Single Blog Title

This is a single blog caption
23
Sty

Marek Hyla – wywiad z ekspertem

Do Tablicy to nowa seria na blogu, w której każdemu dajemy możliwość zadania dowolnego pytania ekspertowi. Pierwszą zaproszoną osobą jest Marek Hyla. Zapraszam więc do podzielonego na dwie części (żeby ograniczyć TLDR) wywiadu, z którego dowiemy się jak to jest chodzić do szkoły w Algierii, skąd w życiu Marka wziął się elearning, na czym polega jego nowa inicjatywa o nazwie XY Learning i jakie ma plany na przyszłość.

Marku, bardzo się cieszę, że przyjąłeś zaproszenie do pierwszego odcinka nowej serii blogowej.

Też się cieszę… Co chwilę zaskakujesz nowymi pomysłami – fajnie, że mogę jeden z nich zainaugurować.

Zacznijmy trochę prywatnie. Gdzie dorastałeś? Jakie jest Twoje pierwsze wspomnienie związane z edukacją?

Mam multum różnych wspomnień. Jest wśród nich szkoła muzyczna, która wpłynęła na moją obowiązkowość i umiejętność wyrzeczeń. Jest pół roku nauki w polskiej szkole w Annabie, w Algierii, gdzie pracował mój Ojciec – to doświadczenie dało mi poczucie, że pasją i zaangażowaniem nauczycieli można wiele więcej zdziałać niż funduszami, narzuconymi z góry pomysłami i rygorystycznie przestrzeganym programem. Wreszcie jest “zderzenie się” z pierwszymi komputerami w Polsce w połowie lat 80-tych, kiedy w zasadzie wyłącznie samodzielnie, trochę metodą prób i błędów dało się nad tą materią zapanować.

Dla mnie Marek Hyla = ewangelista e-learningu w Polsce. Zawsze byłem więc ciekawy, kiedy się to zaczęło?

E tam, ewangelista. Zwykłem mówić o sobie raczej “realista”. Mam świadomość tego, że e-learning nie jest ani lepszy, ani gorszy od innych form rozwojowych. Jest po prostu inny. Niektóre działania szkoleniowe, realizowane w określonym kontekście są lepszą okazją do skutecznego zastosowania form e-learningowych, a inne – nie…
Staram się też unikać słowa “e-learning” – wolę raczej “nowe formy szkoleniowe”. Pod pojęciem e-learningu zbyt wiele osób rozumie e-szkolenia, czy kursy e-learningowe, spłycając w ten sposób dyskusję. A więc – ani ewangelista, ani e-learningu… :)
Reszta się zgadza – nazywam się Marek Hyla i na poważnie zacząłem się interesować formami szkoleniowymi opartymi o nowoczesne technologie w 1999 roku. Pracowałem wtedy w ComArchu i przyszedł mi do głowy pomysł na webowo-mobilne środowisko do uczenia się, oparte o metodę SuperMemo. Dziś środowisko to funkcjonuje pod nazwą supermemo.net – mam więc satysfakcję, że, wprawdzie od 2002 roku już bez mojego udziału, ale idea znalazła swoją przestrzeń na rynku.
A gdyby pogrzebać jeszcze głębiej to okazałoby się, że pierwszą edukacyjną grę stworzyłem w 1986 roku. Wysłałem ją na konkurs, jaki ogłosiło wtedy czasopismo Bajtek. To było cenne doświadczenie, mimo że gra nie odniosła sukcesu.

No tak, co do definicji, to się zgodzę, ale co do tytułu, to chyba wszystko wina jednego bestselleru. Twój “Przewodnik po e-learningu” ma już chyba 3 lata, a ciągle nie doczekał się godziwego konkurenta. Jak się pisze taką książkę?

“Przewodnik po e-learningu” liczy już, o ile dobrze pamiętam, 6 lat. Pierwsze wydanie ukazało się chyba pod koniec 2005 roku. Z tej perspektywy – zaczyna trącić myszką. W tak dynamicznym świecie, jakim jest e-learning, warto byłoby uzupełnić książkę o nowe rozwiązania, modele, trendy. Póki co, wolę to jednak robić w formie bloga, niż pisać kolejną książkę.
Książkę pisałem ze sporym mozołem. Jednym z powodów było to, iż polityką wydawcy (WoltersKluwer) jest publikowanie książek opartych o weryfikowalne konkrety. Dlatego musiałem wykonać kawał analitycznej roboty, by publikacja nabrała właściwego kształtu. Wyzwaniem samym w sobie było zdobycie zgód (na piśmie!) na umieszczenie w książce wszystkich zrzutów z ekranów oraz schematów i rycin autorstwa podmiotów trzecich.
Z drugiej strony uskrzydlało mnie to, że przelewam swoje myśli na papier i dzielę się swoją pasją z innymi. Cieszy mnie, że książka dotarła do chwili obecnej do prawie 3.000 osób.
Co do “godziwego konkurenta” – pokazało się kilka ciekawych pozycji na rynku. Faktem jest, że skupiają się na trochę innych zagadnieniach, ale nie czyni im to żadnej ujmy. Moja publikacja ze względu na fakt, że jest dość kompleksowa, wiele zagadnień jedynie sygnalizuje. Chcąc więc wniknąć głębiej w niektóre tematy, należy sięgnąć do innych książek, które będą bardziej pomocne w tym zakresie.


