Single Blog Title

This is a single blog caption
14
Gru

Gry nagradzają eksplorację, przyjemność z odkrywania nowego świata, a zaangażowanie budują poprzez danie graczom autonomii – Recenzja Grywalizacji Pawła Tkaczyka

Refleksja nad grywalizacją, wyraźnie obecna w branży marketingowej, nie objęła jeszcze swoim zasięgiem innych środowisk. Po lekturze książki Pawła Tkaczyka mam pewność, że powinna do nich trafić – pojęcie grywalizacji okazuje się bowiem tak nośne, że da do myślenia każdemu, kto jest zainteresowany działaniem człowieka we współczesnym świecie.

„… do aktywności, w którą wcześniej zakradała się nuda, wróciła radość i zaangażowanie. To właśnie jest grywalizacja”.

To krótkie podsumowanie grywalizacji – zjawiska, któremu autor poświęca ponad sto lekko napisanych, wciągających stron, trafia w sedno moich pedagogicznych marzeń. Lektura książki Pawła Tkaczyka przekonała mnie, początkowo sceptyczną, że mechanizmy kierujące zachowaniami gracza mogą pomóc w ich spełnieniu. Wniosków z tej lektury jest sporo, zatem – do rzeczy.


Bardzo ludzka gra

Grywalizacja w ujęciu Pawła Tkaczyka jest… bardzo ludzka. Autor pozbawił mnie bezboleśnie wielu stereotypowych przekonań na temat gier: aby grać w grę, nie musimy się godzić na dyktaturę komputerów i bezduszne zasady. W centrum grywalizacji stoi człowiek, jego potrzeby i upodobania.

Przykład. Tkaczyk znakomicie charakteryzuje znaczenie luki informacyjnej w grach i w edukacji. Aby podjąć działanie, rozpocząć poszukiwania, trzeba sobie uświadomić jakiś brak – czegoś nie wiemy, dlatego chcemy się nauczyć. Autor stawia niezwykle celne w kontekście edukacji szkolnej pytanie: “Jak powiedzieć dziecku, że się myli, nie karząc jednocześnie pomyłki?” (s. 107) Mamy prawo nie wiedzieć, nie umieć. Mamy prawo do błędu. Szkoła musi dawać uczniom poczucie kompetencji i bezpieczeństwa, budować zdrowe poczucie własnej wartości, które pozwala przyznać się do niewiedzy. Czy pomyślelibyście, że grywalizacja może dotyczyć tak subtelnych i ważnych spraw? W wydaniu Pawła Tkaczyka – tak.

Stworzeni, by grać?

Im więcej się dyskutuje o edukacji, tym bardziej trzeba uważać na śmiertelną powagę, jaka tej dyskusji towarzyszy. Nauka może się jawić jako nudny obowiązek. Bardziej postępowi postrzegają ją jako drogę do zaspokojenia ciekawości, co może z pewnością sprawiać przyjemność. Jednak i tej postawie towarzyszy czasem lekko nabożny stosunek do edukacji. W świetle grywalizacji zaś nauka może być po prostu zabawą, mało tego – nasza fizjologia zdaje się wskazywać, że to podejście jest najbliższe naszej naturze. Bowiem, jak podkreśla Tkaczyk “… gry bazują na emocjach, które uaktywniają się w najstarszych, gadzich częściach naszego mózgu, a części te są wspólne dla wielu, nawet prymitywnych gatunków”. Dobrym grom towarzyszy uczucie błogosławionej produktywności. Być może dzięki wykorzystaniu grywalizacji może ono towarzyszyć również nauce?

Dajmy uczniom możliwość wyboru

Spędzamy na nauce zbyt wiele czasu, by pozwolić sobie na traktowanie jej jak przykrego obowiązku. Mamy prawo czerpać z nauki przyjemność, tak, jak czerpiemy ją z gier.

Co zabija przyjemność gry w szkołę? Według Tkaczyka szkoła posiada niemal wszystkie cechy gry: współzawodnictwo, niepewność losową, wcielanie się w role, mocne doznania zmieniające rzeczywistość, ciekawość i nagrody. Brakującym ogniwem jest autonomia gracza. Szkoła nie jest grą dobrowolną. Możemy jednak tak aranżować warunki nauki, by wprowadzić element autonomii ucznia – na przykład na poziomie wyboru metod opracowania materiału, tempa lub kolejności realizacji kolejnych celów dydaktycznych. Gra musi być interaktywna – a zatem “wciągnięcie” w nią uczniów jest koniecznością.

