Single Blog Title

This is a single blog caption
23
Kwi

Dlaczego na UJ nie będzie elearningu?

Wszystkie istotne rozwiązania (…) da się przenieść do nas. Teoretycznie, bo przepaść mentalna jest tak wielka, że nie da się przenieść żadnego – powiedział dr Andrzej Dybczyński z UWr w wywiadzie dla Wyborczej. Myślałem, że w kwestii e-learningu tak nie jest. Pracowałem przecież na dwóch uczelniach, na których powstawały, albo już działały jednostki, które zajmowały się e-learningiem. Okazuje się jednak, że dwie jaskółki, nie czynią wiosny, zwłaszcza, że z racji swojej wielkości też ogromnej siły przebicia nie mają.

Wydawało mi się również, że Uniwersytet Jagielloński  „założony przez Kazimierza Wielkiego, a za sprawą Królowej Jadwigi odnowiony przez Władysława Jagiełłę, kontynuuje swoje wielowiekowe dziedzictwo w służbie nauki i nauczania”, który uruchamia różnego rodzaju centra innowacji i z rozmachem zabudowuje łąki krakowskiego osiedla Ruczaj w kwestii szkolenia online swoich studentów ma się trochę lepiej. Niestety jak powiedział  prof. Szczepan Biliński (aktualny Prorektor ds. Badań i Współpracy Międzynarodowej) :

Pokładaliśmy bardzo duże nadzieje w e-learningu, ale te nadzieje nie spełniły się. Okazało się, że zainteresowanie od strony wydziałów, czyli naszych pracowników jest nie aż tak duże jak na to liczyliśmy. (…)  Nie udało się to tak, jak przypuszczaliśmy.

Okazuje się więc, że szacowna uczelnia nie poradziła sobie z wdrożeniem elearningu, potraktowała go może jako chwilową modę i bez zrozumienia jego istoty zrobiła tyle, ile było konieczne, czyli uruchomiła jednostkę zajmującą się „tym tematem” – Centrum Zdalnego Nauczania. Tym samym spełniła Alma Mater wymóg podstawowy i bardzo popularny na polskich uczelniach. Niestety oprócz uruchomienia platform e-learningowych o wdzięcznych nazwach: Pegaz i Smok (tak krakowska tradycja i poważne podejście nakazuje) nie może się jednostka pochwalić żadnym spektakularnym osiągnięciem.

 

Jest to pewnie spowodowane tym, że do tej pory pewne działania mogły być nieprzemyślane, albo niewłaściwie zrealizowane, bo jak mówi Rektor-elekt:

Do tego (przyp. aut. to znaczy do elearningu) trzeba się bardzo dokładnie przymierzyć i zrobić coś takiego jak badanie pilotażowe. To znowu, absolutnie nie może być na wszystkich wydziałach, na wszystkich kierunkach. (…) Trzeba zrobić badanie pilotażowe, czy to będzie miało rację bytu. Na ten moment (…) bardzo trudno mi rekomendować, że będzie to wizja przyszłości.

Na e-learning w UJ nie ma więc co liczyć. Władza uniwersytecka nie traktuje go poważnie. Może dlatego, że nie ma on nic wspólnego z prawdziwą nauką, a tradycyjne metody na uczelni ociekającej tradycją są wystarczające. Może czas pokaże, że Princeton, Stanford, Michigan i Penn, które uruchomiły portal darmowych studiów online jeszcze będą się od „Jagiellonki” uczyły jak się robi globalny e-learning.

Praktyka vs Teoria

Co ciekawe w tym sam czasie szef największego polskiego ubezpieczyciela pisze:

mamy kłopoty z analizą, (…) odrzucaniem śmieci i wynajdywaniem najwartościowszych danych. Szczególnie widać to w formalnej edukacji, która w wielu dziedzinach traci sens. (…) Do konsultingu przyjmujemy absolwentów matematyki, fizyki, biologii. Ci z właściwymi dyplomami się nie nadają. Szukamy zdolnych do nieschematycznego myślenia, którzy potrafią selekcjonować wiedzę, pracować w zespole. Uczciwych i odważnych. Takich nasze szkoły nie wypuszczają.

Dzieje się tak dlatego, że najpierw uczniowie szkół podstawowych i średnich, a potem studenci napychani są teorią jak gęsi paszą, bo tak jest łatwiej. Kończą więc studia z mózgami obtłuszczonymi książkową wiedzą tak bardzo, że nadają się na foie gras, a nie do pracy w realiach dzisiejszego świata. Na nieszczęście wykład, który można nagrać i udostępnić studentom przez internet (podobnie jak skrypty i wszelkie inne pomoce) jest łatwiejszy do zrealizowania niż zajęcia praktyczne.
Musimy więc zaczekać. Na co? Otóż na wymarcie starych idei i zainteresowanie polskich studentów uczelniami zagranicznymi, których dyplom zdobędą online, jednocześnie zdobywając doświadczenie zawodowe, lub tworząc własne przedsiębiorstwa.

Centra eLearningu to fikcja

Powoływane masowo centra nauczania zdalnego są taką samą fikcją jak sam akademicki e-learning. W wielu znanych mi przypadkach ograniczają się do instalowania na serwerach platformy moodle, udostępnieniu jej zainteresowanym i realizacji własnych projektów badawczych, naukowych lub wszelakich innych, które dają finansowanie na to, żeby jednostka mogła w ogóle istnieć. Takie podejście powoduje, że organizacje te nie zajmują się ewangelizowaniem wykładowców i udowadnianiem im tego, że e-learning działa i jest skuteczny. Nie zajmują się też tworzeniem szkoleń online, nie zajmują się planowaniem strategii dla uczelni, ani nawet dla pojedynczych wydziałów. Dobrze jeśli jeśli same wiedzą dokąd zmierzają.

Pożałowania godna jest ignorancja, krótkowzroczność i jakby świadoma niechęć władz uczelni, które robią jedynie to, co jest konieczne dzisiaj, teraz i nie myślą o tym, co będzie jutro. Jaka będzie przyszłość uczelni na wolnym światowym rynku w realiach edukacji globalnej i dostępnej dla wszystkich.

Zdjęcie: CC-BY Roman Sandoz

Podobało Ci się? Chcesz więcej?

Zostaw swój e-mail, bardzo chętnie przypomnę Ci o nowych treściach, a przy okazji dostaniesz e-booka o elearningu.

Poprzednie newslettery możesz znaleźć na stronie archiwum.

* indicates required