No tak, faktycznie – przygotowując się do wywiadu, sprawdziłem datę ostatniego wydania. Czytając informację o Tobie na blogu, zatrzymuję się przy zdaniu, z którym trudno mi się zgodzić, a mianowicie: “To, oczywiście, nie moja zasługa, że rynek nowoczesnych technologii edukacyjnych w Polsce dojrzał.” Jeśli nie Twoja, to czyja? 

Jeśli patrzeć na to pytanie w kategoriach personalnych – to mnóstwa osób, które czy to z pasji, czy z powodów swojej odpowiedzialności zawodowej od kilkunastu lat angażują się w to dojrzewanie.
W ciągu ostatnich kilku lat nastąpił prawdziwy boom na rynku polskim, jeśli chodzi o liczbę osób, które działają w tej branży. Pamiętam, że gdy 7 i pół roku temu zatrudniałem się w e-learning.pl powiedziałem na rozmowie rekrutacyjnej, iż szacuję liczbę osób orientujących się w dziedzinie e-learningu w Polsce na ok. 100. Dziś osób orientujących się na takim poziomie, jaki wtedy miałem na myśli, jest pewnie ze 100 razy więcej. A ekspertów w tej dziedzinie też trzeba liczyć w setkach. Każda z tych osób ma swój udział w rozwoju rynku…
Ale na to pytanie można spojrzeć też z innych perspektyw. Na dojrzałość, o której mówimy, wpłynęło także mnóstwo innych czynników: rozwój technologii, zmiany społeczne, kryzys 2008 roku, nowe modele biznesowe, itp…

Jaki jest polski rynek szkoleniowy? Jak zmienił się na przestrzeni ostatnich, powiedzmy 10 lat?

Nie czuję się na siłach, by pisać o całym rynku szkoleniowym – chociażby dlatego, że nie ogarniam go w całości. Nie działamy we wszystkich jego segmentach, niszach, itd. Mogę opowiedzieć o tym co zaobserwowałem w obszarach, w których sam działam.
Pierwsza rzecz, która przychodzi mi do głowy, to duży wpływ funduszy unijnych na rynek. W pewnym momencie około 40% nakładów na szkolenia realizowane było przy udziale środków unijnych. Rzeczą ciekawą i korzystną dla rozwoju e-learningu w Polsce było “punktowanie” tych mechanizmów w projektach EFS. Niewątpliwie przyczyniło się to do rozwoju nowych form szkoleniowych na naszym rynku.
Rynek szkoleniowy niezwykle mocno rozwinął się ilościowo. Niestety – niekoniecznie jakościowo… W domenie szkoleń tradycyjnych, na fali dużych potrzeb konsumpcji środków unijnych, powstało mnóstwo firm szkoleniowych – głównie jednoosobowych. W domenie e-learningowej również nastąpił wysyp podmiotów oferujących swoje usługi. Niestety – stosunkowo niewiele firm e-learningowych może pochwalić się backgroundem w świecie szkoleń. Mam wrażenie, że większość z nich wyrosła z przestrzeni IT lub webowej, co tworzy pewną barierę w branży szkoleniowej – brak im zaplecza w postaci dobrego rozumienia specyfiki uczenia ludzi.

Pozostańmy jeszcze na moment w okolicy Twojego bloga “Szkolenia XXI wieku”. Otwarty dla wszystkich (wymaga jedynie rejestracji), pełen Twoich przemyśleń i rekomendacji. Czemu ma służyć? Jaka jest jego rola – to bardziej poradnik, czy Twój upubliczniony notatnik?

Raczej to drugie. Nigdy nie starałem się nadać mu jakiejś “uczesanej” struktury, która pozwoliłaby traktować go jako poradnik. Oczywiście, sama struktura bloga, z tagami, wyszukiwarką, pozwala w zakresie tej tematyki traktować go w pewnym sensie jako poradnik. Ale nie ten cel mi przyświeca. Stąd też znaleźć można na nim szereg postów “z okolic” szkoleń XXI wieku – moich przemyśleń, wakacyjnych doświadczeń, obserwacji.
To, co staram się konsekwentnie realizować w ramach bloga, to trzymanie się na tyle, na ile wydaje mi się to sensowne, zagadnienia rozwoju ludzi. Nawet pisząc o moich ostatnich wakacjach staram się przemycać w treści informacje, które mogą ten rozwój stymulować, zachęcać do czegoś, czy pokazywać jakieś interesujące zależności.