“Gry nagradzają eksplorację, przyjemność z odkrywania nowego świata, a zaangażowanie budują poprzez danie graczom autonomii. Jeśli chcemy, by szkoła angażowała uczniów tak samo, jak aktywności pozaszkolne, dajmy im autonomię. Musimy pozwolić im samodzielnie odkrywać świat, najlepiej poprzez interakcję z innymi” (s. 106).

Bezcenne umiejętności poznawcze

Edukacja obejmuje kształtowanie umiejętności poznawczych oraz nabywanie wiedzy. Stopień, w jakim uczniowi uda się przyswoić wiedzę, oraz poziom stresu, jaki temu towarzyszy, zależą od poziomu umiejętności poznawczych ucznia.

Grywalizacja dostarcza idealnych mechanizmów, które pomogą kształtować te umiejętności w sposób lekki i przyjemny. To kapitał, którego nie sposób przecenić, i zarazem – w moim przekonaniu – największy potencjał grywalizacji w edukacji. O tym, jak te mechanizmy wykorzystać, pisze autor w sposób jasny i przystępny – odsyłam do lektury książki.

 
Potęga narracji

Jednym z elementów każdej gry jest zestaw reguł, które tworzą coś w rodzaju kodeksu gracza. Sygnalizuję tylko ten temat jako wart przemyślenia, jeśli stwierdzimy kiedyś, że naszym uczniom i podopiecznym obce są wszelkie kodeksy honorowe – warto pamiętać, że kodeks gracza rodzi się na bazie określonej narracji. Narracja jest elementem gry. Może też z powodzeniem być narzędziem pracy mądrego pedagoga. Wypróbowaliście siłę tworzenia historii, które intrygują, ciekawią i motywują uczniów?

Stworzone na miarę

Jedną z kluczowych zasad wszelkich gier jest odpowiednie stopniowanie wyzwań, z którymi mierzy się gracz. Nie za łatwe, nie za trudne – zadania stawiane przed uczniem mają być dla niego angażującym wyzwaniem, pozostającym jednak koniecznie w sferze jego możliwości. “Gry uczą (…), że w wirtualnym świecie zawsze jest coś do zrobienia, że warto spróbować czegoś nowego, a co najważniejsze, że to zadanie nie przekracza ich – graczy – możliwości. To gry, a nie szkoła, uczą dziś nagradzania za wysiłek, nie karząc przy tym za porażkę. (…) Drugim elementem, który kształtuje zaangażowanie i ‘pilny optymizm’ w graczach, jest poczucie mistrzostwa. Zadania, które gra przed nimi stawia, choć wydają się epickie, zawsze są do zrealizowania” (s. 106).

Ilu graczy, tyle gier

Autor wskazuje również (i znakomicie charakteryzuje) różne typy graczy – to ważne w kontekście indywidualizacji kształcenia. Gra nie musi być taka sama dla wszystkich – w zależności od typu gracza (ucznia) akcentujemy jej inne aspekty lub modyfikujemy cele i sposoby ich osiągania.

Z ogromną przyjemnością poświęciłabym więcej miejsca mechanizmom gry, omawianym przez autora. Odsyłam jednak do lektury. Zapowiem jedynie, że odnalazłam wśród nich zasady, które stanowią podstawę jednego z najpopularniejszych obecnie systemów edukacji alternatywnej – Montessori. Wybitna pedagożka, żyjąca na początku XX wieku, z pewnością nie kojarzy się współczesnym z grami. Cechy gier wskazane przez Tkaczyka wykazują jednak zdumiewające podobieństwo ze spostrzeżeniami Montessori.

Zamiast zakończenia

“Do aktywności, w którą wcześniej zakradała się nuda, wróciła radość i zaangażowanie”. Czy można życzyć czegoś lepszego szkole i edukacji w ogóle?

Książka Pawła Tkaczyka jest dobrym krokiem w kierunku spełnienia tych marzeń. Systemu edukacji nie uzdrowią bowiem wyłącznie pedagodzy ani politycy, potrzebna jest mentalna rewolucja i wszechstronna, multidyscyplinarna dyskusja o szkole. “Grywalizacja” jest w tej dyskusji znakomitym głosem.

Podobało Ci się? Chcesz więcej?

Zostaw swój e-mail, bardzo chętnie przypomnę Ci o nowych treściach, a przy okazji dostaniesz e-booka o elearningu.

Poprzednie newslettery możesz znaleźć na stronie archiwum.

* indicates required