Single Blog Title

This is a single blog caption
2
Lut

Cyfrowa szkoła – opinia nauczyciela, czyli projekt z wieloma niewiadomymi

Tydzień konsultacji społecznych minął bezpowrotnie, ale ja poświęciłem się i przeanalizowałem zapisy Projektu Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 19 stycznia 2012 r. w sprawie warunków, form i trybu realizacji przedsięwzięcia dotyczącego rozwijania kompetencji uczniów i nauczycieli w zakresie stosowania technologii informacyjno-komunikacyjnych. I wcale nie mam wesołej miny…

Korowód pytań

Zgodnie z zapisami § 2.3
„w miarę możliwości z pomocy dydaktycznych mogą korzystać uczniowie klas I-III oraz V i VI, a także nauczyciele uczący w tych klasach”. 

A zatem w praktyce oznaczać to będzie, że nie będzie jednego właściciela urządzenia, lecz może być ich nawet kilku. Bardzo wątpię, aby osoba odpowiedzialna za sprzęt – a ktoś będzie musiał wziąć na siebie odpowiedzialność materialną – zgodziła się na takie wykorzystanie. Odrębną kwestią jest jest oprogramowanie: inne wszak musi być do klasy I, a inne do klasy VI. 

W § 4. 1. zapisano, że
 „wsparcie finansowe może być udzielone:
1) na zakup pomocy dydaktycznych oraz zainstalowanie, uruchomienie i zintegrowanie zakupionego sprzętu i urządzeń, a także przeprowadzenie technicznego szkolenia nauczycieli z funkcji i obsługi sprzętu i urządzeń, (…)”. 

Zatem jak rozumiem, organy prowadzące będą ogłaszały przetargi na wykonanie w/w czynności. Z całą pewnością kwota przeznaczona na „zainstalowanie, uruchomienie i zintegrowanie zakupionego sprzętu i urządzeń, a także przeprowadzenie technicznego szkolenia nauczycieli z funkcji i obsługi sprzętu i urządzeń” będzie praktycznie niemożliwa do oszacowania. 


A teraz zakupy:

„ Organy prowadzące szkoły w ramach udzielonego wsparcia finansowego mogą
zakupić następujące pomoce dydaktyczne:
1) przenośny komputer dla ucznia, wraz z oprogramowaniem, lub inne mobilne urządzenie mające funkcje komputera, wyposażone w preinstalowany system operacyjny oraz opcjonalnie (w zależności od wybranego rodzaju mobilnego urządzenia mającego funkcję komputera) oprogramowanie do zarządzania zestawem mobilnych komputerów dla potrzeb edukacyjnych, zwane dalej „przenośnym komputerem dla ucznia”;
2) przenośny komputer dla nauczyciela, wraz z oprogramowaniem, lub inne mobilne urządzenie mające funkcje komputera, wyposażone w preinstalowany system operacyjny oraz opcjonalnie (w zależności od wybranego rodzaju mobilnego urządzenia mającego funkcję komputera) oprogramowanie do zarządzania zestawem mobilnych komputerów dla potrzeb edukacyjnych, zwane dalej „przenośnym komputerem dla nauczyciela”- tyle ustawodawca.

Czyli tak naprawdę co można kupić? Netbooka? Tablet? Czytniki książek elektronicznych?Jeżeli spojrzymy na warunki, jakie muszą spełniać, to najbardziej istotnym staje się norma Energy Star 5.0. 
Mogę zatem kupić tablety od 290 zł do 3200 za sztukę!!! 

I tak myślę sobie: ilu dyrektorów czy przedstawicieli  organów prowadzących dostrzega różnicę pomiędzy ekranem oporowym i pojemnościowym?? Zapewne bardzo niewielu….
Ustawodawca zakłada również, że każda szkoła będzie posiadała „szafkę do ładowania baterii, przechowywania i bezpiecznego przemieszczania pomiędzy salami lekcyjnymi przenośnych komputerów dla uczniów. No to chodzi raczej chyba o szafę pancerną, i to sporych rozmiarów! Wszak nie tylko wszystkie urządzenia mają być w niej przechowywane, ale jeszcze musi istnieć w nich  możliwość ładowania baterii! Wow!

Ponadto szkoła ma zakupić:

  • sieciowe urządzenie wielofunkcyjne, umożliwiające co najmniej drukowanie, kopiowanie i skanowanie, 
  • drukarkę, 
  • skaner, 
  • tablicę interaktywną, 
  • projektor krótkoogniskowy, 
  • głośniki, kontroler będący elementem szkolnej sieci bezprzewodowej, 
  • punkt dostępowy będący elementem szkolnej sieci bezprzewodowej,
  •  router, 
  • projektor multimedialny.
Pięknie, ale nie mamy tutaj żadnej specyfikacji tego sprzętu! W efekcie więc może zakończyć się to bardzo radosnym wydawaniem pieniędzy. Dla przykładu, tablica interaktywna kosztuje od 1500 zł do 11 tysięcy. A ponadto, po roku utrzymanie tych urządzeń i przeglądy spoczną na szkołach…
Projekt zakłada również, że przynajmniej nauczyciele klas IV znajdą się w międzyszkolnych sieciach współpracy nauczycieli stosujących TIK w nauczaniu. Szkoda tylko, że ustawodawca nie napisał wyraźnie, kto ma być odpowiedzialny za działalność sieci współpracy i kto będzie ponosił koszty.
Mają zostać natomiast wyznaczeni szkolni e-koordynatorzy i powołane nauczycielskie zespoły samokształceniowe, które będą wspierać dyrektora szkoły i nauczycieli w organizacji pracy szkoły z wykorzystaniem TIK.
Super! Tylko jak wynika z zapisów projektu, będą to funkcje społeczne. A po drugie, żeby szkolić, to trzeba mieć pojęcie o tematyce szkolenia. Jak ktoś zetknie się po raz pierwszy z TIK, to jak te zespoły samokształceniowe mają działać? Chyba tylko po to, żeby zniechęcać innych.
W § 5. 1. czytamy, że
„Zakupione w ramach wsparcia finansowego przenośne komputery dla uczniów, o których mowa w ust. 1 pkt 1 załącznika nr 1, mogą być wykorzystywane przez uczniów:
1) wyłącznie w szkole na zajęciach lekcyjnych i w czasie wolnym od zajęć
dydaktycznych (wariant I);
2) w szkole na zajęciach lekcyjnych i w czasie wolnym od zajęć dydaktycznych
oraz wypożyczane uczniom oddziałów klas IV uczestniczących w programie
do korzystania w domu (wariant II).
2. Warunki wypożyczenia uczniom przenośnych komputerów dla uczniów ustala
dyrektor szkoły w porozumieniu z radą rodziców.”