Co ciekawego, istotnego według Ciebie wydarzyło się w branży w czasie ostatnich dwóch lat?

Myśląc o branży nowoczesnych form rozwojowych nie przychodzi mi do głowy jakieś przełomowe zdarzenie. Nie znaczy to, oczywiście, że na rynku nic się nie dzieje. Chcę raczej przez to powiedzieć, że metodą ewolucyjną podążamy, moim zdaniem, w dobrym kierunku – adaptując te trendy, pomysły biznesowe i technologie, które mają sens na rodzimym podwórku.

Jeśli jesteśmy w obszarze firm, czy mógłbyś wskazać 5 największych graczy branży szkoleniowej na polskim rynku?

Mogę dokonać subiektywnej oceny – ale lepsze są w tym oficjalne statystyki. Na rynku szkoleń (zapomnijmy teraz o edukacji) największą firmą jest Altkom Akademia, potem House of Skills (po zmianie nazwy – Konsorcjum doradczo-szkoleniowe, którego częścią jest e-learning.pl, będące pod moją menedżerską pieczą), a potem kilka kolejnych firm (Door, GFKM, itp.).
Póki co – firmy stricte e-learningowe nie mieszczą się jeszcze w pierwszej piątce. Sądzę jednak, że w ciągu najbliższych 3-5 lat ten stan może się zmienić.

Powiedzmy, że mam dużo pieniędzy i chcę do swojej organizacji wprowadzić super metody szkoleniowe. Nie znam tej branży. Wszyscy mówią o sobie, że są najlepsi i pokazują logotypy klientów. Jak rozpoznać firmę, która da radę?

Internet i foldery reklamowe firm pełne są frazesów o tym, że “jesteśmy pierwsi”, “najlepsi”, “jesteśmy liderami”. To trochę żałosne, jeśli sam o sobie musisz mówić takie rzeczy. Albo rynek o tym wie, i wtedy nie musisz tego komunikować, albo tego nie wie – i żaden komunikat tego nie zmieni.
Nim spróbuję odpowiedzieć na Twoje pytanie – krótka anegdota. Kilka lat temu miałem okazję brać udział w konkursie ofert. Jednym z kryteriów oceny była liczba e-szkoleń, którą opracował oferent. W rozmowie z potencjalnym klientem zadałem pytanie “czy nie byłaby lepszym kryterium liczba e-szkoleń, którą osoby zaangażowane w proces tworzenia treści PRZESZŁY, a nie WYKONAŁY?”. Widać było, że pytanie, które zadałem, wygenerowało dość intensywny proces myślowy u mojego rozmówcy. No bo ile wart jest projektant, który wyłącznie projektuje, a nigdy nie doświadcza? Nie korzysta z produktów, nie wyciąga z nich wniosków, nie obserwuje co jest fajne, a co nie, nie używa?
Przy wybieraniu firmy można kierować się twardymi kryteriami – najczęściej, niestety, brana jest pod uwagę cena. Te jednak nie dają gwarancji sukcesu.
Ja w tej sytuacji szukałbym podmiotów, w których pracują ludzie z pasją. Domagałbym się, aby tacy właśnie ludzie pracowali nad moim projektem. Szukałbym podmiotów, które są rzetelne – spełniają obietnice. To kryterium akurat dość łatwo sprawdzić poprzez “żywe” referencje. Szukałbym też firm, które potrafią na trudną materię, jaką jest rozwój ludzi, patrzeć interdyscyplinarnie – z perspektywy sztuki, jaką jest skuteczne uczenie innych, z perspektywy wyzwań, jakie mogą wykreować nowe technologie, oraz z perspektywy potrzeb biznesowych. Są więc kompetentne w tych właśnie 3 dziedzinach.

Kiedy organizacja nadaje się do tego, żeby wdrożyć w niej jakieś nowe narzędzia szkoleniowe?

W zasadzie w każdym momencie, w którym takie nowe narzędzie może przynieść korzyść biznesową. Niestety – osoby decyzyjne w organizacjach, nie rozumiejąc specyfiki e-learningu, często przesypiają te właściwe momenty.
Nieraz zdarzyła mi się rozmowa, podczas której Klient mówił mniej więcej tak: “Nie jesteśmy teraz w stanie zająć się e-learningiem, gdyż skupiamy wszystkie nasze siły na procesie zmiany związanej z…”. Moje argumenty, iż nowe rozwiązania szkoleniowe właśnie są po to, aby zoptymalizować ten proces, sprawić by był łatwiejszy, tańszy, efektywniejszy, itd., rzadko trafiają do rozmówców. Ten syndrom świadczy o niedojrzałości rynku, braku świadomości, zrozumienia. Także o dość skostniałych strukturach decyzyjnych u niektórych z Klientów.
Oczywiście, te wdrożeniowe momenty nie muszą być związane z tak masywnymi projektami jak procesy zmiany. Znacznie częściej dobrym momentem wdrożenia nowego narzędzia są punktowe potrzeby biznesowe. Potrzeby, które da się zaspokoić w drobnym budżecie i w krótkiej interakcji projektowej. Sukces takich drobnych projektów wytycza czasem ścieżki dla dalszych, znacznie śmielszych działań.

