Single Blog Title

This is a single blog caption
4
Paź

Dlaczego tryb: „Pierdolę, nie robię!” jest Ci potrzebny?

Pewien mistrz zen, pytany o samopoczucie, odpowiadał niezmiennie: „W porządku”. Wreszcie jeden z jego uczniów mówi: „Rosi, jak to możliwe, że u ciebie zawsze jest wszystko w porządku? Czy nigdy nie miewasz złych dni?” Mistrz odpowiedział: „Oczywiście, że miewam. Gdy mam złe dni, wszystko jest w porządku; gdy mam dobre dni, również wszystko jest w porządku”.

Pisałem ostatnio o tym, że bardzo lubię swoją pracę, ludzi, z którymi spędzam czas i projekty jakie mam okazję realizować.

Dzisiaj było tak, że co chwilę ktoś czegoś potrzebował, projekty okazywały się inne niż myślałem, proste zadania się komplikowały, ktoś czegoś nie dopilnował, ktoś inny wyrwał się przed szereg, dzięki nawałowi spotkań skrzynka pocztowa jest pełna, a wypadałoby zacząć realizować nowe projekty.

Pierdolę, nie robię!

Niestety nie udało mi się ogarnąć wszystkiego i przyszedł moment, który nazywam: Pierdolę, nie robię! Objawia się on tym, że w ciągu minuty zamykam laptop, w minimalny sposób ogarniam biurko, ubieram się i wychodzę. Niezależnie od tego, która jest godzina i co miałem jeszcze do zrobienia. Po prostu wychodzę. Miałem tak dzisiaj.

Skąd bierze się stres w pracy

W pracy bardzo często spotykamy się z sytuacjami, które wywołują w nas napięcie: przeciągające się projekty, denerwujący współpracownicy, sfrustrowani szefowie, niezliczone ilości zadań do zrealizowania, albo rutynowe zadania, które nas kompletnie nie bawią.

Przyczyna tych stresów jest jedna: nasze przywiązanie.

Prawda jest jednak taka, że praca sama w sobie nie jest stresująca. Przecież jest to tylko seria działań, które musimy wykonać. To nasza reakcja na konkretne sytuacje jest przyczyną stresu, nasze przywiązanie do myśli, że praca powinna wyglądać inaczej.

Stresuje Cię otoczenie?

Nie jest też prawdą fakt, że stresujemy się tym, że coś odrywa nas od pracy (pisząc ten tekst mam za ścianą ekipę remontową, która wierci, kuje i powinienem nie słyszeć własnych myśli), są to po prostu zdarzenia, które dzieją się wokół nas. Takie same jak spadające liście, przelatujące ptaki, czy mijające nas samochody. Stresuje nas nasze przywiązanie do myśli, że ten moment powinien wyglądać inaczej i że nikt nie powinien nam przeszkadzać. Oczywiście chcielibyśmy, żeby nikt nam nie przeszkadzał, nie wchodził w drogę i nie dzwonił, ale przyczyną tego jest fakt, że jakaś część naszego mózgu ciągle wykonuje poprzednie zadanie.

Wkurza Cię szef?

Ludzie, z którymi pracujemy również nie są problemem. Oni są po prostu ludźmi, którzy w swoim świecie robią wszystko tak dobrze jak potrafią. Stresuje nas przywiązanie do przekonania, że powinni się zachowywać inaczej, a mówiąc dokładniej, w sposób który my wymyśliliśmy, albo którego od nich oczekujemy, sposób, który by nas zadowolił. Jeśli tak się nie dzieje denerwujemy się.

Masz za dużo zadań?

Nie jest również tak, że mamy za dużo zadań, za trudne projekty, czy za mało czasu i to na stresuje. Nerwy szarpie nam nasza własna reakcja na dane, które analizujemy. Rosnąca lista zadań, zbliżający się termin, ponaglenia i dzwoniące telefony nic nam przecież nie robią, nie są zagrożeniem. Stresuje nas nasza reakcja i przywiązanie do przekonania, że wszystko już dawno powinno być zrobione, że musimy zająć się wszystkim właśnie teraz, na raz i perfekcyjnie. Oczywiście nie jest to możliwe. Możemy zająć się tylko jednym zadaniem pomimo tego, że wszystkie one zaprzątają nam głowę.

Odpuść sobie

To najlepszy sposób na własne zdenerwowanie roztrzęsienie i ogólny wkurw. Nie ma najmnieszego sensu zmagać się z samym sobą, niekontrolowanymi emocjami i reakcjami na niespełnione oczekiwania. Lepiej wyjść, odpuścić, odciąć się od własnych myśli, zafundować sobie ulgę.

Warto to zrobić chociażby z troski o własne otoczenie: współpracowników, bliskich, przełożonych. Nasz wkurw nie pomoże im. Zwłaszcza dlatego, że oni też mają jakieś oczekiwania co do naszej osoby i jakieś wyobrażenie na nasz temat.

Zmień to

Jakie jest rozwiązanie? Po prostu sobie odpuścić. Zostaw prace na jakiś czas. Na początku możesz potrzebować weekendu, albo całych wakacji żeby w poniedziałek zacząć wszystko od nowa. Później wystarczy dzień, później kilka godzin. Liczę na to, że kiedyś dojdę do takiej wprawy, że wystarczy mi kilka minut, a spokój przyjdzie dzięki powtarzanej mantrze: „miej wyjebane, a będzie Ci dane”.

 

Podobało Ci się? Chcesz więcej?

Zostaw swój e-mail, bardzo chętnie przypomnę Ci o nowych treściach, a przy okazji dostaniesz e-booka o elearningu.

Poprzednie newslettery możesz znaleźć na stronie archiwum.

* indicates required