Rewelacja! Kto tylko zapłaci za ubezpieczenie tego sprzętu? Za naprawy pogwarancyjne? Co w sytuacji, gdy uczeń wypożyczy sprzęt do domu, a następnie zgłosi kradzież? Pytania można oczywiście mnożyć, ale ustawodawca lekko przerzucił odpowiedzialność na barki dyrektorów szkół. 
No, swoje obowiązki mają mieć również organy prowadzące, gdyż zgodnie z § 6.
„organ prowadzący jest obowiązany zapewnić usługę administratora odpowiedzialnego za prawidłowe działanie zakupionego do szkół sprzętu i urządzeń”.

Jak rozumiem „zapewni” oznacza – zapłaci. Pytanie tylko, ile godzin będzie w każdej szkole pracował taki administrator i  kto będzie się zajmował sprzętem po zakończeniu projektu? Jak znam życie, nigdy nie będzie go w szkole jak będzie problem, więc i tak zajmować się będą tym szkolni informatycy. 
Projekt zakłada również w § 10.1., że
„dyrektorzy szkół, z własnej inicjatywy albo na wniosek rady pedagogicznej, rady rodziców lub rady szkoły, występują do organów prowadzących z wnioskiem o wyposażenie szkoły w pomoce dydaktyczne w terminie do dnia 23 marca 2012 r.”

Będąc człekiem złośliwym zastanawiam się co będzie, jak ambitny dyrektor złoży wniosek, a rada pedagogiczna powie, że dziękuje bardzo? No, kłopot jak nic!  
Jestem ekspertem, bo CHCĘ!
W uzasadnieniu do Uchwały Rady Ministrów czytamy, że
„w ramach projektu systemowego „Wdrożenie podstawy programowej kształcenia ogólnego w poszczególnych typach szkół ze szczególnym uwzględnieniem II i IV etapu edukacyjnego”:
– przeszkolenie i zatrudnienie 40 e-trenerów i 1200 e-moderatorów, którzy będą wspierać szkoły w realizacji zadań z zakresu stosowania TIK w praktyce szkolnej,
– organizacja sieci współpracy i doskonalenia dla 20 tys. e-koordynatorów z zakresu stosowania TIK w nauczaniu przedmiotów,
– przygotowanie materiałów merytorycznych i szkoleniowych wspomagających nauczycieli w stosowaniu TIK.

Martwi mnie tylko  fakt, że w Polsce ekspertem może mienić się każdy, kto tylko chce! Nie ma żadnych standardów, ani specjalnych kursów dla osób, które chciałyby pracować z dorosłymi. Nawet MEN zlikwidował kurs edukatorski! Skąd zatem nagle taki wysyp osób posiadających umiejętności z andragogiki, metodyki nauczania zdalnego? Czyżby kolejny „cud mniemany”? 
W ramach podsumowania…
Uważam, że największą słabością tego projektu jest to, że uczniowie otrzymują urządzenia mobilne (cokolwiek to znaczy) z dostępem do internetu, ale  bez contentu. Nie mając e-podręczników ograniczą się do korzystania z tego, co niesie im sieć. I bynajmniej młody wiek nie będzie im tu przeszkadzał. W pilotażowym programie w Ostrowie Wielkopolskim (pisałem o tym tutaj: E-czytnik dla każdego ucznia) uczniowie mają dostęp tylko do Wikipedii, a na czytnikach mają preinstalowane e-podręczniki.
Tutaj nic takiego nie ma!

Nie sądzę też, aby Scholaris wytrzymał masowe oblężenie (zobacz naszą opinię) – o ile wcześniej nie padnie sieć szkolna.
Nie ma też mowy w projekcie o obudowie metodycznej dla nauczycieli. Jak rozumiem, wszystkie materiały mają wypracować sami nauczyciele – nie oczekiwałbym, że będą to materiały wartościowe.
Brakuje mi w tym projekcie właśnie pomysłu na metodykę.

Nie wspomnę też o tym, że brak jest nadal uregulowań dotyczących nauczania zdalnego w szkole. Poza zapisem – enigmatycznym zresztą – UoSO nie ma aktów wykonawczych.
Czyli jak zawsze: Wszystko mają wykonać nauczyciele w ramach 40 godzinnego tygodnia pracy…

zdjęcie: Earl – What I Saw 2.0

Podobało Ci się? Chcesz więcej?

Zostaw swój e-mail, bardzo chętnie przypomnę Ci o nowych treściach, a przy okazji dostaniesz e-booka o elearningu.

Poprzednie newslettery możesz znaleźć na stronie archiwum.

* indicates required