Single Blog Title

This is a single blog caption
23
Lip

Testy eClicto

Kilka lat temu o elektronicznych książkach i e-papierze czytało się w działach nowinek technicznych. Dzisiaj stoimy u progu rewolucji na tym polu.

Elektroniczne wersje książek, prasy i słowa, do tej pory drukowanego, doczekały się stosunkowo tanich urządzeń pozwalających przechowywać sporą bibliotekę w sprzęcie wielkości zeszytu.


Pomimo tego, że jestem wielkim zwolennikiem książek drukowanych i uważam, że rozwiązania technologiczne nie wyprą druku, tak samo jak DVD i video nie spowodowało upadku kin to z wielkim entuzjazmem podjąłem się testowania urządzenia, może nie rodzimego, ale chyba najbardziej polskiego z dostępnych na rynku.

Ponieważ miałem przyjemność bawić się Kindle, BeBook’iem oraz iPadem i to wcześniej, niż w moje ręce trafiło eClicto nie jestem w stanie uniknąć pewnych porównań. Niemniej jednak podstawowym plusem jest wspomniana „polskość” całego systemu. Piszę systemu, bo (w przeciwieństwie do Kindle) korzystając z eClilcto musimy posiadać komputer, na którym instalujemy specjalne oprogramowanie dołączone do zestawu. Uzyskujemy za jego pośrednictwem dostęp do biblioteki darmowych ebooków i księgarni – dość obszernej, w której za złotówki kupimy sobie interesujące nas pozycje.

Pierwsze kroki
Po tym, jak otrzymałem urządzenie do testowania nie mogłem się doczekać, aby zobaczyć jak działa, zwłaszcza w pełnym słońcu. Z tego też powodu szybko wybiegłem z nim na balkon. Okazało się, że po kilkunastu sekundach od uruchomienia (dość irytujących, bo chciałem zobaczyć jak działa) zacząłem dotykać ekranu palcem w celu przeglądania biblioteki wgranych książek. Okazało się, że nie tędy droga – trzeba korzystać z joysticka. Dość szybko można opanować wszystkie przyciski i nawigowanie po stronach książki, ale brak ekranu dotykowego troszkę boli.

Poza tym urządzenie troszkę trzeszczy. Przynajmniej ja odniosłem wrażenie podobne do niespasowanych plastików we fiacie, którego kiedyś posiadałem. Niby nic wielkiego, ale jak nie trzeszczy jest o wiele przyjemniej. Przyciski działają pewnie, jeśli nie troszkę topornie, ale to już kwestia indywidualnych preferencji.
Po pierwszym wieczorze z eClicto stwierdziłem, raczej mało odkrywczo, że do czytania e-booków jak najbardziej się nadaje. Przeglądanie grafiki i odtwarzanie muzyki zostawmy innym urządzeniom.

W drodze
Z racji tego, że w komunikacji miejskiej spędzam minimalnie dwie godziny dziennie zabrałem eClicto w drogę. Podstawowy plus – można czytać trzymając w jednej dłoni, a książką to się już troszkę trzeba namęczyć. Podobnie podczas wyjazdu wakacyjnego – jedną ręką budujemy zamek z piasku, drugą trzymamy reader.

Skąd brać książki
To chyba największa wada systemu dystrybuowanego przez Kolportera i miejmy nadzieję, że szybko zostanie naprawiona. Problemem jest ilość dostępnych tytułów. Urządzenie na samym początku trafi pewnie do techno-fascynatów, a oni lubią czytać o nauce i technice. Niestety eClicto oferuje aktualnie w tym dziale pozycję Prędkościomierze Kolejowe. Zapewne dla pewnej grupy odbiorców jest to temat fascynujący, niestety mnie bardzo rozczarowała oferta księgarni online.

Zaopatrzyłem się więc w zaprzyjaźnionym wydawnictwie oferującym PDF-y i pojechałem na wakacje.

Podsumowanie
Urządzenie jest warte uwagi – zwłaszcza z racji ceny. Czyta się z niego dobrze i wzrok wcale nie męczy się bardziej niż przy klasycznej książce. Kupowanie, wgrywanie i przeglądanie książek nie sprawia najmniejszych problemów, a do działania przycisków można się przyzwyczaić.
Jeśli potrzebujesz czytnika e-booków za rozsądną cenę, nie przeszkadza Ci brak bajerów, masz komputer i ochotę na posiadanie gadżetu to eClicto jest dla Ciebie.

Może za parę lat biblioteki będą wypożyczały uczniom i studentom czytniki z kompletem podręczników, a może masz pomysł na inne wykorzystanie?

Podobało Ci się? Chcesz więcej?

Zostaw swój e-mail, bardzo chętnie przypomnę Ci o nowych treściach, a przy okazji dostaniesz e-booka o elearningu.

Poprzednie newslettery możesz znaleźć na stronie archiwum.

* indicates required