Single Blog Title

This is a single blog caption
20
Wrz

Jak przez Pink Floyd wyleciałbym ze szkoły

Dzień nauczyciela, który generalnie w przeciwieństwie do innych dni, wcale nie musi być pisany wielką literą powoduje mnóstwo frustracji u wszystkich zainteresowanych, nauczycieli i uczniów głównie. Dzisiaj dajmy na to przeczytałem tekst, którzy przypomniał mi, że w liceum za Pink Floyd’ów chcieli mnie wywalić ze szkoły.

Mimowolną reminiscencję szkolnych czasów wzbudził tekst nauczycielki: …i znów brak pomysłu na piosenkę na Dzień Nauczyciela. Za moich szkolnych czasów, które z upływem lat wydają mi się coraz mniej odległe, „piosenka” na dzień nauczyciela zwykle zaczynała się od „Jeszcze Polska…”. Chociaż, no właśnie nie zawsze.

Onego zamierzchłego czasu

kiedy to młodzież przychodziła w dzień nauczyciela wyposażona w kwiatek typu goździk i nikt nie odważył się palić za szkołą, ja byłbym wyleciał za Pink Floyd, przynajmniej takiej wersji się trzymam.

Sprawa miała się tak, że był ciepły wrzesień, bo wszystkie wrześnie szczęśliwych lat dzieciństwa są ciepłe, a historii w tej szkole uczył mój dziadek. Na szczęście w momencie, kiedy ja dostałem się do niej senior odszedł na emeryturę i chwała mu za to, bo mógłby swego obcowania z prawnukami niedoczekać. Niestety koincydencja tego samego nazwiska postawiła mnie w dniu nauczyciela w pierwszym rzędzie pocztu sztandarowego. Problem był jednak w tym, że od kiedy mama karmiła mnie piersią, ojciec karmił Ozzym i Floydami, a dziwnym zbiegiem dojrzewających okoliczności jakoś mi się tak ta muzyka w liceum przypomniała.

W celu lepszego wyobrażenia

sobie calej sytuacji proponuję mały eksperyment, który wczuć się w tę sytuację i fakt, że jak to sobie dzisiaj przypomnę to ciągle się denerwuję. Na asfaltowe boisko spędzono wszystkich, a że rocznik ’81 (poprzednie i kolejne też) był spory samych klas II było od A po G i 31 osób w klasie, a klas 4  więc ludzi na placu z 500 minimum, plus spocone ciało pedagogiczne z przodu. Tłum jak na tureckim bazarze, nowe nagłośnienie, wszystko dopięte na ostatni guzik, dziwnym trafem gorąco. Pełne skupienie i napięcie. Pot się ze mnie leje, ręce trzęsą.
Dyrektor mówi: Do hymnu. Ktoś włącza muzykę i wszyscy głupieją…
(proponuję pamiętając wyobrażenie sytuacji przewinąć do 2:20 zamknąć oczy i włączyć play)

 

Na kopiowanej n! (gdzie n to liczba kolegów) kasecie Maxell Cr, w oryginalnym –  co w tamtych czasach wymagało szczególnego podkreślenia – walkmanie znajdowała się oczywiście piracka kopia płyty The Wall, a na niej przecudowne wykonanie „Another Brick in the Wall part II”

20 sekund Gilmoura

Oczywiście po jakichś 20 sekundach ktoś zamienił Gilmoura na Wybickiego, ale mnie to było najwspanialsze 20 sekund liceum. Krótko po apelu okazało się, że operujący magnetofonem szef radiowęzła pod presją dyrektora wskazał kto „pomagał” w przygotowywaniu sprzętu i wylądowałem na dywaniku. Procedura za profanację dnia nauczyciela była standardowa. Do szkoły mieli przyjść rodzice, ale z racji, że miałem więcej szczęścia niż rozumu nie doszło do tego.

Moje życie uratował kolega, który resztką farby w sprayu, która została po malowaniu roweru, napisał na ścianie:

W tym punkcie odniesienia Czang daje dupy, a jednostką są minuty.

Zrobiła się większa afera, bo wspomniany „Czang” nie zwykł odpuszczać. Jako nauczyciel fizyki nauczył wszystkich fizyki, matematyki, czytać, pisać, podkreślać tematy, wpisywać daty i numerować lekcje, a także rozwiązywać zadania ze wszystkich zbiorów zadań. Jego naloty na zeszyciki miały skutki bardziej bolesne i długotrwałe niż alianckie naloty na Drezno. Kolega miał więc okres troszkę cięższy w życiu, bo pytali go wszyscy i o wszystko, włącznie z teorią koszykówki na WF-ie.

Na szczęście dla niego nie trwało to długo, po za pewną drobną namową, z innym kolegą na drzwiach szkoły zawielsiliśmy klepsydrę z danymi psa chemiczki, który akurat 2 dni wcześniej uciekł. Nie, nie umarł, ale nieszczęśliwym trafem okazało się, że powiedziała o tym tylko naszej klasie, a tylko ja miałem komputer i drukarkę, ale to temat na dużo dłuższą opowieść, bo w końcu poszedłem na studia chemiczne, z fizyki miałem na studiach poprawkę. Pink Floyd ciągle kocham miłością stałą i niezmąconą, a cytując inny utwór Pink Floyd, były to: the happiest days of our lives.




Zdjęcie; Some rights reserved by zig2122

Podobało Ci się? Chcesz więcej?

Zostaw swój e-mail, bardzo chętnie przypomnę Ci o nowych treściach, a przy okazji dostaniesz e-booka o elearningu.

Poprzednie newslettery możesz znaleźć na stronie archiwum.

* indicates required