Przejdźmy teraz do Twojej nowej inicjatywy. Czym jest XY Learning?

To właściwie nie jest moja inicjatywa – iskrą do powstania XY Learning Team było spotkanie w Restauracji Europa w Madrycie, do której doszło podczas wizyty studyjnej w Obserwatorium E-learningu, organizowanym przez Polską Izbę Firm Szkoleniowych. Podczas tego właśnie spotkania jeden ze współzałożycieli, Tomek Hoffmann, rzucił pomysł, który w ciągu kilku kolejnych miesięcy został obudowany konkretnymi założeniami.

XY Learning Team to nieformalny alians, założony przez 4 osoby, stawiające sobie za cel zrównoważony rozwój nowych form szkoleniowych. Zrównoważony – czyli projakościowy, bez marketingowej ściemy, wyważony, mądry. Ten cel brzmi trochę górnolotnie, ale chcemy właśnie na polu budowania świadomości wywrzeć największy wpływ na rynek.

Co konkretnie robicie i po co?

Chcemy wspólnie budować coś, co nazwaliśmy “produktami intelektualnymi”. W tym kontekście bliżej nam do think tanku, niż do firmy, fundacji, czy innych form współpracy. Obecnie pracujemy nad trzema takimi produktami.
Pierwszym z nich jest XY Learning Perspectives – produkt, które celem jest dokonywanie pewnych diagnoz rynku nowoczesnych technologii w Polsce. Czasem będą to punktowe działania, czasem działania znacznie bardziej kompleksowe. Kończymy aktualnie badania jakościowe, których celem jest identyfikacja barier, szans i zagrożeń wdrożenia e-learning w korporacjach w Polsce.
Drugim projektem jest Shifts4Learning. To produkt uświadomiająco-inspiracyjny. Jego celem jest zwrócenie uwagi na zmiany, jakie następują w środowisku zawodowym oraz na konsekwencje, jakie z tych zmian wynikają. Naszym celem jest także zwrócenie uwagi na to, jak powinno się na takie zmiany przygotować.
Trzecim rozwiązaniem jest Learning Battle Cards. Tu naszym celem jest próba skatalogowania i opisania wszelkich form rozwojowych oraz okołorozwojowych, gromadząc dane za pomocą społecznościowych i grywalizacyjnych mechanizmów. Tak opracowane karty chcemy udostępnić branży do różnych celów – inspiracji, projektowania procesów rozwojowych, itp.

Co planuje Marek Hyla na 2012 rok?

Tak się składa, że jestem osobą, która rzeczywiście planuje. Nie potrafię działać z dnia na dzień, więc moje plany, które można czasami nazwać “marzeniami” z uwagi na ich długofalowość i niedookreśloność są dość bogate…
W 2012 roku chciałbym z naszymi Klientami z sukcesem rozpędzić 2 arcyciekawe projekty. W jednym z nich docieramy z e-learningiem do grupy docelowej, jaką tworzy między inymi 1450 pracowników hali produkcyjnej. Wiąże się z tym projektem mnóstwo nietypowych wyzwań, z którymi musimy sobie poradzić. W ramach drugiego projektu budujemy społecznościowe środowisko rozwojowe dla grupy 7.000 pracowników i współpracowników naszego Klienta. Niezwykle ciekawa jest kultura organizacyjna, do której musimy dostosować rozwiązanie, a także długofalowość projektu oraz jego krytyczny wpływ na strategię szkoleniową firmy.
W ramach XY Learning Team chcę skończyć Learning Battle Cards oraz wyjść z tym produktem w świat.
A w wymiarze osobistym? Narty z dziećmi pod koniec lutego w austriackich Alpach – tu mam nadzieję trochę poprawić technikę jazdy, a także mieć furę zabawy. Potem na początku kwietnia rodzinny wyjazd do Paryża – to za dobre wyniki w szkole poprzedniego roku… W długi, majowy weekend – tygodniowy wyjazd z rodziną na Kretę, by poznać to miejsce… A jesienią – wyjazd do Egiptu na nurki, gdzie w końcu muszę ukończyć kurs nitroxowy. Jak więc widzisz – nawet te osobiste plany zawsze zawierają jakiś pierwiastek rozwojowy…