Single Blog Title

This is a single blog caption
31
Sty

Źle się dzieje w polskiej szkole

Od bardzo wielu lat polska szkoła poddawana jest, bardzo często wbrew swojej woli, a nawet i logice, nieustającej „reformie reformy”. Teraz na naszych oczach rozgrywa się kolejny etap tej niekończącej się historii i reforma puka do szkół ponadgimnazjalnych.

Reformatorski blichtr 
Pozornie wszystko wygląda pięknie. Mamy rozporządzenia wykonawcze (późno, ale zawsze), Ośrodek Rozwoju Edukacji szkoli i publikuje na potęgę, Ministerstwo wyjaśnia nieustająco to, co samo zarządziło. 
Wydawnictwa przygotowują się do „złotych żniw” związanych z wymianą podręczników w szkołach ponadgimnazjalnych, drukarnie pracują pełną parą.  
A, i jeszcze jeden sukces: Cyfrowa szkoła! To tylko kwestia miesięcy, kiedy dowiemy się, jak wszystko pięknie przebiegło i wszystkie wskaźniki zostały osiągnięte!
Wszystko pięknie?? Ależ skąd! W tych zapędach reformatorskich zupełnie zapomniano o UCZNIU!
Drugie dno
W ciągu ostatniego tygodnia przeczytałem kilka artykułów, które mocną mną wstrząsnęły:
  1. Selekcja dzieci przy obiedzie. „Po prostu wstydzę się iść” /TVN24.pl/
     W Krośnie Odrzańskim wyszło na jaw, że uczniowie z bogatszych rodzin karmieni są lepiej od tych, którym posiłki opłaca pomoc społeczna. Co ciekawe – problem widzą tylko dzieci  rodzice! Dyrektorom i urzędnikom w gminie to zupełnie nie przeszkadza. Koszmar!
  2. Aż 68 proc. gimnazjalistów nie chce karania za posiadanie małych ilości marihuany / http://edukacja.gazeta.pl
     Uczniowie gimnazjów są większymi entuzjastami depenalizacji niż studenci (61 proc.) i uczęszczający do szkół średnich (42 proc.). W ciągu 1,5 roku znacząco przybyło młodych przeciwników karania za posiadanie. Prawie połowa nastolatków w wieku 13-15, czyli gimnazjalistów, jest nie tylko za depenalizacją posiadania niewielkiej ilości, ale za legalizacją marihuany w ogóle – oczekuje tego 48 proc. z nich. Ponadto ponad połowa wie, gdzie kupić narkotyki! Dla mnie to przerażające.
  3. Horror w gimnazjach i podstawówkach/ http://www.rp.pl/
    Przestępstw w gimnazjach i podstawówkach przybywa, a sprawcy są coraz młodsi i bardziej brutalni. Liczba wymuszeń i rozbojów przez ostatnie dwa lata prawie się podwoiła – informuje „Rzeczpospolita”, powołując się na dane policji.
W szkołach, do których w sumie uczęszcza ok. 3,4 mln uczniów, w 2011 r. doszło do 28 tys. przestępstw (blisko 2 tys. więcej niż rok wcześniej). „Coraz niższy jest wiek sprawców i coraz większa liczba przestępstw dokonywanych z dużą dozą agresji” – mówi Grażyna Puchalska z KGP. Jak dodaje, „przestępstw, zwłaszcza z użyciem przemocy, dopuszcza się więcej dziewczyn”.
Według statystyk KGP w ciągu dwóch lat przybyło rozbojów (wzrost o 93 proc.), przestępstw narkotykowych (wzrost o 54 proc.) oraz bójek i pobić (wzrost o 47 proc.). Prawdziwy dramat!
Wychowanie, głupcze!
Wystarczająco długo pracuję w szkole, żeby wiedzieć, jak trudno jest zachować proporcje pomiędzy „nauczaniem” i „wychowaniem”.
Z jednej strony nauczanie to podstawowy aspekt działalności każdej placówki oświatowej. Rodzice oczekują, że ich dziecko uczęszczając do szkoły zostanie wyposażone w wiedzę, pozwalającą zdać mu  bardzo dobrze egzaminy zewnętrzne, dostać się do dobrego gimnazjum, liceum i wreszcie na wymarzone studia.
Ale jest jeszcze jedne aspekt funkcjonowania szkoły: WYCHOWANIE. Szkoła ma również – cokolwiek to znaczy – wychowywać. Na setkach kartek papieru powstają  plany pracy wychowawczej, plany pracy specjalnie powołanych zespołów nauczycieli i specjalistów świadczących pomoc psychologiczno-pedagogiczną, piętrzą się indywidualne karty ucznia. I co?
Jak widać są to działania – zwłaszcza w gimnazjach – zupełnie nieskuteczne! 
Podzielmy się odpowiedzialnością
Pracując w szkole często spotykam się ze zjawiskiem przerzucania całej odpowiedzialności za wychowanie na barki szkoły. I zawsze bardzo mocno protestowałem, gdyż uczeń przebywa w szkole ok 35 godzin w tygodniu, czyli 1,5 dnia. W praktyce zatem 5,5 znajduje się pod opieką rodziców! Zatem jeśli mamy mówić o odpowiedzialności za wychowanie, to podzielmy się nią wprost proporcjonalnie do czasu, w którym przebywamy z dzieckiem.
Co dalej?
Analizując życie polskiej szkoły zauważam, że tak naprawdę nikt nie wie, co zrobić, aby nawiązać autentyczną współpracę z rodzicami. Śmiem postawić tezę, że im niższy etap edukacji, tym większy udział rodziców w życiu szkoły i własnego dziecka. Potem nagle coś się psuje i na spotkaniach z wychowawcą pojawia się 10-20 % rodziców.
No cóż – należy uderzyć się w piersi – dużo w tym winy nas, nauczycieli. Ale z drugiej strony nikt nas nie nauczył, jak należy pracować z dorosłymi, jak organizować spotkania dla rodziców, jak zachęcać ich do większego zaangażowania w życie szkoły i ich własnych dzieci.
Może czas już najwyższy, aby zreformować (co za paskudne słowo) i ten aspekt działalności szkoły? Ale nie na papierze, tylko autentycznie! I trzeba się bardzo śpieszyć, bo może być za późno…

Zdjęcie: chenevier

Podobało Ci się? Chcesz więcej?

Zostaw swój e-mail, bardzo chętnie przypomnę Ci o nowych treściach, a przy okazji dostaniesz e-booka o elearningu.

Poprzednie newslettery możesz znaleźć na stronie archiwum.

* indicates required