Single Blog Title

This is a single blog caption
25
Sty

eLearning dla „Michałków”

Do napisania tego tekstu skłonił mnie dzisiejszy artykuł opublikowany w Rzepie. Szumnie nazwany „Uczeń pisze wirtualną klasówkę” porusza bardzo ważny temat wprowadzenia regulacji prawnych.

 Całość tekstu sprowadza się generalnie do jednego zdania:  Ministerstwo Edukacji Narodowej pracuje nad nowelizacją ustawy o systemie oświaty która ureguluje prawnie edukację online i myślę, że bardziej adekwatnym tytułem byłoby: Lepszy rydz, niż nic.

Osobiście nic nie mam (już) do instytucji MEN, ale czytając zamieszczone poniżej zdanie – wyrwane z kontekstu, ale znamienne –  które znajduje swoją kontynuację w opinii Pani posłanki to myślę, że cała inicjatywa sprowadzi się do znanego wszystkim: Chcieliśmy dobrze – wyszło jak zawsze. 
    Cytat znamienny
    Wkrótce jednak polskie szkoły i ich uczniowie dostaną szansę na podobne udogodnienia.

    Szanowni dziennikarze Rz. Uczniowie nie dostaną szansy na udogodnienia, to ustawa o szkolnictwie wyjdzie z „ciemnych wieków” i legislacyjnego nieudacznictwa, czy niedbalstwa, sam nie wiem jak to określić. Uczniowie już bardzo efektywnie korzystają z internetu do nauki, a nauczyciele uczą online (wystarczy spojrzeć na dane megapanelu dotyczące popularności serwisów edukacyjnych). Wspomniana zmiana to jedynie delikatne wysunięcie ręki z nocnika, ale przejdźmy dalej.

    Opinia fachowa

    Agnieszka Kozłowska-Rajewicz, posłanka PO, członek Sejmowej Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży

    Ustawa o systemie oświaty dopuszcza kształcenie indywidualne, edukację domową, kształcenie eksternistyczne, ale nie przez Internet. Ta forma komunikacji z uczniem wykorzystywana jest jedynie po lekcjach, w innowacyjnych projektach edukacyjnych. Nauczyciele nie mają odpowiednich do nauczania online materiałów dydaktycznych, nie szkolą się też w specyficznej przecież metodyce kształcenia przez Internet.

    Tymczasem lekcje online nie są ograniczeniem, ale szansą. Nie chodzi o to, żeby nagle uczyć w tym trybie matematyki czy innych przedmiotów, ale by prawo dopuszczało tworzenie wirtualnych klas i uczestnictwo w lekcjach mniej popularnych przedmiotów do wyboru, jak np. etyka.

    Dlatego ważne jest uregulowanie tej formy kształcenia tak, by mogła być stosowana w odniesieniu do podstawy programowej, a nie tylko zajęć pozalekcyjnych.

    Po przeczytaniu tej opinii zastanawiałem się, czy mam się śmiać, czy raczej płakać. Wtedy przypomniała mi się bajka telewizyjna, którą wspominam w tytule. W latach mojego dzieciństwa, poczciwy czarno-biały telewizor karmił mnie bajką „Michałki”.

    Dzisiaj fabuła nabrała zupełnie nowego kontekstu. W serialu dwie animowane kukiełki czyli Michał Mały oraz Michał Duży poruszały tematy z życia, które kończyły się „receptą” na wyjście kłopotów, a jednym ze stałych elementów, był materiał „Legendoskopem po kraju”. Przedstawiający różne historie i legendy z całej Polski.
    Jak już wyrosłem z tej bajki, „michałkami” nazywano u mnie w domu wszystkie „mniej ważne” przedmioty, np. przysposobienie obronne, czy plastykę.

    Zestawiając teraz wypowiedź Pani posłanki z „michałkową teorią” – pasuje jak ulał. To, co sprawia problem (etyka) i to z czym nie możemy sobie poradzić wrzućmy do e-learningu. Niech ważne przedmioty ciągle zostaną tak jak są, bo przecież „Legendoskop” skutecznej edukacji „nie-michałków” ciągle działa – nie jest istotne jak (wyniki PISA), ważne że

    Wywalenie nielubianych „michałków” do internetu nie jest rozwiązaniem. Świat już dawno zweryfikował takie praktyki, więc Pani Posłance zalecałbym dokładniejsze studia literaturowe (np. Clive Shepherd) przed wypowiedziami w powyżej cytowanym stylu.
    Aby nie być gołosłownym proponuję przyjrzeć się case-owi korporacyjnych szkoleń dotyczących przestrzegania polityki firmy (ang. Compliance Training).
    Taki niepozorny mały Michałek okazuje się problemem, bo:
    – pracownicy go nie lubią i nie uczą się,
    – dlatego też, nie lubią go trenerzy,
    – jak nie lubią, to wrzucają do LMS-a,
    – teraz pracownicy nie lubią elearningu całościowo i generalnie, bo pierwsze wrażanie robi się tylko raz.
    Dla większości działów szkoleniowych, jest to najwieksza orka na ugorze, szkolenie nudne dla prowadzących i uczestników. Pierwszym krokiem było więc wywalenie go, łącznie ze szkoleniami BHP do firmowych intranetów i wymuszenie zaliczenia quizu. Rezultat jest taki, że obydwa szkolenia są określane jako najbardziej bezproduktywnie spędzony czas.

    Tym miłym akcentem gratuluję nowego pomysłu, podejścia, dokładnej analizy tematu, a także tego co dzieje się w dzisiejszej edukacji i de profundis clamavi…

    Podobało Ci się? Chcesz więcej?

    Zostaw swój e-mail, bardzo chętnie przypomnę Ci o nowych treściach, a przy okazji dostaniesz e-booka o elearningu.

    Poprzednie newslettery możesz znaleźć na stronie archiwum.

    * indicates required