarcie poznawcze jest bardzo wysokie. Tarcie poznawcze, które ma miejsce przy moim codziennym korzystaniu z moodle’a nie jest bardzo wysokie, ale mimo wszystko… istnieje, a korzystam z tej platformy niemal codziennie od 5 lat. W wielu momentach korzystania pojawia się pewien opór, blokada i trudność wykorzystania.

Wracając ze świata wycieczki rowerowej, gdzie wszystko było proste i głównej mierze zależało od reakcji mózgu, przenoszę się do świata, gdzie współdziałanie z oprogramowaniem stawia opór i wymaga na mnie zastanowienia nad tym co robię, a czasami nawet przewidywania czynności, które będę robił w przyszłości, a nawet projektowania tego, co będzie projektowane (taka rekurencja mi się wkradła).

Utrudnia mi to pracę nie tylko z moodle’m, ale z wieloma innymi aplikacjami, nie wspominając o zaawansowanych narzędziach – to dopiero jest jazda! Word vs. OpenOffice – Windows vs. Ubuntu vs. OSX, huuurra! (Moim „numero uno” jest jednak Generator Wniosków Płatniczych – polecam do analizy wszystkim specjalistom od interakcji).

Z tego co mnie uczyli na fizyce, jak jest opór, to się robi ciepło… więc wcale się nie dziwię osobom, które czerwienią się ze złości na samą myśl zrobienia czegoś przy użyciu komputera.

…a co z tymi biednymi, którzy mają się uczyć online – m-learning, e-learning, rapid e-learning i cały alfabet -learning to w początkowym etapie nie nauka tego, czego mamy się uczyć, ale nauka narzędzia, czyli przecieranie ścieżki przez opór niewłaściwie stworzonych narzędzi. Mnóstwo ludzi „zmóżdża” się nad tym, jak zwiększyć motywację uczących się online, jak zaprojektować dobre szkolenie, pedagogiki, dydaktyki i inne dziedziny analizują, trawią i wypluwają z siebie efektowne zestawienia porad „jak zaprojektować dobre szkolenie online” – i bardzo dobrze, ale co z tego, jeśli to szkolenie znajduje się za wielkim murem aplikacji udostępniającej je? Jeśli większym wysiłkiem jest dostanie się się pliku pdf niż samo zapoznanie się z jego treścią?

Użyteczność w e-learningu
W tym miejscu należałoby się pochylić nad kwestią użyteczności platform e-learningowych. Użyteczności, która moim zdaniem jest kluczowa, bo im mniej czasu użytkownik poświęci na dostanie się do określonych materiałów tym, po pierwsze, będzie mniej sfrustrowany, a po drugie – więcej czasu spędzi na faktycznym uczeniu się.


Warto zaprojektować nie tylko treść i dydaktykę szkolenia, ale także wygląd i interakcje w sposób możliwie przyjazny użytkownikowi.

Warto skupić się nad użytecznością platformy online, bo przecież prosty ekran logowania w moodle może wyglądać na przykład tak :

Zdjęcie: fanz